blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-12-10

Elephantus Trąbalicus

Od kiedy Mama nauczyła się posługiwać internetem, często zaczyna dzień od kawy i nowego wpisu na moim blogu. Dzięki temu wie, co u mnie słychać, co dobrego upichciłam, gdzie byłam, co robiłam... Kolejne blogonotki rzadko piszę na kolanie; kiedy mam czas, piszę ich parę dziennie, a potem przez tydzień czy dwa nie zaglądam w ogóle do szkiców. Całe szczęście w bloggerze jest możliwość ustawienia czasu publikacji, inaczej całe to "regularne blogowanie" by diabli wzięli.
Ostatnio Mamę cieszą specjalnie wpisy z wycieczki, którą odbyłyśmy wspólnie. Czyta, ogląda zdjęcia; niektóre miejsca pamięta, niektóre wyleciały Jej z głowy, a dzięki blogowi sobie o nich przypomina. Czyta, czyta, czyta... i pewnego dnia, po jakimś wyjątkowo bogatym w informacje wpisie pyta: "skąd Ty to wszystko wiesz?!".

Nie wiem.

Właśnie dlatego, że nie wiem, piszę blog. Tak, tak, część wpisów to po prostu pojedyncze zdjęcia - ułamki życia, które mnie zauroczyły czy zadziwiły, część jest o d... Maryni, część to wirtualne łasuchowanie po mojej kuchni czy szafce z herbatami. Ale są też tłumaczenia, zdjęcia z wycieczek z opisem, ciekawostki kulturowe i inne takie. Tłumaczę przede wszystkim dla siebie - skoro już i tak muszę szukać synonimów i dziwnych słówek w internetowych słownikach, to równie dobrze mogę cały tekst umieścić na blogu, prawda? Tym bardziej, że, ku mojemu wielkiemu ubolewaniu, żadne wydawnictwo nie chce mnie zatrudnić jako tłumacza chińskiej literatury. Ciekawostki kulturowe to czasem moje przygody, czasem opowieści znajomych Chińczyków, czasem kuriozalne dialogi z moim najukochańszym mężem, ale w dużej części - jest to efekt moich długotrwałych poszukiwań. Czasem ktoś zada mi jakieś pytanie, a ja szukam odpowiedzi w książkach i w necie. Często, za często trafiam na rzeczy nowe i tajemnicze, które muszę następnie "zbadać". Szukam literatury, chińskich blogów czy artykułów, czepiam się każdego strzępka informacji. Niektóre wpisy rodzą się w bólach - czasem oddzielam ziarno od plew ładnych parę dni (tygodni, miesięcy...). Kiedy już wpis zostanie ukończony, chętnie się dzielę moją świeżo nabytą wiedzą. Z Wami i... z samą sobą. Nauczona doświadczeniem zdaję sobie sprawę, że zapomnę. Cierpię na nieuleczalną odmianę Słonia Trąbalskiego. Zapominam szybko - po tygodniu, miesiącu, roku - zależy od tego, jak głęboko dany temat wszedł mi w serce albo zalazł za skórę. Zapominam przeczytane książki, zapominam gigabajty danych, zapominam o wszystkich swoich "zawsze" i "nigdy", nie pamiętam, gdzie szukać informacji. Dziwię się, że w ogóle przeszłam przez liceum i studia; żałuję, że prawie nic z nich nie pamiętam. O ile jednak wiedzę licealną uzupełni wikipedia, a tę zdobytą na studiach stosunkowo łatwo odświeżyć sobie przy pomocy odpowiedniej lektury, o tyle te moje rozmaite chińszczyzny są trudne do odtworzenia. No chyba, że je zapiszę.
I potem zdarza się tak, że ktoś coś mówi, ja wiem, że obiło mi się o uszy, ale kompletnie nie pamiętam, o co chodziło, wrzucam hasło w wyszukiwarkę i... wyskakuje mój własny, osobisty blog. Czyli już o tym słyszałam, już o tym WIEDZIAŁAM, ale - zapomniałam. Nie pamiętam dat, nie pamiętam miejsc, nie pamiętam znaków szczególnych - ale jeśli coś napiszę i umieszczę w sieci, to nie zginie. Kiedy powstała świątynia Yuantong? Pojęcia bladego nie mam. Byłam tam ze dwadzieścia razy, potrafię przywołać obraz, ale nie wiem o niej nic. Dobrze, że mój blog jest mądrzejszy. Z czyjej inicjatywy powstała Yunnańska Akademia Wojskowa? Cholera wie. Cholera - i mój blog...
Blog nie powstaje dlatego, że wiem, a dlatego, że nie wiem - a kiedy już się dowiem, nie chcę tego głupio stracić. Zamiast potężnego segregatora z alfabetycznie uporządkowanymi hasłami i setkami odnośników, mam blog. A to, że jest publiczny, a nie prywatny - to z dobrego serca. A nuż się komuś te informacje przydadzą?

7 komentarzy:

  1. Cierpię na ten sam syndrom, a z wiekiem co raz gorzej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może założymy Klub Słonia Trąbalskiego? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie mam zbyt pięknego kontaktu z moją mamą. Ona twierdzi, że mnie kocha, jest dla mnie miła, choć zwykle każda rozmowa kończy się na drodze do kłótni (na którą ja nie wchodzę, jak tylko się zaczyna), ale mogłaby nie rozmawiać ze mną kilka miesięcy i nie odczuje tego. Bloga mojego nie czyta, twierdzi, że to fanaberie, dlatego, jak przeczytałam, że Twoja mama co rano siada z kawą do komputera i zaczyna dzień od Twojego wpisu, do oczu napłynęły mi łzy.
    Masz cudowną mamę, uściskaj Ją ode mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama komentarzy też nie odpuszcza, więc na pewno przeczyta i Twoje słowa :) Na początku nie wiedziała "czym to się je", ale teraz jest wielką fanką ;) Czasem największym ograniczeniem jest proste niezrozumienie samej idei bloga. Mama jest bodaj jedynym czytelnikiem mojego bloga z tzw. "bliższej rodziny"...

      Usuń
  4. Dziękuję bardzo za dobre serce :) Dzięki Tobie dowiaduję się więcej o fascynującej kulturze i kraju. Ja czytuję blog do herbaty... ;)
    Pozdrawiam z bezśnieżnej grudniowej Polski
    Greta

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.