blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-03-27

Rzeka Duoyi 多依河

Wyobrazcie sobie koryto rzeki uksztaltowane tym, ze zrodla tryskaja z Wyzyny Wschodnioyunnanskiej, a potem wija sie miedzy pagorkami, ktore wyrastaja od Yunnanu az po Guizhou i Guangxi. Wyobrazcie sobie, jak rzeka zlobi koryto w skalach wapiennych, jak wodospadami wpada w dolinki, jak wygladza skaly i rwie sie w dol, w dol, za Yunnan, pozostawiajac blekitna od wapienia wode i cudne zjawisko krasowe...
Dlaczego nadal jest tam tak pieknie? Moze dlatego, ze nie jest latwo sie tam dostac. Teraz juz kursuja prywatne busiki, ale nadal jest to zbyt niewygodne dla wiekszosci Chinczykow. I mozna faktycznie dotknac przyrody, zachwycic sie pieknem krajobrazu i przejrzystoscia tamtejszej wody. Ilez traca ci, ktorzy tuz po wejsciu do parku wsiadaja do meleksow, zeby czym predzej dostac sie do wodospadow i miejsc piknikowych przy koncu trasy! O ilez piekniej wsiasc w bambusowy „katamaran” 竹筏
i wolniutko z pradem sie wlec... Leniwie dzwigajacy raz za razem wioslo pychowe „gondolierzy” z tutejszej mniejszosci Buyi nie stronia od pogawedek, jesli wiec sie dobrze trafi, mozna sie niejednego o tutejszym zyciu dowiedziec. Tak samo rozmowne okazuja sie panie prowadzace muly, z ktorych grzbietow mozna ujrzec piekno Duoyi z innej perspektywy – krocza zwierzeta samym skrajem sciezki polozonej o ladnych kilkanascie metrow powyzej poziomu rzeki... Tu ciekawostka – nauczona doswiadczeniami bosmana Nowickiego nie probowalam przymusic mojego wierzchowca do zmiany trasy, tylko pozwolilam mu na wybranie wlasnej drogi. Tymczasem moi towarzysze podrozy umierali ze strachu i probowali sklonic zwierzeta do wedrowki srodkiem sciezki. Nic z tego! Oni umierali wiec ze strachu, a ja smialam sie w kulak, jednoczesnie blogoslawiac fakt, ze „Tomki” znam niemal na pamiec ;)
Pobyt nad Duoyi warto zaplanowac tak, zeby sie nie spieszyc. Brodzenie w krystalicznej wodzie, splyw pontonami po tutejszych wodospadzikach czy leniwa podroz tratwa wymagaja czasu. A przeciez trzeba jeszcze sprobowac pieczonych ryb, nabijanych z glowa na patyczek grillowy,
tutejszych placuszkow ryzowych czy wspomnianego juz przeze mnie barwnego ryzu. Dobrze zostawic sobie chwile na potajemne sledzenie Buyi, tak innych od Hanow. No i dobrze miec czas, by przyjrzec sie slicznemu skansenowi mlynow wodnych, o ktorych na pewno jeszcze napisze.

2 komentarze:

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.