blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-02-28

Podróż na wschód Azyi IX

Sapieha dotarł już do Mongolii.

Zapadłszy na nocleg w ślicznej, bogatszej widocznie części stepu, bo namioty porządniejsze, konie lepsze, stada owiec liczniejsze, trawy bujniejsze — poznać miałem, w tej pierwszej, już nie czaharskiej ale czysto mongolskiej osadzie, chwalebny obyczaj mongolski dodawania przejezdnemu straży honorowej w postaci — jak ją nazwał mój kozak — karaułskiej djèwoszki. Ubrana w kożuch barani, bo noce już bardzo chłodne, ma za zadanie usługiwać, psy i ludzi od namiotu odpędzać, głównie zaś kożuchem, skleconym tylko z niewyprawionych skór baranich, drobiazg wszelaki od gościa odganiać. Kożuch i nadobna, acz nieco kanciata w ruchach i głosie dziewoja, pachną gwałtownie, przypominając capa w październiku. Zrobiwszy porządek zewnątrz z psami, które tu
pełnią rozmaite funkcye policyi miejscowej, weszła napowrót do namiotu, i zawinąwszy się w swój kożuch, legła jak długa na poprzek wejścia, czyniąc przejście wprost niemożliwem. Zagrzane w namiocie zapachy, buchły chmurą ku mnie. Na szczęście byłem okrutnie zmęczony i śpiący, i mimo blizkości kożucha zasnąłem niebawem jak kamień.[szalenie plastyczny opis, nieprawdaż? :D]
*
[podróż przez bezkresne mongolskie stepy] Jako prawdziwy nowicjusz w rzeczach wielkich, prawdziwy Europejczyk, nerwowy i o małym widnokręgu, do rozmiarów lilipucich Europy przywykły, szamotam się, nerwuję, gniewam, rzucam — wobec tego przestworza, które mnie swą nieskończonością przygniata. Do jakiegoś celu dobiedz, coś dogonić, jedyną moją myślą i życzeniem — szukam za jakimś rzeczywistym, nieurojonym przedmiotem poza sobą — jedyną rzeczywistością na tym bezdennym obszarze była moja telega i wiozące ją poczciwe Mongoły. Na nich skrupić całą moją złość karła postanowiłem, i jak gdyby te biedaki winne były temu, że ich kraj taki nieskończony, zaczynam krzyczeć i bić! Dostało się pierwszemu z kraja; gdym palnął raz i drugi nahajem, mój boy, Chińczyk, miał pierwszy raz w życiu myśl dobrą; siedząc w teledze, gdziem go zamiast siebie umieścił, woła do mnie: »Panie, ten człowiek jest bardzo ubogi...« Ochłonąłem — daję rubla poczciwemu Mongołowi na odszkodowanie batogów, biedak czołem w ziemi ryje, by mi swą radość i wdzięczność okazać.[och, chętnie bym Cię, paniczyku, wybatożyła dla kaprysu, a potem dała Ci rubla i oczekiwała ukłonów do ziemi! Ale jeszcze chętniej wybatożyłabym Cię tak, żebyś z tej ziemi już nie mógł wstać...]
*
Piszę w jurcie; w kącie zwinięty we czworo, w całem tego słowa znaczeniu, siedzi Mongoł. Biedaka
przydzielono mi, jak zwykle, jako karaulnego. Ni młody, ni stary, któż zgadnie wiek takiego stworzenia, spalonego, wysuszonego słońcem, wiatrem stepowym? Zmęczona, chuda twarz; oczy jeno błyszczą, a śledzą za każdym ruchem moim, chcąc zgadywać myśl, życzenie. Gdy mi obiad przynieśli — ohydy, które on za najlepsze w świecie przysmaki uważa: ryż z baraniną jeszcze drgającą, bo napół żywą — oczy te biedne jeszcze bardziej błyszczeć poczęły, tak patrzały w mój talerz, jak nieboszczyk Tantal na ową butelkę szampana patrzał, którą złośliwi bogowie nad nosem mu zawiesili. Ale ja chyba lepszy od bogów heleńskich — dzielę moją porcyę, dodaję szklankę herbaty, kawał chleba jak kamień twardego, poczem tytoniu w fajkę mu nakładam. Gdy skończył, patrzę na te oczy, od lat wielu zapewne tak słodko i szczerze się nie uśmiechnęły, jak w chwili, gdy na jedno kolano padłszy, dziękował mi. [ryż z baraniną, mniam! Ale dla Sapiehy obrzydlistwo. Oj, niewiele musiałeś poświęcić, żeby uznać się za lepszego od bogów ;)]
*
[opis Mongołów] Jednym z charakterystycznych rysów tych ludzi jest wielka łagodność, w
przeciwieństwie do Chińczyków, zawsze raczej w złym humorze będących, zawziętych, gniewliwych i mściwych. Typ ogólnie bardzo brzydki: twarze okrągłe, nosy szerokie, ale nie przesadnie, nieco spłaszczone, policzki nieco wystające, ale nie tak znacznie jak np. u Buryatów, cera przeważnie oliwkowo - brunatna a zwłaszcza brudna. Twarzy świeżej, młodej, prócz u dzieci, jak zresztą u wielu innych ras, dużo na powietrzu i słońcu przebywających, nie widać. I to czyni tych ludzi brzydkimi, te niezliczone zmarszczki grube, mięsiste a głębokie. Za to torsy przepyszne.[...] Częściej tu widzę kobiety. Wczoraj czy przedwczoraj wiozły moją telegę dwie panie konno, siedząc po męsku, w męskich kapeluszach. Odfotografowałem je. — Dziwnie się czeszą: włosy namazane tłuszczem, powiedzmy od razu łojem, tak że stanowią jedną zbitą masę, zupełnie twardą, środkiem głowy
rozdział, poczem te stwardniałe włosy jak dwa skrzydła po obu stronach głowy stoją; za uszami ich końce, mniej nałojone, połączone w rodzaj warkocza podpiętego ku górze. Na owych skrzydłach i warkoczu nawleczone, bardzo piękne często, srebrne klamry rzeźbione a jour, zdobne koralami i kawałkami bursztynu. Podobne do tych klamer ozdoby w uszach, na szyi, na piersiach, u pasa, zakrywają formalnie samą właścicielkę — co im się, mówiąc między nami, bardzo chwali, bo właścicielki niepiękne. Na głowie wielki, czarny, filcowy, wołochaty, owalny kapelusz, troszkę przypominający czapki naszych Lisowczyków. [to pewnie z powodu tej agresji i złości Chińczycy najeżdżali Mongolię i ją podbili, ustanawiając tam swoją dynastię, zwłaszcza, że Mongołowie tacy łagodni. A, nie, to chyba było jednak jakoś inaczej... :D]
*
Tam siedział Mongoł, młody jeszcze, koło niego pacholę i kilkoro dzieci i stary, napół ślepy dziad. Dawaj grać — a cóż? Niech zaśpiewa jaką dumę o Czyngishanie. Mongoł z guślą w ręku spojrzał na mnie zdziwiony, że taki biały cudak coś wie o Czyngishanie; spojrzał potem po swoich, posmutniał, oczy puścił hen ku miesiącowi, znów zwrócił na nas: dumnie i hardo tym razem patrzały te oczy, wreszcie zbiegły na guślę — i jął grać.
Guśla stara, staroświecka, kwadratowa, skórą oślą obciągnięta; dwie struny z końskiego włosienia; długa szyja, a u jej końca — cóż innego mogło być ozdobą u Mongoła, jak nie koński łeb? Ciągnął Mongoł smyczkiem krzywym jak cięciwa łuku, a guśla smętny, cichy, posępny śpiew zaczęła.
Mongoł jął guśli wtórować i dzieje dawne opowiadać. Śpiew guśli zmieniał się chwilę, śpiew Mongoła zawsze ten sam; guśla rzewnie, tkliwie, chwilami płaczliwie za przeszłością tęskniąc, śpiewała. Mongoł hardo, gromko zaciągał, urywał; to guśla sama śpiewała, to znów Mongoł
opowiadał... I tak w skupieniu słuchaliśmy wszyscy — i dzieci i dziad i bab parę, które muzyka ściągnęła, i jemszczyk i Buryata — słuchaliśmy pieśni, która cicha i rzewna płynęła w
stepie budzić dawne wspomnienia, a step przypominał sobie, jak to wtedy bywało!
Dziwna rzecz, jak muzyka ta przypomniała mi kiedyś słyszane śpiewy starych guślarzy hercogowińskich. Ta sama dykcya, to samo zaciąganie, ten sam smutek, żal, tęsknota w
śpiewie, te same budzą oddźwięki w duszy.[piękny opis morin chuura i brak głupich komentarzy na temat "zarzynania kota". Tym razem Sapieha pokazał klasę :)]
*
Mongolia, po zawojowaniu przez swych władców Chin, została z cesarstwem połączona, pierwotnie jako panujący element; dziś, kiedy po mongolskich, dostali się znowu na tron rodowici chińscy
cesarze (dynastya Ming), a po nich dynastya Mandżu, z dalekiej i zaniedbanej prowincyi — niechęć do Chińczyków jest tu ogólna, trochę z pogardą pomieszana, bo czasów Kublej  hana tu nie zapomniano, zwłaszcza że cztery wielkie rody książęce wywodzą się od rozmaitych tego wielkiego wodza potomków. [niechęć ta trwa zresztą po dziś dzień, tak w Mongolii Wewnętrznej, jak i tej właściwej. Z pełną zresztą wzajemnością.]
*
Raz był jarmark; kupcy chińscy wylegli z Majmaczynu (tak nazywają tu chińskie osady kupieckie), wielu Buryatów z kramikami; Mongoły czystej krwi, handlem nie plamią palców. Między stosami kapeluszy damskich i męskich, formy mongolskiej, wyrobu może europejskiego, małych zwierciadełek okrągłych, gdzieś w Niemczech lub Rosyi wyrabianych a bardzo pokupnych, skór kozich lub baranich, herbaty w cegiełkach, najgorszego gatunku, spotykam i produkt austryacki: jeden z nielicznych, jakie się na dalekim Wschodzie spotyka, tj. zapałki, zdaje mi się z napisem:
»Zanardelli Trieste«. Zajechawszy aż tu, są one raczej przedmiotem zbytku, bo praworny Mongoł krzesze jeszcze ogień po dawnemu.[zapałki przedmiotem zbytku!... ech, znak czasów - dziś to zapałki są dla nas "po dawnemu" i raczej rzadko można je spotkać...]
*
Wreszcie dnia trzeciego rano wyruszam z ostatniego w Mongolii noclegu. Szkoda, że i to już minęło! Było wiele przykrych chwil, wiele trudności, niewygód; ale cóż na świecie piękniejszego, jak
pożyć dni kilkanaście w stepie! Ta wolność, ta swoboda, jakże miłym i zazdrości godnym zrobiły one Mongoła? Lud biedny, po największą części w łachmanach, ale wolny na swym koniu jak ptak, swobodny, to też wesół, śpiewa, śmieje się, wiecznie żarty, dowcipy. Czy o 4-tej rano wyjeżdżałem, czy w żar południowy, zawsze miałem przed oczyma uśmiechnięte twarze. A nader poczciwy to lud, zwłaszcza w głębi stepów; jedyna zbrodnia, którą się dopuszcza, i to rzadko, to kradzież koni [...].
*
Ostatniego dnia, tj. dziś rano, przyjeżdżamy przed rzeczkę nie szeroką, ale nader głęboką. Przewóz przez tę rzeczkę najprymitywniejszy, jaki dotąd widziałem; dwa ogromne pnie do połowy wydrążone, kilku deskami do kupy zbite; na to wtaczają moją telegę, tak że koła aż po osie w wodzie
zanurzone, i za pomocą drągów przepływamy przez rzekę. Smutne jednak myśli ogarnęły mnie na ten widok. Tędy idzie od lat dziesiątek czy setek handel herbaciany do całej Rosyi, tędy płyną całe strumienie wozów i wielbłądów ładownych herbatą, która daje miliony bogaczom sybirskim — i nie
zdobyto się nawet na prom uczciwy! To zdaje mi się przykład wyjaśniający, czemu Słowianie Niemcom, Anglikom nie mogą wyrównać - słowiańska gnuśność.

Tą rzewną pieśnią o wolności i stepie, a także o słowiańskiej gnuśności, Sapieha żegna się z Mongolią; jego podróż się tu nie kończy, bo - musi on przecież przez Rosję wrócić do domu. Ale ja już z niego wyssałam całą MOJĄ Azję.
Ech, dziesięciomiesięczna podróż z honorami po Azji dzikiej jeszcze i nieznanej!... Urodziłam się jakieś sto lat za późno ;)

2 komentarze:

  1. Dziękuję za przybliżenie książki, za celne komentarze...
    Teraz ja zacznę czytać... już w całości. :-)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.