blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-10-20

Bazar na Skrzyżowaniu 十字路的集市

W każdej wiosce chińskiej, a i w co mniejszych miasteczkach, jedyną okazją poznania ludzi, kupienia lokalnych i pozalokalnych przysmaków a także ogólnego sprawdzenia, co w trawie piszczy, jest targ. Nie targ na targowisku, którego w pomniejszych wioseczkach po prostu nie ma - bo żywią się tym, co ubiją tudzież wyhodują. Targ w dzień targowy. Stragany rozkładane są przy głównej ulicy. W naszym wypadku przy jedynej - choć miasteczko nazywa się Skrzyżowanie, tak naprawdę jest tu jedna porządna droga. Wzdłuż niej rozłożyli się mieszkańcy Skrzyżowania i okolicznych wiosek, którzy przybyli wozami dostawczymi, motorami a nawet perpedesem. W drodze do Niebiańskiej Jaskini widzieliśmy okolicznych wieśniaków z koszami, tak bambusowymi, jak i plastikowymi, wypakowanymi dobrem wszelakim. Było domowe tofu, domowe sfermentowane fasolki, tofu z dziwidła, płody rolne, świeżo ubite świnie, ręcznie robione miotełki z włókien słomy ryżowej, a nawet czapki.
By umilić czas odwiedzającym, rozstawiono także stragany z ciepłym żarciem - na przykład lokalne placuszki z soi w cieście.
Ku mojemu zdumieniu tylko na jishi 集市 - takim właśnie ruchomym bazarze - były dostępne bułeczki na parze, czyli baozi i mantou.
Gospodyni z naszej ulubionej jadłodajni dnia poprzedniego zrobiła domowe sfermentowane fasolki i takiż "budyń tofu" czyli douhua. Poza porami karmienia stała przy straganie, czekając bez zniecierpliwienia na kupców. Nie reklamowała w głos produktów - broniły się same. Zresztą, to samo dotyczyło wszystkich straganów - sądzę, że tutaj po prostu wszyscy wszystkich znają, dlatego nie warto się wysilać...
Asortyment nie był zróżnicowany. Po bogatych targach kunmińskich, obfitujących w nietypowe warzywa, bazarek na Skrzyżowaniu, obfity tylko w ziemniaki, różne typy kapusty i sprowadzane z Kantonu owoce tropikalne (banany, pomelo, granaty etc.), wydał mi się naprawdę ubogi. Nagle zrozumiałam, dlaczego tak bardzo pokochałam Yunnan - tam nawet w biednych wioskach jada się posiłki obfite i zróżnicowane.
Targowisko mnie nie urzekło, bo poza miotełkami i placuszkami nie znalazłam tu produktów stricte regionalnych. Mam nadzieję, że to po prostu deszcz zniechęcił rzesze sprzedawców i że następnym razem będzie lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.