2026-03-23

《翠湖》As The Water Flows

Kiedy usłyszałam, że powstał film zatytułowany Cuihu (czyli Szmaragdowozielone Jezioro), wiedziałam, że muszę pójść i nasycić się tym, jak MOJE Jezioro widzą inni. Wreszcie ktoś zauważył, że to miejsce jest centrum życia Kunmingu, może wreszcie ktoś rozumie, jak silna jest więź człowieka z miejscem, zwłaszcza takim. 
Film, ukończony w ubiegłym roku i pokazany na masie festiwali pozdobywał rozmaite nagrody; wielu chwali pokazanie złożoności współczesnych chińskich rodzin, inni są podekscytowani mieszanką dialektu z mandaryńskim i kulturowymi smaczkami. 
Tak bardzo chciałabym móc też ten film kochać! Wybaczyłabym mu wszystkie niedoróbki scenariuszowe, drewniane (w większości) aktorstwo, dialogi pisane przez gimnazjalistę z pomocą AI, a nawet płyciznę psychologiczną postaci. Mogę wybaczyć wszystko - ale nie sprzeniewierzenie się Kunmingowi.
Wyobraźmy sobie film o polskiej rodzinie. Trzy siostry z jednych rodziców, od dziecka mieszkające z nimi dajmy na to na Śląsku. Jedna mówi po śląsku, druga mówi po krakosku, a trzecia z zaśpiewem kresowym. Mniej więcej taki efekt został osiągnięty w filmie, w którym każda siostra mówi innym dialektem. Oczywiście, dla widza zagranicznego nie będzie to czytelne; dla 99% widzów chińskich też nie. Ale jeśli nawet JA jestem w stanie wysłyszeć różnice dialektalne, to wyobraźcie sobie, jak prychnął ZB. 
Jest w filmie scena z nastolatkami próbującymi wymuszać forsę. W biały dzień, w centrum Kunmingu, w latach '20 XXI wieku. Twórca scenariusza chyba za długo mieszkał w San Francisco... 
Senior, owdowiała głowa rodziny - wykładowca uniwersytecki. Wychował córki na przekupy bez krzty kultury, wrzaskuny nie potrafiące zjeść posiłku w spokoju i przerywające w środku zdania drugiemu człowiekowi.
Opowiada o tym, jak to poznał swą małżonkę pięćdziesiąt lat wcześniej (czyli w połowie lat '70) podczas koncertu jazzowego (sic!), który miał miejsce w Green Lake Hotel (翠湖宾馆), który, zgodnie ze słowami seniora, "od pięćdziesięciu lat nic się nie zmienił". 
Tak oto w jednej scenie zmieszczono jazz w Kunmingu w czasach Rewolucji Kulturalnej i przeoczenie faktu, że na początku XXI wieku powstały w latach pięćdziesiątych Green Lake Hotel został tak gruntownie przebudowany i zmodernizowany, że po dziś dzień jest jednym z głównych ęą hoteli w centrum. 
Oczywiście, były też sceny i dialogi urokliwe, wyglądające na autentyczne itd. Poruszone problemy - bardzo ludzkie, niekoniecznie specyficzne dla Kunmingu, więc rozumiem, dlaczego publiczność międzynarodowa mogłaby się wczuć. Były też kadry chwytające za serce - choć bardzo, bardzo niewiele. A mówi to osoba, która nad Jeziorem przystaje podczas każdego spaceru, zawsze tak samo poruszona jego pięknem.
Ech. 
PS. Wieczorami nad Jeziorem nie ma mew; wynoszą się spać nad Jezioro Dian. Nawet tego twórcy filmu nie zauważyli...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.