blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2020-12-23

urwanie głowy

Z nikim się nie umawiam na kawę ani na spacer. Z rzadka tylko chodzę na badminton. Zasypiam nad książką. Serialu nawet nie włączam. Nie, nie myję okien dla Jezusa - to znaczy myję, ale tylko przy okazji. Moje podstawowe zajęcie to to:
No i jeszcze uczę dzieci aż do znudzenia i to pięć razy w tygodniu. No ale to akurat pikuś przy remoncie. 
Ostatnie lato było beznadziejne pod wieloma względami. Jednym z niemiłych aspektów był fakt, że pora deszczowa wyjątkowo długo trwała. Jej skutki pozostały na dłużej: zagrzybiło nam ściany we wszystkich pokojach. Prawie pół roku czekałam, aż wilgotność spadnie i podniesie się temperatura. Musi być ciepło i sucho, żeby spryskać odgrzybiaczem i pomalować. Najpierw zrobiłam pokój Tajfuniątka. Pierwszego dnia odsuwanie mebli i spryskanie odgrzybiaczem, a potem szybka ewakuacja i odgrodzenie od reszty mieszkania. Drugiego dnia papier ścierny i malowanie. Pomalowałam dwa razy, a niektóre miejsca nawet trzy. Trzeciego dnia urządzanie pokoju na nowo. Przy okazji wstawiłam do Tajfuniątkowego pokoju nową szafę i oczywiście umyłam okna. Ależ tu jest teraz przyjemnie! Później Tajfuniątko i ja przeniosłyśmy się na kilka dni do pewnej cioci. Niespodziewane wakacje! A to dlatego, że salonu nie da się odgrodzić od reszty mieszkania. I od nowa: przestawianie sprzętów, odgrzybianie, szorowanie, malowanie, meblowanie, sprzątanie. ZB przy pędzlu, ja do pomocy. Salon jest duży. Zagracony. To znaczy nie, nie zagracony, a po prostu szczelnie wypakowany książami, herbatami, stołem, pianinem, telewizorem, sprzętem grającym... Pełni w końcu rolę przedpokoju, biblioteki, świetlicy, jadalni, herbaciarni, ćwiczeniówki i dopiero na samym końcu salonu. Łatwo nie było. Teraz mi się marzy kilka dni oddechu. Święta. Rozmowy, kolędy, spokój. A kiedy dojdę do siebie, przyjdzie pora na naszą sypialnię i garderobę. Już się boję. Ale... damy radę. Kto jak nie my? I tylko porzuciłam już nadzieję, że zrobię Święta. Pierniczki muszą wystarczyć.

Całe szczęście Polonia zawsze się jakoś organizuje. Więc i tym razem zamiast dwunastu dań przygotuję jedno. No, może dwa...

PS. Wiadomość z ostatniej chwili - niestety, nie uda mi się odpocząć. Rozłożyłam się i to tak po całości. Trzymajcie kciuki, żeby mi zaraza Tajfuniątka nie zaczepiała...

2 komentarze:

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.