blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-09-30

:) przedwyjazdowo 離開之前

Spakowanam. W moich tropikach bedzie okolo 30 stopni za dnia i 20 w nocy. Podobno tam teraz leje, ale jakos w ogole mi to nie przeszkadza. Kupilam spiwor, kupilam plecak, zabralam zapas ubran i leki antybiegunkowe :) Tjaa... To jest w tym wszystkim najlepsze. Wiem, ze moge sie tam zatruc, rozchorowac, przemoknac do suchej nitki i w zwiazku z tym zapalic sobie pluca, ale i tak potrzebuje WAKACJI! Hurra! Stesknilam sie za Jensem :D Ciekawe, czy w ogole potrafia sie tam z kims dogadac; na terenach przygranicznych malo kto mowi po mandarynsku, o angielskim nie wspominajac ;) A mnie i tak najbardziej cieszy fakt, ze WRESZCIE mam internet...

Bylam na 畫皮 Painted Skin. Swietnie sie bawilam na tej mieszance melodramatu, wuxia, horroru i czego tam jeszcze. Chinczycy smiali sie duzo rzadziej niz ja, mam tez niejasne wrazenie, ze byli naprawde poruszei historia ducha, ktory przybral postac pieknej kobiety po to, by uwiesc Pana Domu... BTW: nauczylam sie, jak jest po chinsku wlasnie taki duch (moze to byc zwierze, zazwyczaj lisica badz wezyca, ktore przybralo postac czlowieka): 妖. Yao z lewej ma znaczek kobiety (wiadomo, w Chinach jak co zlego, to zawsze baba), a z prawej przedwczesna smierc. Towarzyszacy mi Chinczyk byl mocno zawiedziony faktem, ze zamiast wtulic sie z przerazeniem w jego mocarne ramie, wybuchalam smiechem widzac niektore efekty specjalne... :D Jakas taka malo romantyczna jestem, co nie? ;) Polecam wszystkim, ktorzy jeszcze nie sa obcykani z kinem chinskim. Bywalec tutejszych kin zapewne wzgardzi kolejna historia o duchu i o wiernosci mimo wszystko, i o tym, ze stara milosc nie rdzewieje, i ze nawet duch potrafi kochac. Ale jesli ktos teskni za niezle i z poczuciem humoru zrealizowana bajka - to polecam. Aha, najbardziej w calym filmie podobaly mi sie dwie rzeczy: po pierwsze dialogi byly tak proste, ze nawet ja je rozumialam. Po drugie: wszyscy byli genialnie poubierani, a juz spinki do wlosow sprawialy, ze sie rozplywalam...

2 komentarze:

  1. Jak już pojedziesz, to rób zdjęcia. I trzymaj kciuki za mój nowy chiński (to wcale nie tak, że mam koszmary o kłębiących się znaczkach ;> )

    OdpowiedzUsuń
  2. robilam. Powoli bede umieszczac. A jesli bedziesz miala jakiekolwiek problemy z chinskim (chociaz nie bedziesz miala, bo jestes madre dziewczatko), to ja mam slype'a ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.