blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-05-21

kaczka po pekińsku 北京烤鴨

Nie spróbowałam podczas pobytu w Pekinie. Ale, szczerze powiedziawszy, niespecjalnie żałuję. Yunnan też słynie ze swoich kaczek; są trochę inaczej podane i moim zdaniem smaczniejsze, ale ponieważ niedaleko domu mamy piekarnię kaczek po pekińsku, w których jedną kaczkę można nabyć za jedyne 30 yuanów (około 15 złotych).
Nie jest to dużo, ale też nie jest to kaczka po staropolsku, która ledwo wchodzi do gęsiarki. Kaczuszki są malutkie i chudziutkie, więc niedużo toto waży. Dla mnie i dla Fana na kolację wystarczy połówka. Oczywiście, w zestawie są naleśniczki do zawijania mięska
i szczypior czosnku dętego - podobno tradycja nakazuje do kaczki podawać dymkę, ale u nas zawsze jest to "duża cebula z Zhangqiu", sprowadzana prosto z Shandongu - a także słodki mączny sos do maczania mięska.
Kaczka jak kaczka. Skórka chrupiąca, dobrze spieczona - na sto procent nie była pieczona nad żywym ogniem, a już na pewno nikt się nie wysilił, by w piecu napalić drewnem drzew owocowych. Ale przypieczona fajnie. Mnie jednak bardziej zastanowiło i zachwyciło krojenie. Otóż: ta pani, która trzymała w dłoni nóż, pokroiła kaczkę na dokładnie tyle plasterków mięsa, ile zostało mi wręczonych naleśniczków. Ja rozumiem, że lata praktyki, ale i tak mnie zaskoczyła :) No i to sprawne oddzielenie mięska ze skórą,
którym zajmuję się ja, od kości mniejszych i większych,
które obgryza mój Pan i Władca...
Technika spożywania: bierzemy naleśnik na dłoń.
Maczamy mięsko w sosie i kładziemy na naleśniku.
Dokładamy czosnek dęty.
Zakrokietowujemy.
i wsadzamy krokiecik do dzioba. Mniam!

15 komentarzy:

  1. Nie miałam pojęcia, że kaczka po pekińsku to takie krokieciki. Zawszy myślała, że ot, kaczka jakoś tam przyrządzona. A tu proszę, jaka kombinacja ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kapitalna instrukcja obsługi, czytelna i zrozumiała dla każdego :-).
    Lubię czytać Pani blog, można się dowiedzieć wielu ciekawostek z życia przeciętnego Chińczyka, no i pozwiedzać prowincję Yunnan.

    OdpowiedzUsuń
  3. napisz książkę! napisz książkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kaczka po pekińsku to przede wszystkim sposób pieczenia i podania. Ponieważ jednak pieczenie zostało już dobrze omówione w wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaczka_po_peki%C5%84sku), pozwoliłam sobie dodać tylko instrukcję obsługi spożycia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy21/5/13 15:16

    Bardzo, bardzo lubie ten blog i dziekuje za to, ze tak sie czuje, czytajac, jakbym byla tam ...
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
  6. Może nie jadłem wiele, ale ta kaczka po pekińsku to jeden z moich ulubionych chińskich specjałów.
    PS. ten sos to chyba hoisin

    OdpowiedzUsuń
  7. nie, to nie hoisin, to słodki mączny sos nazywany tianmianjiang (http://en.wikipedia.org/wiki/Tianmianjiang).

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego u Was jest tak tanio? Dlaczego kiedyś wydawało mi się, że kaczki yunnańskie są drogie?!? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo Cię zabrałam do wypaśnej knajpy, zamiast kupić na straganie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Choć kuchnia pekińska jakoś mnie nie urzekła, to kaczkę po pekińsku uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie urzekła... Ja jestem albo bardziej wybredna, albo bardzo źle wychowana, a najprawdopodobniej jedno i drugie: uważam, że kuchnia pekińska jest po prostu ohydna! Oczywiście z wyjątkiem naszej kaczusi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy28/3/14 03:48

    Oryginalnie do kaczki po pek daje się tianmianjiang (dosł. "słodki sos mączny"). Sos hoisin (dosłownie "morski", zapis z kantońskiego) jest bardzo podobny, ale trochę mocniej przyprawiony. Jest popularny bardziej na południu, gdzie czasami nie ma prawdziwego tianmianjiangu i stosuje się go jako zamiennik. W ten sposób wraz z kantońskimi emigrantami trafił na zachód - i dziś w w USA i Europie o wiele łatwiej go dostać (jest nawet w polskich sklepach). Dlatego w restauracjach (i przepisach) amerykańskich i europejskich często nie ma tianmianjiangu a jest hoisin. Dodam jeszcze że na południu tianmianjiang lub dania z nim wykonane bywa nazywany 京酱 ("sos pekiński").
    Brawo dla panów z yunnanśkiej budki że się postarali :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat u nas to właśnie sosu hoisin nie da się uświadczyć - poza takim sklepowym, w słoiczku. Za to tianmianjiang jak do tej pory dopadłam tylko przy stoiskach z kaczką. Yunnańczycy wolą ostrzejsze smaki i rzadko się bawią w słodkie sosy.

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.