blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-05-25

5 yunnańskich ciekawostek

I znów łamałam sobie głowę nad wpisem różnym od moich zwykłych wpisów. Akcja "W 80 blogów dookoła świata" to zawsze fajna okazja, żeby inaczej ugryźć ten mój ukochany Yunnan. Oczywiście, sama się niejednego dowiem o innych krajach (ciekawskich zachęcam do klikania na linki na końcu wpisu). No właśnie, wprawdzie w akcji była mowa o ciekawostkach danego KRAJU, ale ja ten temat zawęziłam. Ciekawostki chińskie? Ależ tego masa!! A Yunnan jest przecież większy od niejednego państwa i równie różnorodny.
I tak łamałam sobie tę biedną głowę, aż przypomniałam sobie, że przecież... ja te ciekawostki opisuję od kiedy pierwszy raz tu przyjechałam! Zapomniałam o nich, bo mi spowszedniały. Gdy się z czymś stykasz na co dzień, przestajesz pamiętać, że to ciekawostka, a nawet dziwactwo.
Tak, tak. Mówię o 18 dziwactwach Yunnanu, których ilość znacznie przekracza 18. Dlaczego przekracza? Yunnan jest za duży. Te, które występują w jednym kawałku prowincji, są kompletnie nieznane w innym. Lokalne powody do dumy trafiają na listę, ale 200 km dalej już nie są znane, więc trzeba znaleźć inne. Ponoć łącznie jest ich raczej 180 niż 18...
Dziś przed Wami pięć wybranych przeze mnie ciekawostek.

1) Pierwsza chińska trasa kolejowa powstała w Yunnanie.

Zdziwieni? Nie w tych wszystkich Pekinach, Szanghajach i innych Kantonach, a właśnie na końcu świata, w Yunnanie. W dodatku była to trasa międzynarodowa. To znaczy: połączyła Yunnan z Wietnamem. Konkretnie: Kunming z Hajfongiem. Powstała na początku XX wieku (inauguracja miała miejsce 1 kwietnia 1910 roku) i zupełnie nagle wrzuciła zacofany dotąd Yunnan w XX wiek. W dodatku trasa ta została zbudowana nie przez Chińczyków, a Francuzów i na samym początku to przez nich była eksploatowana.
O historii tego projektu można więcej poczytać tutaj.

2) Jadamy kwiaty.

Od paru lat na szeroko pojętym Zachodzie trwa moda na jedzenie kwiatów. Są wydawane na ten temat książki, w internecie sporo jest przepisów itd. Nowoczesne panie domu dekorują kwiatami ciasta, konfitury robią nie tylko z róży, a jeśli mają własne ogródki, smażą kwiaty cukinii czy dyni w cieście i mają wrażenie, że są bardzo na topie.
W Yunnanie kwiaty jada się "od zawsze". Nie tylko te, które postępowe kucharki włączyły do jadłospisów, ale też kwiaty uważane dość powszechnie za trujące. Ja sama miałam do tej pory przyjemność z kwiatami dyni, cukinii, granatu, robinii akacjowej, jaśminu, liliowca i... azalii. Odpowiednio spreparowane są pyszne i zdrowe. W Yunnanie rzadko dodawane do słodyczy (z wyjątkiem płatków róży w cukrze, dodawanych do tradycyjnych yunnańskich ciasteczek z różą); najczęściej smażone w omletach, dodawane do zup, a także po prostu smażone jak zwykłe warzywo, z dodatkiem czosnku i chilli.

3) Jadamy owady.

I znów: w ostatnich latach mamy wysyp podręczników "jak przeżyć w dżungli" itd., a także świetny "Podręcznik Robakożercy" na naszym rodzimym podwórku. Przeciętny Yunnańczyk spojrzy na takie "nowości" z lekkim politowaniem - bo w Yunnanie jada się tak wielką ilość owadów, przyrządzonych na rozmaite sposoby, że mało co może nas zaskoczyć. Tak, siebie też zaliczam do grupy Yunnańczyków - przynajmniej pod względem kulinarnym się od nich nie bardzo różnię. Jemy więc larwy szerszeni, koniki polne i szarańczę, robaki bambusowe, larwy jedwabników, mrówcze jaja, ważki i wiele innych delicji. Od razu mówię: nie jem ich dlatego, że to takie cool, a dlatego, że są po prostu przepyszne...

4) Uprawiamy kamienny hazard.

Nie tylko karty, zakłady, walki świerszczy, madżong itd., ale nawet zwykłe kamienie mogą być sprawcami utraty rodzinnej fortuny. To znaczy - nie takie zwykłe te kamienie, oczywiście. Są to kamienie, które pochodzą z nefrytodajnych gór, a ich kupcy liczą na to, że wewnątrz kamulca znajdą cenny nefryt/jadeit albo przynajmniej inny kamień szlachetny. W każdym yunnańskim mieście znajdziemy sklepy z takimi kamieniami i ludzi, którzy mają nadzieję, że specjalnymi latarkami prześwietlą kamień na wylot i kupią dobrą przyszłość... Więcej tutaj.

5) Wszystko na zewnątrz.

Nie mówię tu o emocjach i uczuciach, bo te akurat są wyjątkowo mocno schowane. Mówię o infrastrukturze technicznej, czyli sposobie, w jaki Yunnańczycy zaopatrują się w wodę czy prąd. Otóż: miliony kabli i rur umieszczone są na zewnątrz budynku. Kable elektryczne wiszą na drzewach, rury z wodą biegną po zewnętrznych ścianach. Na zewnątrz są kurki z wodą; spora część kunmińczyków myje np. głowy w umywalkach na zewnątrz. Wszystko dlatego, że w sporej części Yunnanu klimat jest łagodny, a temperatura prawie nigdy nie spada poniżej zera. Z tego samego powodu w mieszkaniach nie ma ogrzewania, ściany nie są ocieplone, okna niekoniecznie są szczelne.
Oczywiście, w paru miastach północnego Yunnanu sytuacja jest trochę inna, ale zdecydowana większość Yunnanu nie ma nic do ukrycia - nawet rur i kabli...

Ech... Mogłabym tak pisać do końca świata. Yunnan jest wspaniały, piękny, aromatyczny, smaczny, ciekawy, zaskakujący... Najlepiej przyjedźcie i zobaczcie sami :) A jeśli macie czas tylko na czytanie - zapraszam na inne blogi, biorące udział w naszej akcji:

Francja:
Francuskie i inne notatki Niki : Piec ciekawostek o Francji
Madou en France: Pięć rzeczy, które zaskoczyły mnie we Francji
Français-mon-amour: Pięć ciekawostek o Lotaryngii
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim : 5 rzeczy, których nie wiesz o Bretanii
Love For France : Francuska uprzejmość w 5 krokach
Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym: Tata to mama, czyli pięć ciekawostek o języku gruzińskim
Holandia:
Język holenderski - pół żartem, pół serio: 9 holenderskich ciekawostek
Kirgistan:
O języku kirgiskim po polsku: 5 ciekawostek o Kirgistanie i Kirgizach
Niemcy:
Niemiecki po ludzku: 5 ciekawostek o Niemczech
Językowy Precel: 5 niemieckich ciekawostek językowych
Willkommen in Polschland: 5 niemieckich ciekawostek
Norwegia:
Pat i Norway: Norwegia jest naj
Rosja:
Rosyjskie Śniadanie: 5 ciekawostek z Rosji
Szwecja:
Szwecjoblog: 5 ciekawostek ze Szwecji
Tanzania:
Suahili online: 5 ciekawostek o Tanzanii
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Wiedzieliście, że... czyli pięć ciekawostek o Turcji
Wielka Brytania:
Learn English Śpiewająco: 5 ciekawostek o Wielkiej Brytanii
English with Ann: Do you know...? czyli kilka ciekawostek o Wielkiej Brytanii
Head Full of Ideas - Czy wiedzieliście, że...? Czyli 5 ciekawostek o Wielkiej Brytanii
English my way: 5 ciekawostek o angielskim
Włochy:
CiekawAOSTA: 5 najwyższych ciekawostek z Doliny Aosty
Studia, parla, ama: 5 ciekawostek o językach we Włoszech

Jeśli zaś sądzicie, że moglibyście dodać cegiełkę do naszych wielopaństwowych i wielojęzycznych akcji, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

28 komentarzy:

  1. Calkowicie sie zgadzam z opinia, ze to, co na poczatku wydaje nam sie egzotyczna ciekawostka, po jakims czasie staje sie normalne, wiec przestajemy to zauwazac. Dlatego takie wazne jest lapanie chwili- pamietniki, blogi, fotografie przypominaja nam o pierwszych reakcjach na rzeczy, ktore potem powszednieja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I stąd ten blog :) Łapanie życia na gorącym uczynku :)

      Usuń
    2. Ładnie powiedziane- "łapanie życia na gorącym uczynku"!!

      Usuń
  2. ciekawe z tymi kwiatami, ale tak podejrzewałam, od dawna można i u nas kupić chińskie suszone kwiaty lilii (przepraszam, ale nie wiem z jakiej prowincji:) które dodaje się przecież do dań mięsnych:)pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mogę prosić o jakiś przepis na mięso z lilią?

      Usuń
  3. Najbardziej zaskoczyły mnie kamienie! O ile przywykłam, że zwyczaje kulinarne czy architektoniczne są inne w różnych stronach świata, to akurat sklepy z kamieniami wydają mi się czymś zupełnie abstrakcyjnym i odjechanym.

    Miałam takie same wrażenia i przemyślenia, kiedy przygotowywałam wybór ciekawostek - że przecież nasze blogi w dużej mierze składają się ze smaczków właśnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę się przyznać, że późno dowiedziałam się, o co chodzi w tych kamieniach - na początku sądziłam, że to sklepy dla rzeźbiarzy...

      Usuń
  4. Ach te ciekawostki, to fakt, ze z czasem wszystko powszednieje :) choć prawdę mówiąc trudno mi wyobrazic sobie, ze jedzenie robaków mogłoby mi spowszedniec:) dzięki za wpis, dla mnie wszystkie punkty okazały sie ciekawe.
    Yunnan bardzo bym chyba lubiła :) póki co chodzę tylko od czasu do czasu do mej ulubionej restauracji yunnanskiej w Oaryzu, o której ci kiedyś wspominałam. Byłam tam nawet kilka dni temu na kolacji ( na instagramie jest nawet u mnie zdjęcie zjedzonej super pikantnej ryby)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że powiało egzotyką :) Yunnan jest świetnym miejscem na styku wielu kultur; mam nadzieję, że kiedyś przekonasz się o tym osobiście :)

      Usuń
  5. Ojej! Naprawdę jesz robaki! Jestem pod wrażeniem!

    Dzisiaj zmotywowałaś mnie do spojrzenia na mapie gdzie jest Yunnan. I faktycznie jest wielki! A same Chiny chyba większe od Australii.. Człowiek nie myśli na codzień o takich rzeczach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Cieszę się, że się przyczyniłam do poszerzenia wiedzy o Chinach :)

      Usuń
  6. Kwiatki i robaki? To ja chyba jednak wolę coś bardziej mainstreamowego (w europejskim rozumieniu). Herbatę pijam yunnańską. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz nich jadamy również bardziej "mainstreamowe" posiłki ;) A herbata yunnańska jest najlepsza na świecie :)

      Usuń
  7. Może nie jest to dla mnie nowością, ponieważ oglądałam już wiele programów podróżniczych, gdzie jedzono w Azji owady i inne "dziwne" dla nas zwierzęta, to jakoś nie potrafię tego pomysłu przełknąć... Pyszne robale? Fuj... Natomiast z przyjemnością spróbowałabym dań z kwiatami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jedzenie kwiatów jakoś łatwiej przemawia do wyobraźni i żołądka ;)

      Usuń
  8. Ale te rury i kable muszą bardzo brzydko wyglądać, a może się mylę? Może jakieś zdjęcie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wyglądają paskudnie, a ja je omijam aparatem, a nie gonię za nimi, więc zdjęcia nie dam. Nie ma na zdjęciach, więc nie istnieje i w mojej głowie Kunming jest śliczny :)

      Usuń
  9. Widzę również, że nie zabrakło wątku francuskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia Yunnanu przełomu XIX/XX wieku właściwie nie istnieje :)

      Usuń
  10. Co jak co, ale naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, że o larwach i robakach można powiedzieć, że są.. przepyszne. Nie nadaję się do Yunnanu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ do Yunnanu nadają się wszyscy! Ale - każdy z innego powodu ;)

      Usuń
  11. Jak robaki są takie pyszne, to kiedyś spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że pyszne - przecież niedobrych bym nie jadła ;)

      Usuń
  12. Ojej, do robaków bym się chyba nie przekonała, ale kwiaty jak najbardziej! Masz jakieś ulubione?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiaty dyni smażone z czosnkiem i chilli, jaśmin/robinia akacjowa w omlecie, zupa przyprawiona liliowcem :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.