blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-11-27

Shaxi - dzień targowy

Koniecznie chciałam pojechać do Shaxi w piątek, żeby nacieszyć się dniem targowym. Tak, miasteczko jest tak małe, że nie ma własnego targowiska. Zwykłe produkty spożywcze i wszelkie inne można oczywiście kupić w sklepach - niezbyt dobrze zaopatrzonych, ale z głodu nie umrzemy - ale na Prawdziwe Zakupy czeka się do dnia targowego.
Ulicę zamknięto dla ruchu samochodowego i zaczęły się pojawiać stragany, siedziska ze słomy, a także "knajpy na kółkach" z bułeczkami na parze, rozmaitymi makaronami a nawet z bawarką! Ho ho ho, można się było poczuć przez chwilę prawie jak w mieście!
Uwielbiam targi. Znajduję coraz to nowe smakołyki, przyglądam się, co się cieszy popularnością wśród tubylców, szperam, szukam, pytam... Dzień targowy daleko od cywilizacji jest jeszcze lepszy - bo pojawiają się wieśniacy, dla których dzień targowy to okazja do "pokazania się", więc ubierają się jarmarcznie i kolorowo, w tradycyjne stroje. Pokazują się też na targu osoby, których na targowisku w Kunmingu się już nie spotka: czyściciel uszu,
czy wędrowny dentysta.
Zaczęłam szukać skarbów. Skarb pierwszy: karbieniec, czyli ziemny żeńszeń. Skarb drugi: świeżo zrobiony kozi ser, niesolony, delikatny, podobny do ricotty. Podzieliłam między wycieczkowiczów, ale oni, rozpieszczeni polskim twarogiem, którym mogą się codziennie zajadać, nie wyrazili należytego zachwytu. Ja, jedząca ser biały właściwie tylko podczas rzadkich wizyt w Polsce, spałaszowałam większość przysmaku z prawdziwą przyjemnością. Skarb trzeci: skóra żaby. To znaczy mech, który można spożywać w sałatce. Skarbów było bez liku, a ja się zachwycałam. Nie tylko zresztą skarbami, ale i ludźmi - bo trzeba właśnie dnia targowego, by w wiosce tak małej jak Shaxi zobaczyć tyle typów ludzkich...
Och, jakże chętnie pojechałabym tam raz jeszcze, żeby pomieszkać, pobyć, poznać ludzi, smaki i miejsca!

PS. Część zdjęć dzięki uprzejmości Turkusowej Cioci.

2 komentarze:

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.