blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-12-04

Shogun

Kiedy Joasia nie może wieczorem zasnąć, czytam jej na głos, cichutko szemrząc jej nad uchem. Ona, uspokojona moją obecnością i samym timbrem głosu w końcu zaczyna mrużyć oczka i zasypia. A ja - kontynuuję lekturę, aż mnie zmęczenie zmoże. Czyli dość krótko, bo jednak codziennie wieczorem jestem porządnie zmęczona.
M.in. dlatego czytanie tej ponad tysiącstronicowej powieści trwało dwa miesiące. Ech. Czasy, gdy pasjonujące tomiszcza pochłaniałam kosztem snu, nawet kilka nocy pod rząd, dawno już minęły. Starość nie radość...
Zacznę od tego, że za Clavellem przepadam. I że będąc brzdącem kochałam się na zabój w Chamberlainie. To powiedziawszy, nie zaskoczę Was pewnie tym, że książka mi się ogromnie podobała. Oczywiście - mam dla Was kilka miłych wyjątków:

Kiku z trudem oderwała wzrok od apetycznego śnieżnobiałego ryżu i przemogła głód. Jadłaś przed przyjazdem, zjesz później, powiedziała sobie. Owszem, lecz i tak zjadła bardzo mało. "Och, damy mają mały apetyt, bardzo mały - powtarzała jej nauczycielka. - Jedzą i piją goście, a im więcej, tym lepiej. Damy nie, a już zwłaszcza przy gościach. Z pełnymi ustami nie mogłyby rozmawiać, zabawiać klientów, grać na samisenie ani tańczyć. Zjesz później, bądź cierpliwa. Skup się na gościu". [rady dla kurtyzany... ale też cudowna pomoc w odchudzaniu ;)]
*
W Japlandii każdy cywilizowany człowiek musi sam sobie gotować albo osobiście wyuczyć gotowania którąś z tych małp, bo inaczej skona z głodu. Oni jedzą tylko surowe ryby i surowe warzywa marynowane w słodkim occie.[a dziś restauracje sushi są często droższe od tych najlepszych w stylu europejskim :)]
*
dzięki śmiechowi jednoczymy się z bogami, co pozwala dalej żyć i pokonać wszelką zgrozę, straty i ziemskie cierpienia.
*
- Nam nie wolno się rozwodzić. Nie możemy.
- Tak nam mówią świątobliwi ojcowie. Przepraszam, ale nie jest to rozsądne, Anjin-san. Pomyłki się zdarzają, ludzie się zmieniają, karma, ne? Dlaczego mąż miałby znosić niedobrą żonę, a żona niedobrego męża? To niemądre być skazanym na siebie. Ne?
*
A może... a może by tak zabić się razem? Umrzeć pięknie, złączyć się z sobą na wieczność. To dopiero byłoby wspaniale! Połączyć się w śmierci na wieczne świadectwo naszej czci dla życia.
*
Palankiny i konie nie byłyby stosowne dla chłopów i pospólstwa. Nauczyłyby ich lenistwa, ne? Znacznie lepiej dla nich, że poruszają się pieszo.[O, tak :) Okropne jest moje lenistwo i jazda na rowerze :D]
*
Ryż dostarcza nam jedzenia, tatami do spania, sandałów do chodzenia, okryć do ochrony przed deszczem i zimnem, strzech żebyśmy mieli ciepło w domach, papieru do pisania. Bez ryżu nie da się żyć [...]. [potwierdzam!! ;)]

Jednak to nie takie wyjątki i nie sama fabuła stanowią o sile i pięknie tej powieści. Są nią według mnie opisy. Opis tworzenia szlachetnego, a nietrwałego dzieła - kwiatu ze skórki i cząstek pomarańczy - i ta japońska miłość do ulotności. Cudne! Opis Drogi Herbaty - cha-no-yu - piękny i prawdziwy. Opis ninja - taki, jak trzeba. No i - z mojej emigranckiej perspektywy bodaj najważniejszy - opis uczuć głównego bohatera, gdy po tygodniach rozłąki spotkał znów swą załogę i nagle odkrywa, że sam się zjapońszczył, a z tymi ludźmi niewiele go już łączy.
Nie czytałam z wypiekami na twarzy; o kulturze japońskiej wiem też wystarczająco dużo, by informacje znalezione w książce nie były dla mnie żadną nowością. A jednak... Nie żałuję ani minuty poświęconej na czytanie. No i - okropnie bym chciała odświeżyć sobie serial. Ciekawe, jak bardzo różne byłyby moje odczucia - po trzydziestu latach, po przeczytaniu książki, po studiach dalekowschodnich i po wielu latach mieszkania w Azji :D
A na sam koniec - motto: "Zachowaj czujność i co dzień wyciskaj z życia, co się da, choćby było to nie wiem jak niedobre".

4 komentarze:

  1. Znowu przywołałaś wspomnienia z dzieciństwa. Wszyscy oglądali ten serial i opowiadali dowcipy z cyklu "przychodzi anjinsan do spółdzielni mieszkaniowej.."
    oraz "Jak jest syrenka po japońsku"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? :D Ja wtedy byłam za mała, żeby takie dowcipy pamiętać :) Muszę popytać rodziców :D

      Usuń
  2. Nie bylam mala, ale tez nie znam tych kawalow...
    Tak, wszyscy zyli Szogunem, Krokodylem, Dynastia czu Isaura...

    A Tai Pana pamietacie? TVP na fali albo i nie (mogli po prostu dostac pakiet tych seriali, nie wiedzac jeszcze jak beda popularne u nas) kupilo dalsze ekranizacje powiesci.
    Ja chyba wlasnie wole Tai Pana. Szogun byl zbyt drastyczny, to nie byl serial dla dzieci, a jednak go ogladaly... To pierwsze zetkniecie sie z kultura Japonii, Samurajami, katanami i... harakiri. Pamietam jak wszyscy przezywali te scene oraz smierc i pogrzeb ukochanej Andzinsana... Jego slepote... Na mnie tez zrobila wrazenie egzekucja dziadka, ktory zakopal bazanta i wlasnie to spotkanie z zaloga...
    A zarty to byly jakies o seppuku...

    Za ksiazkami tego autora jednak nie przepadam, wole ekranizacje. W ogole mam wrazenie, ze jego ksiazki lepiej sie oglada niz czyta. Moze dlatego, ze przywyklam poznawac historie Azji autorow pozniejszych, mniej takich przygodowych i bedacych bardziej bananmi niz jajkami...

    Ech, wlasnie sobie sciagam tai pany, naszlo mnie odswiezyc sobie. Kompletnie juz nie pamietalam, ze graly tam takie gwiazdy dzisiejsze... Australijczyka znalam, bo przeciez i FX i Ptaki ciernistyk krzewow...

    TP nie cieszyl sie juz chyba taka popularnoscia jak jedynka, zdaje sie ze polskim widzom nie odpowiadal przeskok do wspolczesnosci, do zachodnich lat 60 i taka wlasciwie powtorka Kane i Abel czy innej sagi amerykanskiej.

    A potem kolejna fala popularnosci to byl Krol szczurow, pamietam jak byla to ksiazka spod lady, wielki rarytas.
    Sirh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie, wielbicielce prozy przygodowej, bardzo się proza Clavella podoba. Gdzieś wyczytałam, że go porównują z Sienkiewiczem - świetna literatura drugiego sortu ;) Coś w tym jest :) A seriale sobie kiedyś na pewno przypomnę. Jak Joasia pójdzie do przedszkola może ;)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.