blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-11-22

Zegarki i zegary

Dziś znów spotkanie ze wspaniałym Zhao Zhengwanem.

Gdy wspomnieć o zegarach - któż nas ich dziś nie ma? W czyimże domu brakuje czasomierza? Biorąc pod uwagę wysokość zarobków mieszkańców miast, zegarek od dawna już nie jest luksusem; wiele lat temu wszedł pod strzechy.
Jednak w Starym Kunmingu niewiele rodzin posiadało zegary, a zegarki były jeszcze rzadsze. Na naszej starej ulicy wśród rzeszy sąsiadów bodaj tylko w jednym czy w dwóch domach znajdowały się zegary, rzadkie jak rogi jednorożca i pierze feniksa. Skoro jednak nie było zegarków ani zegarów, jak sobie radzono z oznaczaniem czasu? Najpierwotniejszy sposób to ten z obserwacją cienia. Po obu stronach ulicy stały dawne domostwa, mniej więcej tej samej wysokości. Od rana do wieczora cień wędrował ulicą, a doświadczeni staruszkowie patrząc na kąt padania cienia wiedzieli od razu, która godzina i na co przyszła pora. Na przykład jeśli cień dotarł już na drugą stronę ulicy, to znaczy, że trzeba zacząć gotować ryż na kolację, a jeśli opiera się już tylko o dachówki - nastała pora kolacji. Oczywiście sprawa komplikowała się, jeśli dzień był pochmurny, a jeśli do tego padał deszcz, wszyscy byli kompletnie zdezorientowani. Jeśli jednak chciało się znać dokładnie godzinę, można było zapytać rodzinę, która posiadała zegar. U jednych sąsiadów wisiał wielki zagraniczny zegar, codziennie nakręcany. O każdej pełnej godzinie wybijał miłą dla ucha melodię. Niestety, był stary i chodził raz wolno, a raz szybko - a że nie było innego wzorca, po prostu zostawiano go w świętym spokoju. Zresztą w owych czasach punktualność nie była mocną cechą kunmińczyków; można się było z kimś umówić a i tak jedno- czy dwugodzinne spóźnienia nikomu nie robiły różnicy. Tak więc życiem wielu rodzin mieszkających przy tamtej ulicy rządził przez wiele lat właśnie ten stary, zdezelowany zegar.
W owych czasach moja matka pracowała na przedmieściach. W lecie i na jesieni, gdy dzień zaczynał się wcześnie, wystarczyło spojrzeć na niebo i już mogła z dużym prawdopodobieństwem ocenić, która godzina. Bardziej kłopotliwe było to w zimie, często zdarzały się pomyłki. Najbardziej mi w pamięć zapadły dwie historie. Za pierwszym razem mama została wprowadzona w błąd właśnie przez ten stary zegar - pokazywał on, że jest dopiero szósta, a tymczasem gdy dotarła do fabryki, okazało się, że jest mocno spóźniona. Gdy wróciła, poszła do sąsiadów sprawdzić. Okazało się, że poprzedniego dnia zegar stanął... Za drugim razem mamę obudziło pienie koguta. Wiedziała, że kogut pieje około piątej, więc cała zaspana ruszyła w drogę; kiedy jednak dotarła do pracy, dzień jeszcze nie wstał. Zapukała do drzwi stróżówki, a tam się okazało, że jest dopiero trochę po drugiej. Czyli została wyprowadzona w pole przez piejącego o północy koguta...
Później, gdy było trochę gotówki w zapasie, kupiliśmy mały budzik. Kosztowały zaledwie 5 yuanów, ale w tamtych czasach był to znaczny wydatek. Mając własny zegar nauczyliśmy się odczytywać godziny, rozróżnialiśmy wskazówki godzinowe, minutowe i sekundowe. Dawniej, gdy chodziliśmy pytać innych, nie znaliśmy się na zegarze. Gdy zaś zegary się upowszechniły, zegarki również spowszedniały. Wszyscy pracujący dorośli nosili zegarki, a rękawy specjalnie podwijali bardzo wysoko. Za kilka następnych lat zegarki nosili zarówno dorośli, jak i dzieci - od uczniów gimnazjów przez podstawówkowiczów aż po dzieci w przedszkolach. Dawniej nikt by nawet nie pomyślał, że to możliwe.
Każdy członek mojej rodziny posiada zegarek, ale nadal potrzebujemy zegara. Z przyzwyczajenia kontrolujemy czas właśnie przy pomocy zegara, na niego też zerkamy, gdy trzeba wieczorem zapędzić dzieci do łóżek. Jeszcze bardziej potrzebny jest rano - poprzedniego wieczoru nakręca się go i ustawia budzik, a o odpowiedniej porze dźwięk budzika stawia ludzi na nogi. Przed podróżą służbową, gdy trzeba zdążyć na pociąg czy na samolot, budzik jest najważniejszy. Wspomnienie czasów nie znających zegarów wywoła pewnie śmiech dzisiejszej młodzieży, a to najprawdziwsza prawda, a w dodatku - wcale nie są to czasy tak odległe, jak by się wydawało.
/赵正万,昆明忆旧 Zhao Zhengwan, Kunmińskie wspomnienia/

Przyznajcie się - macie w domach zegary? W moim domu rodzinnym był zegar wiszący, który trzeba było nakręcać. Wszyscy dorośli mieli zegary, a gdy nastał szał zegarków elektronicznych dla dzieci, dostałam prostą wersję i ja. Nosiłam ją z zapamiętaniem jakieś dwa tygodnie, żeby o niej następnie zapomnieć zupełnie - pianistki uprzedzane były, że przed grą na fortepianie należy zdjąć zegarki i bransoletki. Kłopot był z tym zakładaniem i zdejmowaniem. Miałam też budzik. Nawet kilka. Kojarzycie te takie małe budziki na baterie, które strasznie głośno tykały? Stał taki dziad w moim pokoju i tykał, a ja nie mogłam spać. Ze dwa czy trzy takie budziki wylądowały na ścianie, gdy nie mogłam już znieść tykania. A słyszałam je nawet, jeśli włożyłam budzik do szafy i nakryłam go swetrami...
Dziś też nie noszę zegarka. Mam jeden piękny, na specjalne okazje - zakładam, gdy pasuje mi do innej złotej biżuterii. A normalnie - zostaje komórka. A u Was jak to wygląda? Macie zegary czy opanowały Was komórki? :)

14 komentarzy:

  1. Mam komórkę i zegarek. Długo nie nosilam ale... Moja komórka płata mi psikusy i się wyłącza kiedy ma na to ochotę więc żeby ogarnac czas i punktualnie się stawić na wyzerke przekonałam się do zegarka. Mam taki droższy na pokaz (jak trzeba chińczykom blysnac po oczach logiem) al e na co dzien nosze zegarek mojego brata z komunii. Skórzany pasek to duuuuzy plus w ciepłym klimacie :)

    W sumie po tygodniu gdy zmienilam telefon na nowszy i mniej foszasty to brakowało mi czegoś na nadgarstku... Więc zegarek został na stałe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, ku ogromnej rozpaczy, musiałam zdjąć nawet moją piękną jadeitową bransoletkę. Niestety, łupię łapami o wszystko, co się nawinie, więc delikatne sprzęty na nadgarstkach są w dużym niebezpieczeństwie...

      Usuń
  2. Ha też tak mialam :) ale prawdę mówiąc po chwili noszenia powinna się wykształcić świadomość nielupania....

    Natomiast jeżeli budzik to tylko z komórki :) bo ten wściekły drrrrrrrrrryn nie prowadził do niczego dobrego . a z komórki mam taka miła powoli narastającą melodyjke że nawet jakoś bezbolesne się budze.

    Jadeitowa bransoletka taka ślubną? Jak mi się one podobaja... Ale balam się wywalic dużo kasy na coś czym grzmotne o np ścianę podczas spania i zamiast bransoletki będę miała żwirek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie prawisz! Powinna! Ta świadomość się wykształcić znaczy. Cóż. Moja świadomość ma widać w nosie obowiązki wobec mnie ;) Moja bransoletka to prezent: http://baixiaotai.blogspot.com/2013/05/jadeitowa-bransoletka.html

      Usuń
  3. A nie myślicie, że nasze dzieci nie będą się dziwić, gdy im powiem, że u mojej mamy pojawiładnie się telewizor w domu, gdy miała 16 lat. A ja dostałam komputer w wieku 15 lat? Podobnie. . . :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście :) Ale ja do tych trącących myszką przedmiotów mam wielki sentyment...

      Usuń
  4. Lubię zegary i zegarki, pod warunkiem, że nie tykają zbyt głośno. Zegary w domu mam dwa, w tym jeden zepsuty, ale dostałam go od mojej ukochanej babci, więc nie mam sumienia się go pozbyć. Drugi, nieco mniejszy, w sumie stoi chyba tylko dla ozdoby, bo radiowa trójka informuje mnie na bieżąco o wybijającej godzinie. No i zegarek na nadgarstku. Pierwszy, srebrny i ulubiony zgubiłam, a jakże, w Kunmingu. Mam nadzieję, że dobrze komuś służy. Drugi chwilowo się trzyma. Ach, no tak, jeszcze jest komórka, ale ona bardziej do komunikacji służy niż sprawdzania czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, przez ten Kunming to same straty ;)

      Usuń
    2. Żebyś wiedziała, kawałek serca też mi zabrał ;)

      Usuń
    3. mi skradł tę mniejszą połowę serca ;)

      Usuń
  5. A ja bez zegarów nie mogłabym żyć. W pokoju zawsze miałam takie nakręcane, tykające budziki ale o takie coraz trudniej, popsuły się i teraz mam budziki na baterie, ktore oczywiście głośno tykają. Samo tykanie mi nie przeszkadza, to muzyka dla moich uszu, w przeciwieństwie do chrapana mojego męża:-)
    Zegarek na rękę jest obowiązkowy. Jestem bardzo do nich przywiązana. Mój pierwszy dostałam oczywiście na komunię i używałam jakiś czas a do dzisiaj nosi go moja mama. Drugi, który nosiłam też był komunijny (dostałam 2) i niestety zgubiłam jak byłam na 3 roku studiów w komunikacji miejskiej (miał zepsute zapięcie i czasem się rozpinał). Wtedy dostałam od rodziców fundusze na zakup trzeciego zegarka, który nosiłam przez kilka lat. Zgubiłam go na spacerze z dzieckiem. Strasznie po nim rozpczałam i szukałam nawet modelu, który byłby chociaż odrobinę podobny. Niestety, nie udało się a ówczesne trendy wyjątkowo nie pokrywały się z moim gustem. Odpowiedni zegarek znalazł mi mąż, jak mi go pokazał to od razu wiedziałam, że to będzie następca. Jest ze mną do dzisiaj, już ponad 10 lat. W międzyczasie weszłam jeszcze w posiadanie rosyjskego zegaka marki czajka. Ubieram go tylko na specjalne okazje, bo ma złotą bransoletę, która nijak na codzień mi nie pasuje.
    Aby wyczerpać temat zegarów dodam, że mój ś.p. Dziadzio był zegarmistrzem samoukiem. Mieszkał na wsi i głownie zajmował się gospdarką, ale wieczorami, albo zimą naprawiał zegary, które znosili ludzie z całej wsi. Cały stolik w pokoju zajmowały budziki i zegarki na rękę a na ścianie wisiały zegary z kukułką.
    Dodam, że nie mam komórki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię ani tykania, ani zegarków. Żeby zasnąć albo pracować, potrzebuję ciszy absolutnej. Ewentualnie mogę słuchać muzyki przy prasowaniu ;)

      Usuń
  6. Noszę zegarek naręczny, łatwiej dyskretnie sprawdzić godzinę na długaśnym spotkaniu w pracy niż w wyciszanej i chowanej przy takiej okazji komórce. W domu zegary w każdym pomieszczeniu, ale tylko jeden normalny, poza tym prezent ze wzorami matematycznymi w miejscu liczb i lewe z odwróconym cyferblatem, chodzące w odwrotną stronę produkowane entuzjastycznie przez mojego męża. Te lewe najpierw wywołują irytację a po chwili "Zrób i dla mnie taki" , więc obdarowujemy znajomych np. czymś takim
    https://picasaweb.google.com/104121387342017732974/DlaKrewnychIZnajomych#6053992279646142242

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczepisty gadżet :) Gdybym w ogóle miała sobie wieszać zegar na ścianie, to byłby to właśnie taki :D Ale póki co zegara u nas nie ma nawet w planach...

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.