2026-04-18

pestki chlebowca

Tym razem dziadek Gong przyniósł dwie tacki obranych owoców chlebowca; jedne były normalne, żółte, a drugie - pomarańczowoczerwone. Przyniósł oba, żebyśmy mogli organoleptycznie stwierdzić, czy faktycznie te pomarańczowe są warte trzykrotnego podniesienia ceny. Nie były. No ale są owocami chlebowca, więc i tak można zjeść, prawda? Wmłóciliśmy z pół kilo. Góra właśnie zbierała się do wyrzucenia pestek, kiedy powiedziałam, żeby się łaskawie powstrzymała, bo przecież żal tyle jedzenia zmarnować. Spojrzała na mnie jak na kosmitkę; ja jednak nie byłam wcale stropiona - cieszyłam się, że znów ich czymś zaskoczyłam. Bo tak, pestki chlebowca są po obróbce termicznej jadalne, a przy tym pyszne. 

Składniki:
  • pestki chlebowca
  • masło
  • przyprawy
Wykonanie:
  1. Pestki chlebowca obrać z błonek, nakłuć bądź naciąć, wrzucić do wrzątku i gotować 15-20 minut pamiętając o tym, by początkowy poziom wody był sporo wyższy - pestki napuchną.
  2. Po ugotowaniu, gdy popękają ich twarde łupiny, poczekać aż ostygną, a najlepiej wystudzić w zimnej wodzie. Obrać z twardych białych łupin. Można się też pozbyć brązowych skórek. Są jadalne, ale nieszczególnie smaczne. Pestki są już ugotowane i można je śmiało jeść. Są w sumie trochę podobne w smaku do ziemniaków. Można je jednak ulepszyć.
  3. Roztopić na patelni masło i na małym ogniu smażyć pokrojone niedbale pestki do zrumienienia z wybranymi przyprawami. Wystarczy sama sól, ale ja dodaję rozmaite przyprawy - często paprykę w proszku, czasem imbir lub pieprz albo pozwalam Tajfuniątku wymyślić mieszankę firmową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.