blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-06-01

wończa

Spełniłam marzenie życia: na parapecie hoduję wończę, czyli pachnącą najpiękniej w świecie słodką oliwkę - osmanthus fragrans. Zostawili nam ją w spadku poprzedni właściciele mieszkania; jak wszystko, co nam zostawili, była zabiedzona i na oko nadawała się tylko do kosza. Odratowałam ją, troskliwie podlewałam, podawałam suplementy diety (znaczy, specjalne nawozy) i do niej mówiłam czułemi słowy. Tak samo zresztą postąpiłam i z granatem i z jeszcze jednym tajemniczym drzewem, o którym kiedy indziej. Wszystkie uratowałam, granat nawet owocuje!
Odratowałam, przyszła wiosna, a ja czekam na pięknie pachnące kwiecie. I czekam. I czekam. Pojawiają się pojedyncze drobne kwiatki, ale ja się spodziewałam kilogramów, a nie jakiegoś drobiazgu! Co mi się wydawało, że coś urosło, to się okazywało, że nie ma. Fatamorgana czy cóś?
Aż pewnego dnia z czytania książki na łóżku (nigdy się nie oduczę) wyrwał mnie dziwaczny dźwięk - ni to chrobotanie, ni to trzaśnięcie. Zerknęłam - i aż zaniemówiłam. Mowę mi odebrało. Na mojej cudnej wończy siedziała tłusta wiewióra i obżerała się moimi pięknymi kwiatuszkami!!! Co za bezczelność!
Puknęłam w szybę, żeby tłuściocha przestraszyć. Gryzoń spojrzał na mnie z głębokim lekceważeniem, z kiścią wończy wystającą z pyska i powoli zebrał swój gruby tyłek z mojego ogródka.
Zdążyłam cyknąć tylko te dwie foty:
Teraz już wiem, dlaczego znikają mi najpiękniejsze okazy. Spieszmy się kochać wończę, tak szybko zostaje zjedzona przez ohydne wiewiórki...

6 komentarzy:

  1. Szkoda wończy, ale historyjka zabawna a wiewiora pewnie w innych okolicznosciach wydalaby sie sympatyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie zjadały mi ogrodu, naprawdę je lubiłam... Teraz jesteśmy na wojnie ;)

      Usuń
  2. Co za śliczna wiewióreczka, dzięki Tobie dobrze odżywiona i na pewno szalenie wdzięczna. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze odżywiona to eufemizm dla grubego tyłka, tak? :P Muszę kupić procę...

      Usuń
  3. Wiewiórcza podłość nie zna granic! :O

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.