blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-03-25

Kocham Yunnan!

Kolejny wpis w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata będzie miłosną pieśnią. Wybraliśmy temat: "5 powodów, dla których kocham kraj/język X". Wahałam się, czy nie napisać o języku - bo język też kocham, przecież wiecie. Jeśli chcecie, napiszę taki post całkiem pozakonkursowo. Dziś za to skupię się nie na całym kraju - bo Chiny to dla mnie za dużo i wcale nie wiem, czy je aż tak kocham. Ale Yunnan, ze szczególnym wskazaniem na Kunming, który wybrałam jako swoje miejsce na ziemi - owszem, kocham. Dziś nie będzie narzekania na zimę z pękającymi rurami, bo rury biegną nieizolowane po elewacji. Nie będzie przykrych słów na temat tutejszych władz. Nie będzie o staniu w korkach ani o azjatyckim stylu jazdy, który przyprawia o zawrót głowy. Będzie o tym, dlaczego kocham Yunnan.
  1. Różnorodność krajobrazów
  2. Yunnan jest bardzo interesujący pod względem geograficznym. Dość duży obszar - prawie 400 tysięcy kilometrów kwadratowych (jest większy od Polski!). Na południowym zachodzie graniczy z Wietnamem, Laosem i Birmą, a na północy z Tybetem. Wielka jest rozpiętość stref klimatycznych - od subtropiku aż po wieczne śniegi w wysokich górach. No właśnie: wysokie góry (5500 m.n.p.m), ale i doliny, nigdy całkiem płaskie, ale z pagórkami mierzącymi najwyżej 100 m.n.p.m. Mekong i wysokogórskie jeziora. Wąwozy, lasy i dżungla. Jaskinie i Kamienny Las. Na północy pasą się jaki, a na południu słonie. Grudzień w południowym Yunnanie to tiszerty i krótkie spodenki, a na północy - śniegowce i puchówki. Właśnie dlatego nie spieszy mi się do jeżdżenia "po Chinach". Ja jeszcze przecież nawet Yunnanu nie poznałam wystarczająco dobrze! Jeździłam i jeżdżę po miastach i małych wioskach, wbrew rosnącej popularności Yunnanu jako destynacji turystycznej szukam nieprzetartych szlaków. Zatrzymuję się, by pogadać z tubylcami i odkryć jakieś szczątki kultury regionu, tak szybko umierającej pod naporem wszechchińskiej globalizacji. I ciągle mi mało!
  3. Herbata
  4. Herbata pochodzi z Yunnanu. To tutaj odkryto najstarsze drzewa herbaciane, to tutaj się zaczęła cała ta wspaniała kultura herbaciana. Tak, tak - mogą sobie być znane herbaty z innych chińskich prowincji, z innych krajów nawet - ale to właśnie tutaj co drugi pagórek porastają dzikie drzewa herbaciane i hodowlane krzewy. To tutaj na wsiach ludzie piją herbaty z własnego ogródka. To tutaj można się wiele nauczyć, jeśli chodzi o herbaty zielone, czarne i pu'er. Niestety, w kwestiach herbat czarnosmoczych, białych i żółtych Yunnan jest dość... niereformowalny. Mało ludzi ma tu apetyt na herbaty inne niż "nasze", więc ciężko je tu dostać i ciężko znaleźć kogoś, kto się na nich zna. Ale - nawet tych naszych i tak starczy, by całe życie nie odkryć ich wszystkich sekretów. Dobrze więc trafiłam - i pewnie dlatego zostałam herbaciarką, dla której parzenie herbaty stało się swoistą metodą na osiągnięcie oświecenia :)
  5. Targowiska
  6. Nienawidzę chodzenia po sklepach. Jest dla mnie nudne, niekomfortowe, jest to strata czasu i marnowanie energii, a po pół godzinie albo i kwadransie zaczyna mnie boleć głowa. Za to na yunnańskich targowiskach mogłabym spędzić i dzień cały! Wizyty takie to nie tylko zaopatrzenie spiżarni w świeże warzywa i owoce. To wspaniała lekcja życia. Przede wszystkim - podczas każdej wizyty poznaję jakieś nowe warzywo, nowy owoc, nową kiszonkę, nowy sos. Te wszystkie polskie "chwasty" tu są cenionymi produktami spożywczymi. Po drugie: poza straganami ze świeżynkami są tu jeszcze stragany, na których można dostać np. upieczone bakłażany czy ugotowane na parze bataty albo usmażone placuszki dyniowe czy kawałki kurczaka z chilli. To nie tylko daje wgląd w lokalną kuchnię, ale i jest doskonałym rozwiązaniem dla leniwych gospodyń czy matek z małymi dziećmi (przyznaję się bez bicia, że po pojawieniu się na świecie Tajfuniątka jakby częściej korzystam z gotowców...). Po trzecie - targ to nie tylko jedzenie, ale i rozmaite usługi. Możesz przed zakupami podrzucić dziurawe spodnie do pani siedzącej przy maszynie do szycia, a tępe tasaki do pana siedzącego przy kole szlifierskim. Możesz kupić orzechy czy zboża i zmielić je od razu na mączkę. Możesz uszyć sobie na miarę qipao albo zwykłą bluzkę. Możesz naprawić parasol, obuwie czy radyjko. Chińskie targowiska są super, a już te kunmińskie w szczególności! Zwłaszcza, że poza tymi zwykłymi mamy jeszcze np. targi grzybowe czy herbaciane...
  7. Etniczność
  8. W Yunnanie mieszka 26 grup etnicznych. Oficjalnie. Bo nieoficjalnie to te grupy są tak mocno wewnętrznie zróżnicowane, że czasem ich reprezentanci sami nie wierzą, że można ich było wpakować do jednego worka. Poza dobrze znanymi w innych prowincjach Chin a nawet w innych krajach Azji dużymi grupami - Yi, Miao, Dai, Zhuang itd. - mieszkają tu również etniczne "gatunki endemiczne" takie jak Naxi czy Drung, które są jeszcze bardziej fascynujące. Łącznie około 1/3 populacji Yunnanu to reprezentanci grup etnicznych innych niż etniczni Chińczycy Han. Trzeba przy tym pamiętać, że większość Hanów żyje w dużych miastach, a w większości wiosek i małych mieścinek nie znajdzie się czasem ani pół Hana. To właśnie ci ludzie tworzą cudną etniczną mozaikę rozmaitych języków, dialektów, różnych strojów, zwyczajów, religii; obchodzą różne święta, mają odmienne kanony estetyczne, odmienną dietę i kompletnie różny styl życia. I choć ja akurat żyję w dużym, mocno zsinizowanym mieście, w trakcie moich małych okołoyunnańskich podróży chętnie odkrywam kolejne ciekawostki dotyczące Yunnańczyków różnej proweniencji.
  9. Żarcie
  10. Last but not least - jestem wielką fanką tutejszej kuchni. Niektórzy twierdzą, że jestem po prostu "pazerną dupą", ale - przecież jedno drugiego nie wyklucza, prawda? Yunnan urzeka rzeczami, które w innych prowincjach Chin ciężko znaleźć. Jada się tutaj sery, co innych Chińczyków dziwi. Jada się robactwo, co brzydzi nie tylko Chińczyków. Jada się kwiaty i chwasty - nie z biedy czy braku warzyw, a dla wspaniałego i nietuzinkowego smaku. Kocha się i smaki łagodne, i ostre, i słone, a nawet kwaśne, o słodkich nie zapominając. Mamy więc pełne spektrum smaków, wielką obfitość składników i metod przygotowania dań i dostęp do jedzenia takiego, jakiego brak gdziekolwiek indziej. W dodatku obfitość restauracji i niewysokie ceny sprzyjają eksploracji kulinarnej regionu - przy czym muszę niestety ostrzec, że wcale nie jest łatwo znaleźć naprawdę dobre restauracje z kuchnią regionalną, bo wszechchińska globalizacja i makdonaldyzacja bardzo sprawę utrudniają. Jednak przy odrobinie samozaparcia można się tu naprawdę dobrze wyżywić.
Z czystym sercem mogę Wam więc polecić Yunnan jako najwspanialsze miejsce w Chinach. Przyjeżdżajcie!
A za co inni kochają swoje kraje bądź języki?
Finlandia: Finolubna - 5 powodów, dla których kocham Finlandię
Francja: Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Moje francuskie love; Demain,viens avec tes parents! - 5 raisons; Madou en France - 5 powodów, dla których pokochałam Francję
Japonia: japonia-info.pl - Pięć powodów, dla których lubię japoński
Kirgistan: Kirgiski.pl - Pięć rzeczy z Kirgistanu…
Niemcy: Niemiecki w Domu; Niemiecki po ludzku
Wielka Brytania: English Tea Time -
5 powodów, dla których kocham Londyn
Włochy: Studia, parla, ama - W 80 blogów, czyli 5 powodów, dla których kocham Włochy

Jeśli podoba Ci się akcja i chcesz wziąć w niej udział, pisz na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

PS. Zdjęcie z targu dzięki uprzejmości Kamionkowej Radości.