blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2020-04-13

kościół przy ulicy Pingzheng 平政街教堂

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, enesaj.pl oraz kirgiski.pl czyli w ramach Unii Azjatyckiej.

W obrębie kunmińskiego starego miasta, niedaleko Świątyni Yuantong, znajduje się ulica Pingzheng czyli Ulica Pokojowej Polityki. Czyż może istnieć lepsze miejsce dla kościoła? Ulica ta łączy się z ulicą Huashan Wschodnią; gdyby nie tabliczki, nie byłoby wiadomo, gdzie kończy się jedna ulica, a zaczyna druga. Za Mingów i Qingów niedaleko Świątyni Wielkiej Cnoty z Dwiema Pagodami znajdowała się świątynia Yongning, wzniesiona ku czci znanego już Wam Yue Feia; dziś ani jednej, ani drugiej świątyni już nie ma, a pagody straszą zardzewiałymi rusztowaniami. Uliczka nie jest długa - zaledwie kilkaset metrów. Na tę właśnie uliczkę w 1821 roku jeden z urzędników państwowych przeniósł najpierw rodowe świątynie dwóch wielkich ludzi Yunnanu: Ajjal Shams al-Din Omara (już niedługo o nim opowiem, bo to szalenie barwna postać) oraz Mu Yinga. Obaj rządzili Yunnanem w sposób pokojowy, z głową i z sercem, tolerancyjnie, dlatego Yunnańczycy chętnie palili trociczki w ich kapliczkach. Ulica została nazwana od świątyń: 报功祠街 Baogong ci jie czyli, w wolnym tłumaczeniu, ulica Kaplicy Bohaterów. Później czczono w nich i innych ludzi zasłużonych dla historii Yunnanu, np. słynnego wojskowego Fu Youde. Niedaleko kapliczek znajdowały się Paifang Bohaterów 报功坊 oraz Paifang Edukacji 教子坊. Później dobudowano jeszcze Świątynię Ślimaczego Szczytu 螺峰庵 (bo właśnie Ślimaczym Szczytem się zowie ów pagórek). Niestety, wraz z "postępem" te wszystkie miejsca znikły, zastąpione jakże prozaiczną podstawówką, a nazwę ulicy zmieniono na ulicę Pokojowej Polityki - dobrze, że chociaż taki ślad pozostał po yunnańskich bohaterach. Tak samo niewiele pozostało po... obcokrajowcach, którzy kiedyś licznie zamieszkiwali te okolice - zaledwie jeden Zachodni Budynek, obecnie będący knajpą. No i kościół katolicki.
W 1876 roku katolicy otrzymali pozwolenie na wybudowanie kościoła.
W 1881 roku Watykan wyznaczył misjonarzy i biskupa, którzy mieli tu głosić Słowo Boże. Wybudowano seminarium w okolicach dzisiejszej Wioski Chryzantem 菊花村 czyli na wschodzie, poza murami miejskimi.
W 1884 pojawili się u ówczesnego zongdu i  dostali kawałek ziemi.
W 1899 roku francuski ambasador w Pekinie wysłał Augusta François, by pilnował w Kunmingu francuskich spraw. Jakich? Oczywiście budowy kolei yunnańsko-wietnamskiej i nadzorowania biura ds handlu, które znajdowało się wówczas w Mengzi. Przybył do Kunmingu z wielką pompą. Przedstawił się jako wysłannik cesarski; do przemieszczania się po mieście używał lektyki noszonej przez ośmiu tragarzy. Postanowił przenieść biuro handlowe z Mengzi (które było portem traktatowym) do Kunmingu (który absolutnie takim portem nie był i nikt sobie nie życzył obecności obcokrajowców). Był na tyle bezczelny, że przyszedł do Kunmingu z wojskiem i w towarzystwie gubernatora Indochin Francuskich Paula Doumer. Gdy w 1900 roku służby celne złapały go na przemycaniu broni i amunicji, które mogłyby mu pomóc w rzeczywistym, siłowym przejęciu władzy w Kunmingu, ponoć mieszczuchy wyszły w proteście na ulicę, nie zgadzając się na znieważanie postanowień traktatowych i łamanie suwerenności Chin. Okrążyli francuskie biuro, a Auguste François uciekł w asyście generałów (i dużej ilości strzelb) i schronił się w kościelnej piwnicy. W środku nocy tłum okrążył więc kościół (byli naprawdę żądni krwi), a nasz Francuz był na tyle zaniepokojony, że otworzył ogień. Tymczasem Chińczycy byli podwójnie wściekli - tyleż na samego François, co na misjonarzy, którzy niezbyt moralnie sobie tu poczynali - nie przestrzegali prawa, trudnili się handlem narkotykami (głównie opium) i przemytem, a nawet ukrywali złoczyńców. Teraz zaś przygarnęli innych łachmytów. Lud wrzał. W całych Chinach bokserzy walczyli przeciw obcym mocarstwom; kwestią czasu było, gdy Yunnan też przestanie tolerować obcych. W końcu wybuchły wielkie protesty przeciw zachodniej religii, a misjonarze, a także ci Chińczycy, którzy wcześniej byli we Francji i nabrali zachodnich zwyczajów czy po prostu wyznawcy katolicyzmu, zostali zmuszeni do schowania się w ówczesnym francuskim "konsulacie". Kościół został zniszczony, wraz z przyległymi budynkami, m.in. rezydencją biskupa. Zniszczono także wiele innych "zachodnich" przybytków, np. klasztor przy Małej Wschodniej Bramie, rezydencje francuskich inżynierów, maleńki kościółek św. Józefa niedaleko Świątyni Złotego Konia. Konsul i François byli chyba nieźle przestraszeni atmosferą wrogości i zwiali do Tonkinu. Gdy powstanie bokserów upadło, po podpisaniu protokołu końcowego Chiny zostały zmuszone do wypłacenia obcym odszkodowań. Zongdu Yunnanu i Guizhou Wei Guangdao 魏光焘 oraz inni, aż po Li Jingxi (ostatni zongdu) zostali zmuszeni do wypłacenia Francji 150000 liangów srebra, Anglii 100000 liangów, a także do oddania tym dwóm krajom zysków i urobku z jedenastu yunnańskich kopalni (m.in. w Dongchuan, Zhaotong, Qujingu i Gejiu). François wrócił do Kunmingu i zajął zajmowane wcześniej stanowisko - znaczy, do wszystkiego się wtrącał i wszystko brał jak swoje.
W 1910 roku uruchomiono kolej yunnańsko-wietnamską, a spółka kolejowa otwarła siedzibę przy ulicy Jiexiao, odnodze ulicy Pingzheng. Następnie francuskie przedstawicielstwo kupiło trochę ziemi tuż za Północną Bramą, by wybudować nowy konsulat, jednak w końcu stwierdzili, że to za daleko i przenieśli się do odbudowanego kościoła.
W 1918 roku francuskie przedstawicielstwo kupiło znów kawałek ziemi, tym razem przy ulicy Lasu Ksiąg 书林街, obok nieistniejącego już Ostrudowego Stawu.
W 1928 roku yunnańscy watażkowie wzięli się za czuby. Tang Jiyao zachorował i zmarł, Long Yun został zraniony i uwięziony w rezydencji przy Cuihu. Reszta pouciekała... do katolickiego kościoła przy ulicy Pingzheng.
W 1934 mały dotąd kościółek zmieniono w wielki klasztor, seminarium i okazałą archidiecezję. Jak bardzo okazałą? Tak wielką, że księża hodowali tam sobie mleczne krowy... Kościół przy ulicy Pingzheng został odbudowany z rozmachem przez francuskich sulpicjanów.
W 1936 roku przy tej samej ulicy, kilkadziesiąt numerów dalej, powstał kościół prowadzony przez Belgów, a chrześcijańską farmę mleczną przeniesiono jeszcze kawałek dalej. Ówczesny klasztor miał dość restrykcyjną regułę - mnisi byli zamknięci za klauzurą i nie mogli jadać mięsa. Ich codziennym zajęciem było czytanie Biblii, modlitwa i praca rzemieślnicza.
W 1943 roku tuż obok - znów przy ulicy Jiexiao - przeniesiono sierociniec i klinikę św. Pawła, które zostały założone w 1911 roku przez francuskie mniszki. Na terenie sierocińca znajdował się ogród warzywny i kwietny, farma mleczna itd. Cel zbożny, ale wykonanie ponoć kulało. W Kunmingu do dziś się opowiada, jak to mniszki ukatrupiły sierotkę, żeby wyjąć mózg i tym mózgiem leczyć żonę któregoś z oficjeli, bo miała nierówno pod sufitem.
W 1944 roku, po tym, jak Japończycy zbombardowali Szpital Czerwonego Krzyża, przeniósł się on na ulicę Pingzheng i wznowił działalność w nowowybudowanym budynku, za darmo lecząc i wydając lekarstwa. W latach pięćdziesiątych szpital poprosił bogatych o wsparcie: stworzono pięć stacji położniczych. Kto wyłożył na nie pieniądze, stawał się jego patronem, a kobiety mogły rodzić bezpłatnie - takich szczęściar była około setka miesięcznie. Do dziś od strony Pingzheng znajduje się tylne wejście do szpitala - front jest przy ulicy Młodzieży 青年路.
Taka w przybliżeniu jest historia kościoła, który ostatnio miałam okazję odwiedzić. Nie jest to wcale takie łatwe! Zazwyczaj mogłam co najwyżej pocałować bramę, ponieważ nigdy nie trafiłam w pobliże kościoła w momencie, gdy trwała tam msza. Tym razem mszy też nie było, ale otwarto bramy i wywieszono ogłoszenia odnośnie mszy wielkanocnych, więc mogłam zajrzeć na dziedziniec.

Ponieważ drzwi kościoła były zawarte, nie zwiedziłam tej jedynej salki. Może kiedyś uda mi się tu zajrzeć na mszę? Jeśli macie ochotę w czasie świąt (zarówno Wielkanocnych, jak i Bożego Narodzenia) pooddychać katolickim powietrzem, można tu podejść i się nacieszyć. Przed świętami wiszą powiadomienia, kiedy świątynia będzie otwarta.
U mnie o kościele, tutaj - o tym, jak bóstwo buddyjskie najpierw zmieniło płeć, a potem wyznanie. A tutaj o tym, jak się obchodzi Wielkanoc po kirgisku i jeszcze o Wielkanocy w językach turkijskich. Wesołych Świąt!

2 komentarze:

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.