blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-08-19

ropuch chcialby skosztowac labedziny 癩蛤蟆想吃天鵝肉

Gdzies natrafilam na to przyslowie i poniewaz nie bardzo wiedzialam, o co chodzi, zapytalam ZB. Ktory zaczal tlumaczyc, ze to porownanie ma pokazac, ze ktos na cos kompletnie nie zasluguje, ale wyciaga po to rece. Taka "nie dla psa kielbasa'. I kontynuuje: no na przyklad jak stary i brzydki facet... A ja mu przerywam wpol i dokanczam:...chce sie ozenic z piekna i mloda Europejka?
I trzepocze uroczo rzeskami.
ZB umiera ze smiechu, a ja zaczynam do niego mowic per "Ropuszku" (tutaj maly wtret: rozbawilo mnie mocno, ze ropucha nazywa sie plazem z choroba skory :D ). Troche sie zzyma, ale niedlugo, bo wciagam go w nastepny dialog jezykowy. Pytam mianowicie, czy w Chinach tez dzieci czytaja o malym labedzim podrzutku, ktory wychowuje sie w kaczej rodzinie (tutaj znowu cos wspanialego: po chinsku labadz to ges niebieska - czyli taka, ktora moze sie wzbic pod niebo). ZB oczywiscie zna Andersena, moze nie az tak dobrze, jak ja, no ale niech mu bedzie. Rozmarzyl sie i mowi: Ja to wlasnie bylem takim brzydkim kaczatkiem... A ja, znowu wchodzac mu w slowo:...i tak Ci zostalo do dzisiaj...
Ustalilismy, ze wprawdzie jest i ropuchem, i brzydkim kaczatkiem, ale jednak bede uzywac pierwszej ksywki, a dla mnie zostanie brzydkie kaczatko, bo jednak wypieknialam w stopniu znacznie wiekszym niz on.
Oczywiscie w miedzyczasie grozil mi wielokrotnie, ze mnie zabije za to, jak bardzo mu nie daje twarzy i plakal ze smiechu tez kilka razy, az w koncu spowaznial, otarl lzy i zapytal: ale umiescisz to na blogu, prawda? :D
Umieszczam. Wraz z historia, z ktorej sie przyslowie wzielo.
Dawno, dawno temu, Krolowa Matka Zachodu zaprosila niesmiertelnych i wszystkie inne nieludzkie stworzenia na wielka brzoskwiniowa uczte, o ktorej jeszcze napisze. I stalo sie tak, ze Ropuszy Niesmiertelny w ogrodzie Krolowej Matki Zachodu ujrzal piekna jak jutrzenka majowa Labedzia Niesmiertelna i pokochal ja od pierwszego wejrzenia, i nie chcial zostawic w spokoju. Ona prosila, grozila, ale nic nie skutkowalo; w koncu poskarzyla sie nan gospodyni. Ktora sie oczywiscie bardzo zdenerwowala, bowiem wymagala od gosci nieskazitelnego zachowania. W gniewie chwycila ona dar od Chang'e - miske ksiezycowej esencji i trzask! rzucila nia w biednego Ropuszego Niesmiertelnego. Potem zalowala bardzo utraty ksiezycowego skarbu; ale to niejedyna kara dla Ropuszka. Musial on rowniez jako zwykla ropucha zejsc na ziemie, miedzy ludzi i swoje odcierpiec. Po zakonczeniu kary mogl ewentualnie wrocic do orszaku Krolowej Matki Zachodu, ale musial byc ciagle pod okiem Boga Piorunow.
Tak to historia o tym, jak ropucha pokochal labedzice stala sie opisem milosci niemozliwej.
Jak bardzo zagniezdzona jest ta historia w sercach Chinczykow widac chocby po tym, ze w pieknym pekinskim Parku Slonecznooltarzowym umiescili taki posag (fontanne?):
Inna rzecz, ze gospodyni wymagajaca idealnego zachowania a sama ciskajaca w gosci miskami przypomniala mi jeden z ukochanych wierszykow z dziecinstwa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.