blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-10-03

kwiat herbaty pu'er 普洱茶花

Podczas wizyty w cudownym sklepiku herbacianym pani o wdzięcznym mianie Aromat Cynamonu, natknęłam się na takie cudo:
Krążek - "ciasteczko" - herbaty zrobiony jak pu'er, ale zamiast liści są tu sprasowane kwiaty herbaty. Niebylejakie te kwiaty - są to kwiaty starych, kilkusetletnich yunnańskich drzew herbacianych.
Oczywiście kupiłam.
Przyniosłam do domu, nie wiedząc jeszcze, czy smak będzie akceptowalny - ale przecież coś tak pięknego musi być pyszne, prawda?
Było.
Herbatę można parzyć tak jak zieloną albo tak jak pu'er. Według mnie parzenie na sposób pu'erowy jest lepsze, bo każde następne parzenie pokazuje różnicę smaku coraz bardziej otwartych kwiatów. Parzy się więc tak: wsadza kwiaty do niewielkiego czajniczka bądź gaiwana, przepłukuje gorącą wodą, wodę wylewa.
A potem można parzyć "do usranej śmierci" - wystarcza na 10-15 parzeń czyli na jakieś 2-3 wizyty w tym przybytku, do którego nawet cesarz na piechotę chodzi...
Napar nie wygląda ładnie. Mama zawsze tę barwę określa malowniczym określeniem "siki kota".
Dla fanów zielonej herbaty kolor ten jest akurat bardzo atrakcyjny, ale o to już mniejsza. Chodzi o to, czym się hebrata kwiatowa różni od tych wszystkich innych.
Po pierwsze: konsystencją. Spływa po ściankach naczynia raczej jak dobra nalewka niż jak woda. Jest gęsta, miodowa. O, właśnie. Miodowa. To dobre słowo - bo oddaje też świetnie smak i zapach. Miodowa herbata...
Podobno są zapaleńcy, którzy po ostatnim parzeniu po prostu płatki spożywają. Ja zrezygnowałam; stwierdziłam, że wydusiłam już z tych kwiatów cały możliwy smak i zapach. I jeszcze to uczucie całkowitego nawilżenia gardła, zwykle tak udręczonego suchością Kunmingu! A może po ostatnim parzeniu dodać płatki do kąpieli?...
Zakochałam się w niej i serdecznie polecam, jeśli ktokolwiek kiedyś takie dziwo zobaczy.

4 komentarze:

  1. Pierwszy raz widzę takie cudo. Chyba nie ma szans aby zdobyć taką herbatę w Polsce.
    Może wiesz gdzie można ją dostać wysyłkowo?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, niestety nie. Ja też się pierwszy raz z taką spotkałam. Chyba powinnam się zająć sprzedażą herbaty online...

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinnas naprawde, bo pieknie umiesz o niej pisac, i nawet ja, ktora pije tylko czarna herbate, nabralam ochoty na sprobowanie tej kwiatowej.

    OdpowiedzUsuń
  4. :D Będę się nad tym zastanawiać :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.