Z okazji Międzynarodowego Dnia Ptaków mam dla Was dwa nowe słówka do kolekcji: mężczyznę-feniksa 凤凰男* i dziewczynę-pawia 孔雀女. No dobrze, będą cztery, bo dorzucę jeszcze mężczyznę-pawia i dziewczynę-feniksa, ale to tylko po to, żeby rozprawić się do końca z tymi pawiami i feniksami...
Mężczyzna-feniks urodził się w biednej rodzinie, zazwyczaj na wsi, i za sprawą ciężkiej pracy udało mu się spełnić marzenie, czyli dostać dobrą pracę w mieście, najlepiej dużym. Z tym wiąże się wiele problemów: po pierwsze to na nim spoczywa niepisany obowiązek zatroszczenia się nie tylko o rodziców (co zrozumiałe), ale również o wszystkich kuzynów i pociotków, którym powinien pomóc, bo przecież jest bogaty i ma znajomości w mieście. Zazwyczaj jest nie tylko najbogatszym członkiem rodziny, ale również najlepiej wykształconym i pierwszym, któremu udało się wybić. Największy jednak kłopot, gdy uda mu się wreszcie zdobyć dziewczynę swoich marzeń, oczywiście miastową, również wykształconą. Jej rodzice będą przeciwni związkowi, ona będzie zakochana i głucha na ich argumenty, on na początku będzie jej słuchał, może z racji miłości, może z racji kompleksów względem miastowej, ale z czasem okaże się, że człowiek może wyjść ze wsi, ale wieś z człowieka nie. Różnice cywilizacyjno-kulturowe między powinowatymi zazwyczaj doprowadzają do trudności w takich związkach, a gwoździem do trumny jest, jeśli świekra zamieszka z młodym małżeństwem, bo nigdy nie dogada się z synową.
Z czasem mężczyznami-feniksami zaczęto nazywać również facetów niekoniecznie ze wsi, ale po prostu z rodziny o niższych dochodach i niższym statusie społecznym - jako przykład podaje się głównego bohatera serialu "Goły ślub" 裸婚时代 - jednak najbardziej typowymi przykładami pozostają ci ze wsi, koniecznie spełniający również te pozostałe warunki: niewykształceni i ubodzy członkowie bliższej i dalszej rodziny, a także kompleksy. Jeśli bowiem facet naprawdę zacznie całkiem nowe życie i nauczy się, jak być człowiekiem miasta, jak postępują cywilizowani, wykształceni Chińczycy nowych czasów, wówczas nikt nie nazwie go feniksem. Nazwa jest zarezerwowana dla tych, którzy z wierzchu będą wydawać się ludźmi sukcesu, jednak w środku nadal będą uważać, że przecież mamusia ma zawsze rację i żona jest od tego, żeby gotować i sprzątać, a jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije.
Bardzo wiele chińskich seriali opiera się na schemacie: mężczyzna-feniks żeni się z dziewczyną-pawiem i przez następnych czterdzieści odcinków im lepiej się poznają, tym bardziej pokazuje się, jak mocno do siebie wzajemnie nie pasują (pisałam kiedyś o serialu Dwustronna taśma klejąca - to właśnie jeden z typowych przykładów).
Kimże jest dziewczyna-paw? Świetnie wykształcona dziewczyna z dobrej rodziny, której całe życie przebiegało tak pomyślnie, że nie nauczyła się radzić sobie z żadnymi problemami. Skończyła studia, znalazła niezłą pracę, większość pensji wydaje na rozrywki, kosmetyki i ciuchy, bo rodzice zapewnili jej nie tylko dobre wykształcenie, ale i mieszkanie, a że sami jeszcze pracują (a nawet gdy przestaną pracować, to będą mieć wysokie emerytury), to ani jej w głowie oszczędzanie - przecież pieniądz rzecz nabyta, jak się go wyda, to zawsze można znów zarobić. Pieniądze, które zarabia, należą tylko i wyłącznie do niej - rodzice czy dalsza rodzina nigdy by po nie rąk nie wyciągnęli. Dlatego kolejne (poza kulturowo-cywilizacyjnymi) problemy pojawiają się, gdy jej ukochany mężczyzna-feniks wysyła pensję rodzicom (na wsiach nie ma emerytur), a w ich nowo uwitym gniazdku w wielkim mieście pojawiają się kolejni biedni krewni, roszczeniowi i niezbyt mądrzy, żądając pomocy od "człowieka sukcesu". Feniks narzeka, że pawica jest zbyt rozrzutna, pawica narzeka, że feniks to skąpiec. Feniks ma za złe pawicy, że nie traktuje jego rodziny jak prawdziwej rodziny, a ona jest wściekła, że oboje są przez tę "rodzinę" traktowani jak dojne krowy. Jeśli do tego jeszcze dołożyć tradycyjny na chińskiej wsi pogląd, że chłopcy są bardziej wartościowi od dziewczyn i oczywistą dla mieszczuchów równość płci, łatwo zrozumieć, jak wiele konfliktów na jak wielu poziomach rodzi się w parze tak niedobranego ptactwa.
Co ciekawe, nie istnieją odpowiedniki tych sformułowań dla odwrotnych par, czyli takich, w których dziewczyna jest ze wsi i dobrze wyszła za mąż w mieście. Może dlatego, że dziewczęta łatwiej dostosowują się do nowego stylu życia? Może dlatego, że tradycyjnie to nie na dziewczęcych barkach spoczywa odpowiedzialność za rodzinę pozostawioną na wsi? Oczywiście, nie znaczy to, że w mezaliansach tego typu nie ma żadnych konfliktów: bez problemu mogę sobie wyobrazić świekrę tłumaczącą swemu wielkomiejskiemu synowi, że nie warto się wiązać z wieśniarą, której słoma z butów wychodzi i że jeszcze się naje przez nią wstydu. Jednak kiedy mówi się o kobietach-feniksach 凤凰女, choć rzecz tak samo dotyczy mądrych, pracowitych i zaradnych dziewczyn wywodzących się z biednego środowiska, które dzięki pracowitości zdobyły wysoką pozycję społeczną i niezależność finansową, jednak w tym sformułowaniu brak potępienia; jest raczej podziw względem dziewcząt, którym udało się zmienić swój los. Za to przy mężczyźnie-feniksie słychać w nazwie politowanie lub wręcz pogardę względem kogoś, kto coś niby osiągnął, ale tylko powierzchownie, bo w środku jest nadal takim samym prostakiem i prędzej czy później wyjdzie szydło z worka.
Żebyśmy mieli komplet ptactwa, powiedzmy też słów kilka o mężczyźnie-pawiu. Tu nie ma większych zaskoczeń, bo skojarzenie polega raczej na zaakcentowaniu wyglądu: mężczyzna-paw 孔雀男 to taki, który lubi się stroić nie mniej niż kobieta, jego kosmetyczka jest tak samo wypchana maseczkami, szamponami i perfumami, a on sam jest najmądrzejszy, najzdolniejszy, najzamożniejszy, najodważniejszy, najseksowniejszy i w ogóle najnajnaj. Generalnie używa się tego sformułowania względem mężczyzn, którzy przesadnie dbają o swój wygląd. Tu oczywiście warto zapytać: cóż to znaczy przesadnie? W którym momencie przestajesz po prostu dbać o siebie, a zaczynasz być pawiem? Według mnie typowym mężćzyzną-pawiem byłby John Travolta w Grease lub David Bowie tak po prostu ;) W tym sformułowaniu brak jednak zdecydowanego potępienia, co najwyżej jedna zabłąkana złośliwa szpileczka.
Zawsze, kiedy jestem pytana o różnice kulturowe między ZB i mną, odpowiadam, że nie są zbyt duże przede wszystkim dzięki temu, że choć wywodzimy się z różnych krajów, to nasze rodziny są w sumie dość podobne: jesteśmy oboje miastowi, pochodzimy z inteligenckich rodzin (wiem, jak to brzmi, ale jednak pozwolę sobie na to uproszczenie), a rodzice wspierali nasze wybory życiowe, a nawet jeśli nie, to my i tak je podejmowaliśmy. Oboje nauczyliśmy się sami o siebie dbać, zamiast czekać na mannę z nieba. Względem stereotypowych ról płciowych czujemy raczej rozbawienie: ZB gotuje i zmywa częściej niż ja i w ogóle nie ujmuje mu to męskości, za to mnie zdarza się lepiej zarabiać i to również go nie kastruje, za to jest powodem obustronnej dumy i satysfakcji. Oboje żywimy przekonanie, że co komu pisane, to go nie minie, choć jednocześnie wierzymy w stwarzanie własnych szans. Jeśli do tego dodać mnogość wspólnych zainteresowań (muzyka ze szczególnym uwględnieniem klasyki i jazzu, badminton, obżarstwo, odkrywanie Yunnanu) oraz fakt iż zdołaliśmy wypracować wspólny mianownik jeśli chodzi o tworzenie rodziny i budowanie naszych relacji ze sobą i z dzieckiem - różnice kulturowe zaczynają się wydawać interesującą przyprawą dla tego w sumie dość zwykłego posiłku.
Wiem, że na świecie jest wiele szczęśliwych par stworzonych z dwójki ludzi wywodzących się ze skrajnie odmiennych środowisk; gratuluję im serdecznie przezwyciężenia trudności. W pewnym sensie my, przy wszystkich odmiennościach kulturowych, poszliśmy na łatwiznę wiążąc się akurat ze sobą. Choć po dziś dzień odkrywamy czasem większe lub mniejsze różnice w rozumieniu świata, mamy jednakże bardzo solidne wspólne fundamenty. Być może to właśnie dzięki nim zdołaliśmy zbudować coś pięknego i - jak się wydaje - trwałego (tfu, tfu, odpukać w niemalowane). Czego Wam wszystkim również życzę.
Tutaj poczytacie o japońskich ptasich przysłowiach.
*Pamiętamy oczywiście, że chodzi tu o chińskiego feniksa czyli fenghuanga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.