blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-11-09

Olej nawrotowy 紫草油

Połączenie woka i osoby roztrzepanej może być bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza, jeśli w środku naczynia znajduje się gorący olej.
Wsadziłam łapkę pod zimną wodę i trzymałam jakieś pół godziny. Korzyść taka, że ręka prawie zdrętwiała z zimna i już nie bolała. Uff, całe szczęście nie ma pęcherzy. Poparzenie zaznaczone czerwonymi plamkami, ale niczym więcej. Nie jest źle. Przydałby się Panthenol. Może nie uwierzycie, ale w pierwszej z brzegu aptece nie mieli. Cóż, apteka ziołowa, czego się niby miałam spodziewać. Zanim jednak wypadłam stamtąd jak, nomen omen, oparzona, przytomnie zapytałam o jakiekolwiek inne przeciwoparzeniowe smarowidło. Została mi sprzedana buteleczka czegoś o nazwie "olej z purpurowej trawy". Aptekarka powiedziała, że jest to absolutnie bezpieczne, mogą stosować nawet niemowlaki. 

Otworzyłam butelkę, zapach zwalił mnie z nóg, ale przecież co nas nie zabije, to nas wzmocni, prawda? Niepewna efektu posmarowałam purpurowym olejkiem oparzenie.
Przestało swędzieć i piec. 
Poczułam się na tyle dobrze, że postanowiłam wyguglać to cudo. Okazało się, że to nawrot czerwonobłękitny, że w Polsce cokolwiek trudno go znaleźć i że nikt nic o nim nie wie. No może poza tym, że był używany jako barwnik i "w medycynie" - bez dokładnych danych, do czego. Tymczasem w Chinach "wszyscy wiedzą", że przyspiesza gojenie ran powstałych w wyniku oparzeń...
Cóż, nie lubię oparzeń. Ale cieszę się, że dowiedziałam się czegoś nowego :)

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe jak się robi wyciąg z tej rośliny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie wiem; technologiczna strona zagadnienia jest dla mnie czarną magią...

      Usuń
  3. Anonimowy9/11/15 18:38

    Koncerny Farmacetyczne sprawnie wyparly, i wypieraja nadal, wiedze o lekarstwach "z Bozej Apteki" z glow klientow i wiekszosci lekarzy. Mam znajomego pszczelarza ktory czesto jezdzi na rozne spotkania i odczyty zwiazane z pszczelarstwem i wykorzystaniem pszczelich produktow. Na ktorychs z kolei dowiedzial sie o tym ze Propolis to swietne lekarstwo. W tym roztwor propolisu w spirytusie (czysty Propolis ma konsystencje kitu i trudno go rozprowadzic.) dziala na zranione badz oparzone miejsca jak opatrunek. Nawet wstretna opryszczke wyleczylam tym blyskawicznie a kupne masci pomagaly co prawda ale bardzo powoli. Teraz mam zawsze buteleczke Propolisu w domowej apteczce i stosuje ze swietnym skutkiem w wielu problemach skornych i na oparzenia. Oczywiscie nie mozna miec uczulenia na pylki jesli sie chce stosowac produkty pszczele.

    Naukowiec ktory mial odczyt w temacie pochodzil z Rumunii. Tam, wlasnie dlatego ze ludzie nie maja pieniedzy na leki, wiedza na temat ziololecznictwa jest w spoleczenstwie jeszcze zywa. W Niemczech zostala ona skuteczne wyparta ze swiadonosci ogolnospolecznej. W niemieckojezycznej Wiki tez pisza bardzo malo o opisanym przez Ciebie Nawrocie i nie tylko zreszta tam. Zawszte z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje wpisy na temat roslin czy to leczniczych czy tez "spozywczych" i duzo sie ucze.
    Milego tygodnia
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest draństwo, że ludzi truje się chemią, bo ona jest "naukowa", a ziołolecznictwo umiera i jest przez większość ludzi traktowane jak zabobony i głupota. Nawet w Chinach, w których jest swobodny dostęp do ziół, coraz więcej ludzi sięga po tabletki, zamiast po prostu pochylić się nad wiedzą przodków.

      Usuń
  4. Niesamowite! Współczucia z powodu oparzenia i super, że wyciągnęłaś rzadkie lecz skuteczne antidiotum. Jak poprzedni komentarz, to że nie wiemy o wielu naturalnych olejkach leczniczych to zasługa koncernów farmaceutycznych. A my dzięki Tobie i tak wiemy czego szukać gdyby (odpukać!) spotkało to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Zawsze mnie zdumiewają rozbieżności w wiedzy o świecie poszczególnych nacji. Uwielbiam się dowiadywać o takich roślinach i móc tę wiedzę zastosować w praktyce (choć oczywiście wolałabym nie na własnej skórze ;) ).

      Usuń
  5. Tak patrzę na ten nawrot, muszę się przyglądać wiosną. Wydaje mi się, że kiedyś widziałam coś podobnego na łące. I te charakterystyczne długie i cienkie liście. W mojej okolicy rośnie dużo ziół, sama bardziej popularne hoduję w doniczkach, co mniej dostępne kupuję (hibiskus, bo tani, w życiu nie zapłacę za małą paczkę ziół więcej niż 10zł, noł łej). Jeśli nawrot występuje jako roślina ozdobna, to znaczy, że można gdzieś dostać nasiona (jedno machnięcie się do gugli i oczywiście, że można).

    BTW z chemii na oparzenia używam Fenistilu na rany. Dużo lepiej działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Mama ma w ogrodzie hibiskus, ale nie robi z niego herbatek :( Ja po nawrocie już pewnie nigdy nie sięgnę do chemii, bo jest on wydajny i faktycznie skuteczny.

      Usuń
  6. Ajajaj, w Ameryce nie rośnie. Za to mamy jewel weed na wysypki alergiczne i ugryzienia owadów. Moze pomógłby na oparzenie?
    Dobrze robi homeopatyczny Apis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Produkty na bazie miodu są niezłe, ale nawrot jeszcze lepszy :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.