blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-03-15

tykwowa sztuka 葫藝

Uwielbiam tykwy. Nie tylko dla smaku, choć generalnie wszystkie dyniowate mi podchodzą. Przede wszystkim dla obłędnej formy - taka nibygruszka, tylko z brzuchem mocno ciążowym i wyraźnie zaznaczoną talią. W Yunnanie tykwy można znaleźć wszędzie - robi się z nich przyrządy kuchenne, akcesoria herbaciane i - przede wszystkim - ozdoby. Przywiązanie Yunnańczyków do tykw bierze się nie tylko z ich powszechności, ale też z nazwy. Tykwa hú​lu 葫蘆 jest bowiem homofonem 護祿 hùlù ochrony szczęścia oraz 福祿 fúlù czyli szczęścia oraz wysokiej pozycji społecznej związanej z wysokimi poborami. Mała dygresja: tak, według Yunnańczyków sylaby "fu" i "hu" są homofonami, bo w wielu yunnańskich dialektach tych sylab się po prostu nie rozróżnia. Stąd Szmaragdowozielone Jezioro w ustach Yunnańczyka to często Cuifu a nie Cuihu, a paszport to fuzhao a nie huzhao...
Wracając do tykw: z powodu tych tak korzystnych znaczeń wiesza się ją chętnie w drzwiach dla odpędzenia złych duchów i przyciągnięcia wszelakich dóbr. Jednak sama tykwa - cóż, choć urocza w kształcie, jest tylko tykwą. Żeby podnieść jej rangę, warto ją jakoś ozdobić. Tak właśnie powstały "tykworyty" czyli rzeźby w tykwie oraz "tykwognioryty" czyli zdobienia wypalane w tykwach ogniem - czasem zresztą obie techniki występują na jednym tykwowym obrazie jednocześnie.
Dla mnie prywatnie najwspanialsze w nich jest to, że każda tykwa jest inna - więc i każdy wzór, nawet powielany dość mechanicznie, będzie siłą rzeczy prezentował się trochę inaczej na różnych egzemplarzach. Zresztą - nie tylko ja uwielbiam tykwową sztukę. Ponoć i sam cesarz Kangxi tykwy lubił i chętnie przyjmował w prezencie. Cóż, ja bym się też nie obraziła za taki prezent. Jednak darczyńcy się spóźnili - powinniśmy otrzymać tykwę w dniu zawarcia małżeństwa. Najpierw wypić z niej "małżeńskiego drinka" hejin 合卺 (to taki małżeński "brudzio"), a później powiesić gdzieś w domu, bo przecież powiedzenie ludowe mówi, że tylko z tykwą w progi domu zawita szczęście. Ba! Jak kto zachoruje i mu się tykwę nad łożem zawiesi, to wyssie chorobę, a człowiek wróci do zdrowia.
Yunnańskie tykwy często są malowane w dajskie wzory (np. takie jak ta pierwsza), oczywiście skrobane jak nasze pisanki (pozostałe dwie); tak jak wyjątkowo ozdobne pisanki czy bombki zazwyczaj się je raczej gdzieś stawia i podziwia niż wiesza w drzwiach...

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja bym pewnie kupiła, ale od czasu, gdy przeprowadziliśmy się do 45 metrów kwadratowych, zostałam zmuszona do praktyczności...

      Usuń
  2. Na Tajwanie widziałam lapki z takiej tywky - wycina się mniej lub bardziej skomplikowany wzorek, do środka ładuje żarówkę LED i kabel i tadam, gadżet za jakieś 3zeta (minimum) gotowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wzorek jest dobrze zrobiony, to lampka faktycznie daje piękne światło. U nas jednak popularniejsze są lampki kokosowe, robione w bardzo podobny sposób ;)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.