blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-03-24

przysmaki Luopingu 羅平美食

W Luopingu za najwiekszy przysmak uchodzą smażone kwiaty/łodygi rzepaku, a także przyrządzane w formie sałatki młodziutkie jego pędy. Na pędy się nie załapałam, ale łodygi, owszem, zostały nam podane.
W smaku przypominają trochę łodygi wilca wodnego, czyli rośliny o pustym sercu 空心菜. Wystarczy usmażyć z dużą ilością czosnku i odrobiną soli.
Poza tym uraczono nas również tradycyjnym kleikiem z białego grochu 稀豆粉 z “podłużnymi pączkami” youtiao 油條,
który jest wschodnioyunnanską potrawą polecaną w upały, a także zupą mięsno-pochrzynową
(pochrzyn chiński jest w tych rejonach uważany za istne panaceum, więc dodaje się go do gorących kociołków i zup).
Jedną z największych atrakcji jest tu 花米飯 (barwny ryż),
nierozerwalnie związany z żyjącą tutaj mniejszością Buyi. Z okazji księżycowego święta „Trzeci trzeci” 三月三 (w tym roku przypada dokładnie jutro), obchodzonego tutaj jak nasz śmigus-dyngus, a pełniącego funkcję Nowego Roku, przygotowują oni prawdziwą ucztę: w każdym domu świnio- i owcobicie daje początek wielodniowej zabawie, podczas której wioski się wyludniają, bo mieszkańcy gnają nad rzekę. Nad rzekami zaś polewają się wodą przy pomocy zmyślnych „wodnych pistoletów” z bambusa,
ścigają się na bambusowych katamaranach, śpiewają piosenki i jedzą właśnie nasz barwny ryż. Skąd jednak się wzięła ta nietypowa a piękna potrawa? Legend jest tyle, ile ziaren piasku na pustyni. Mnie do gustu najbardziej przypadła wersja poniższa.
Dawno, dawno temu, w pewnej wiosce zamieszkały trzy siostry, bowiem tak się złożyło, że powychodziły akurat tam za mąż. Pędziły życie beztroskie i pełne radości, bowiem wszystkim trzem urodzili się chwaccy synowie. Razu pewnego ojciec naszych kobitek postanowił wybrać się do ich wioski zobaczyć wnuków. Zaczęły się oczywiście kłócić, której jako pierwszej przypadnie zaszczyt ugoszczenia ojca. Ten, obżartuch pierwszej wody, powiedział, że trzeciego dnia trzeciego miesiąca na rozstaje przed wioską winny jego córki przynieść najsmaczniejsze potrawy, jakie potrafią wykonać z kleistego ryżu. Której zdolności kucharskie zdobędą żołądek i serce tatusia, do tej uda się on najpierw w gościnę. Dnia owego pierwsza siostra usmażyła placki ryżowe 油團. Druga upiekła ciastka ryżowe ciba 糍粑, a trzecia przygotowała pięciokolorowy ryż. Mieniący się w słońcu wielokolorowy ryż, pachnący kwiatami i słodki w smaku najbardziej przypadł do gustu naszemu łasuchowi, więc wybrał się on w gościnę właśnie do trzeciej, tak pomysłowej, córki. A plemię Buyi odtąd każdego roku przed „trzecim trzecim” przygotowuje barwny ryż, by ugościć godnie krewnych i przyjaciół.
„Zafarbować” ryż nie jest łatwo. Czarny kolor uzyskiwany jest z kory młodziutkich pędów klonu, które po zmiażdżeniu moczone są w wodzie przez co najmniej dobę. Kolor żółty można otrzymać z liliowca, wbrew pozorom rdzawego a nie żółtego, ale także z choćby gardenii jaśminowatej, które to kwiatki trzeba wyciskać, moczyć itp. O ileż to bardziej skomplikowane niż nasze barwienie ryżu szafranem!
Kolor czerwony i fioletowy można otrzymać z rośliny bliżej mi nieznanej, gatunku azjatyckiej trawy zwanej z łacińska Spodiopogon cotulifer (po chińsku jest to po prostu “czerwono-niebieska trawa” 紅藍草); kolor uzyskanego barwnika będzie się różnił w zależności od wyglądu liści, z których się go przygotowuje.
Tradycyjny „barwny ryż” był więc pięciokolorowy: biało-czarno-żółto-czerwono-fioletowy. Jednak, jako że lud Buyi rozprzestrzenił się w kilku prowincjach i w kilku klimatach, istnieją też ryże niebieskie, różowe itd.
Po zabarwieniu ryż można wysuszyć i przechowywać czas jakiś. Jeśli zdarzy Wam się taki ryż kupić, pamiętajcie, że nie można go po prostu ugotować – kolory się wymieszają i rozmemłają. Trzeba go wiec najpierw namoczyć w zimnej wodzie przez przynajmniej pół godziny, a potem ugotować na parze. Można go też usmażyć w głębokim tłuszczu – jest pyszny, ale okrrrrropnie tłusty i niezdrowy, więc tym razem odpuściłam...
Tradycyjnego żarcia jest w Luopingu oczywiście znacznie więcej, ale myśmy tam byli zaledwie trzy dni, więc resztę odkryję - mam nadzieję - następnym razem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.