zrozumiec zlosnice 了解調皮鬼

My Photo
白小颱
Bytom, Slaskie, Poland
我對生活每一方面都很好奇 ^.^ Ciekawska jestem po prostu ^.^
View my complete profile

Wednesday, November 18, 2009

Dzien Tajwanski

Od dzis mamy w Katedrze Bliskiego i Dalekiego Wschodu sale tajwanska. Hurra! Z tej okazji impreza - troche opowiesci, troche zachety do studiowania TAM, troche jedzenia, troche muzyki...
A ja zaparzylam sobie herbate. Czarnosmocza oczywiscie, bo przeciez Tajwan. I oczywiscie z calym ceremonialem, bo po to pracowalam w herbaciarni, zeby teraz nauczac. Jak dostane zdjecia, pokaze :) A jak nie dostane zdjec... To wiecie, ja bardzo chetnie bede parzyc dla Przyjaciol i Krewnych Przyjaciol, i Przyjaciol Krewnych Przyjaciol...
Ten dzien byl okrrrropny z wielu innych wzgledow. Ale milo sie bylo znow wcisnac w qipao, milo bylo znow z rozmachem otworzyc czarki do wachania herbaty (聞香杯) i spic napar z malenkich czarek do picia (品茗杯). Milo bylo opowiadac o rzeczach potrzebnych do parzenia, o zwyczajach zwiazanych z czestowaniem, o slodkim smaku... Wyspowiadac sie z tej tesknoty, ktora mnie pozera ostatnio coraz bardziej... Smak Tajwanu to smak herbaty czarnosmoczej, to smak herbaty z perelkami, to smak okonomiyakow na nocnym targu, to smak kawy z cieplej puszki prosto z automatu... To slodkie parowki i miesne ciastka... To Tajwan, Tajwan moj jedyny!
Teraz, kiedy juz mam porownanie, wiem, co bym wybrala...

今天我們東方文化系舉行“臺灣日”的活動。 我們終於有臺灣教室 (除了中國, 日本, 韓國等教室之外)。活動包括好多節目, 有演講, 有跳原住民舞蹈的機會, 有吃的, 還有喝的。喝的是什麼呢? 就是烏龍高山茶。誰來泡呢? 就是白小颱茶藝師哈!
希望我弄的錯誤不大……
謝謝你們讓我泡茶! 是我最喜歡的休息方式 ^.^

Sunday, November 15, 2009

Chinczyk

Wczoraj wieczorem przyjmowalysmy w willi salwatorskiej kolezanke, ktora wlasnie wrocila z Nepalu. Przywiosla n giga zdjec, wiec wici zostaly rozeslane i wieczorem zebralo sie tu calkiem spore stadko. Zupelnym przypadkiem zadzwonila K. Mowi, ze chciala wpasc, ale ze jest wypruta, wiec idzie spac. Smoczyca kusi: beda zdjecia z Nepalu.
K. - fajnie, ale ja naprawde padam na ryjek
S. - i pizza tez bedzie :)
K. - rewelacja, ale ja nie jestem az tak glodna (zawsze jest glodna)
S. - no ale przyszlabys....
K. (po chwili zastanowienia) - a bedziemy grac w chinczyka?

Tak. Mniej wiecej od dwoch lat odwiedzajacy sa nie tylko karmieni, ale tez zmuszani do rozgrywek w niesmiertelna gre mojego dziecinstwa. Co gorsza, wiekszosc tych osob te gre uwielbia! Oczywiscie, nienawidza tej gry pechowcy (kumpel sprawdzal, czy na kostkach aby na pewno sa szostki ;) ) i ci, ktorzy sa za dorosli, zeby grac. Ale my - dzieci z ulicy K. - gramy przy obiedzie, podczas robienia kolacji i zawsze, kiedy szukamy wymowki, zeby razem posiedziec i sie posmiac :)
Oczywiscie, gra trafila do nas, gdy juz chorowalam na chinska grype - jakies poltora roku temu. Kiedy ja przywiozlam, Arcyprzebrzydle Wspollokatorki patrzyly na mnie podejrzliwie i z politowaniem. Ja im jednak wytlumaczylam, ze to jest metoda malych kroczkow - jak juz polubia chinczyka, to moze dojrzeja do tego, zeby polubic Chinczykow ^.^
Chinczyk jest stary, spracowany, ale wiernie nam sluzy. I wlasciwie jedyny problem, jaki sie w zwiazku z nim pojawil to - jak na chinczyka mowia Chinczycy?
Jak wiemy (a jak nie wiemy, to od czego mamy wikipedie?), nazwa "chinczyk" wystepuje tylko w Polsce, a i to tylko w niektorych rejonach/grupach wiekowych. Reszta nazywa te gre "Czlowieku nie irytuj sie", co jest w zasadzie dokladnym tlumaczeniem nazwy niemieckiej. W wersji znanej obecnie gra faktycznie pochodzi z Niemiec, acz wywodzi sie z czasow niemalze basniowych, a i z bajkowego kraju - Indii. Znana i lubiana przede wszystkim w Europie i Stanach Zjednoczonych (grac w nia chcial nawet osiol ze Shreka ^.^), czy Chinczycy w ogole cos o niej wiedza?
Tak!
Gra ta po chinsku nazywa sie 飛行棋, czyli latajace pionki. Jest to zwiazane z nieco odmiennym wygladem planszy - ma ona ksztalt lotniska czy czegos takiego, a pionki niby maja udawac samoloty. W pierwowzorze nie uzywalo sie kostek do gry, tylko "kola fortuny" z szescioma cyferkami - co sie wykrecilo, to sie szlo. Reszta zasad pozostaje ta sama :)
Tak, tak... dzieckiem w kolebce kto grywal w chinczyka ten mlody pojedzie na Tajwan...
你們知不知道在波蘭文當中“飛行棋”叫做"中國人“? ^.^

:)

Wlasnie mi zjadlo bardzo, bardzo dlugiego posta. Pisalam o tym, jak dobrze, ze przyjechala juz moja Tajwanska Mlodsza Siostrzyczka, ze oddalam cudzych kursantow w wiekszosci, ze zycie wraca do normalnosci, ze lubie uczyc, ze zarazam bakcylem chinskiej grypy, ze swiat bylby piekniejszy z profesjonalnym czajnikiem utrzymujacym wlasciwa temperature wody przy parzeniu herbaty, ze kupowanie woka w Polsce to porazka, ze moj luby jest osiol, ze mi nie przyslal wlasnie tych sprzetow, ze...

No i wlasnie tyle z tego zostalo.

Nic to.

Zapraszam wszystkich na Dzien Tajwanu, ktory obchodzic bedziemy w najblizszy wtorek (17.11.2009) w Katedrze Bliskiego i Dalekiego Wschodu przy ulicy Gronostajowej (tzw. dupa swiata) w godzinach 11-18, a w ramach ktorego bedzie mozna cos zjesc, wypic herbate (parzona wlasnorecznie przeze mnie!) i posluchac o tym, jak cudowny jest Tajwan :)

I na tym skoncze, bo sie boje, ze z czystej zawisci blogger mi znowu zezre posta...

Monday, October 26, 2009

Uciekaj moje serce

Liryzm w najlepszym wydaniu, piosenka, ktora kocham. Przy ktorej placze, jesli spiewa ja Stanislaw Soyka, a od ktorej mam gesia skorke na calym ciele, jesli barowo chrypi ja Kasia Nosowska.

Jakos tak mi nostalgicznie...

PS. Te linki to specjalnie dla mojej Mamy z okazji imienin :)

Sunday, October 25, 2009

吐魯番的葡萄熟了 turpanskie winogrona juz dojrzaly

To tytul cudnej piosenki. Ja jestem w niej zakochana od dawna, kayka jest w niej zakochana od mniej dawna, a mam nadzieje, ze od dzis i wy staniecie sie jej fanami.

Turpan czyli po chinsku Tulufan 吐魯番, to kraina we wschodniej czesci Xinjiangu 新疆, tam, gdzie pogoda dobra, uprawia sie melony, bawelne i wlasnie winogrona. Jak na Xinjiang przystalo, od cholery tam Ujgurow (70% ludnosci), "prawdziwych" CHinczykow jest tam niecala 1/4 ludnosci! Dlatego tez i o milosci spiewa sie tam inaczej niz u Hanow...

Po pierwsze, imiona kochankow od razu pokazuja, ze chodzi o Ujgurow. Zarowno Karym (克里木), jak i hmmm... Aneczka (阿娜爾汗) to bardzo popularne w tamtych okolicach imiona. Dokladne tlumaczenie brzmienia "Anarhan" (wspomnianej Aneczki) to "Granat" - jesli sie tak nazywa dziewczyne to dlatego, ze jej plec jest delikatna, jesli juz barwiona, to rumiencami intensywnymi jak kolor krwi, a slodycz jej jest niepojeta...

Po drugie, oni sa romantyczni do potegi piecdziesiatej trzeciej i pol! To wino, ktore upaja serce dziewczyny i uczucie, ktore oplata ja jak bluszcz... Wlasnie tak trzeb kochac :)

Tutaj link do youtube.

克里木参军去到边哨

Karym zaciągnął się do wojska; wysłali go do straznicy przygranicznej

临行时种下了一棵葡萄

Tuz przed wyjazdem zasadzil jeden krzew winogron

果园的姑娘哟 - 阿娜尔罕哟

Ogrodniczka, och, slodka jak granat

精心培育这绿色的小苗

troskliwie opiekuje sie zielonymi pedami.

Ach!

引来了雪水把它浇灌

Nawadnia krzew roztopionym sniegiem

搭起那藤架让阳光照耀

I o tyczke oparla, by grzaly go promienie

葡萄根儿扎根在沃土

Winogrona ukorzeniaja sie w zyznej ziemi

长长蔓儿在心头缠绕

Dlugie pnacza owijaja sie wokol serca

长长的蔓儿在心头缠绕

Dlugie pnacza owijaja sie wokol serca.

葡萄园几度春风秋雨

Winogrona przetrwaly juz kilka razy wiosenne wiatry i jesienne deszcze

小苗儿已长得又壮又高

Male pedy juz wzrosly; sa bujne i wysokie

当枝头结满了果实的时候

a kiedy glazki wypelnily sie dojrzalymi owocami,

传来克里木立功的喜报

przyszly dobre wiesci o zwyciestwach Karyma

啊!

Ach!

姑娘啊 遥望着雪山哨卡

Dziewczyno, ach, wyczekujesz z dala sygnalu z osniezonych szczytow,

捎去了一串串甜美的葡萄

wysylasz don kisciami slodkie winogrona

吐鲁番的葡萄熟了

Turpanskie winogrona juz dojrzaly

阿娜尔罕的心儿醉了

A serce dziewczyny slodkiej jak granaty pijane jest szczesciem

阿娜尔罕的心儿醉了

Serce dziewczyny slodkiej jak granaty pijane jest szczesciem.

Saturday, October 24, 2009

kilka slow

Dzis, poltora roku po skonczeniu studiow, odebralam wreszcie dyplom - wraz z odpisami, suplementami, indeksem, dwoma zdjeciami, matura i innymi takimi. Fajne uczucie :) I Dyrektor Najwspanialszej Placowki Edukacyjnej smial sie ze mnie, ze mam takie niestosowne zdjecie. Bo mam nagie (och, ach!) ramiona. Tak. Chcialam miec niestosowne zdjecie na dyplomie :)
***
Dzis pracowalam od 8 rano do 8.15 wieczorem minus jazda z kampusu do centrum (pol godziny) i pozniej przejscie z IKu na japonistyke. Aha, jeszcze minus 10 minut na zapiekanke.
***
dialog z trenerem kungfu:
Trener: No, jak sie przeprowadzisz do Chin (co jest oczywiste, skoro tak dobrze mowie po chinsku), to koniecznie zamieszkaj u nas, w Szanghaju (on jest z Anhui, ale stara sie o tym zapomniec, bo od 30 lat panstwo mu placi za to, ze nalezy do kadry/trenuje kadre, wiec ma w Szanghaju i okolicy trzy domy - jeden zeby do pracy bylo blisko, drugi weekendowy i trzeci dal coruni).
Ja: nie lubie duzych miast, kto by chcial w takim mieszkac? Tam wszyscy sie spiesza.
T: Ale przeciez wszyscy chca mieszkac w Szanghaju!
N: (nie komentuje, tylko patrze na niego z politowaniem) No dobrze, ale nie bardzo moge wyjechac z kraju, tu mam rodzicow i w ogole...
T: tak, ja tez wole miec przy sobie corke. Ale twoi rodzice na pewno zrozumieja, ze bedziesz wolala mieszkac w Szanghaju, tak jak na przyklad moja corka.
N: twoja corka juz wyszla za maz?
T: nie, jeszcze nie.
N: a jak wyjdzie to co? dalej bedzie sie trzymac mamusi i tatusia?
T:no przeciez ma swoje mieszkanie.
N: a jesli sie zakocha w kims spoza Szanghaju?
T: (spojrzal na mnie z politowaniem; szanghajki ni zakochuja sie w golodupcach z prowincji - a dla nich prowincja to wszystko, co nie jest Szanghajem... no, moze poza Pekinem ;) ) to on sie przeprowadzi do Szanghaju.
N: dlaczego?!
T: bo przeciez WSZYSCY CHCA MIESZKAC W SZANGHAJU!!

Wednesday, October 14, 2009

tlumacze sie glupio i niestosownie

Tak. Nadal nie prowadze bloga w sposob odpowiedni (to znaczy z czestymi wpisami o rzeczach ciekawych, albo przynajmniej smiesznych). Na swoje wytlumaczenie moge co najwyzej powiedziec, ze jeszcze nigdy w zyciu tak nie zaiwanialam. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, ze gdyby ktos mnie chcial uwolnic od tego zaiwaniania, tobym jeszcze go pewnie pogryzla, bo ja uwielbiam tak zaiwaniac! Uczyc, tlumaczyc, oprowadzac...

A propos oprowadzania: ciekawostka.

Oprowadzam chinskie malzenstwo. Wchodzimy na wzgorze wawelskie, opowiadam o Wawelu, o polskich krolach, o niejednorodnej architekturze, bla bla bla. Pytam: chcecie wejsc do srodka? Chca wiedziec, co jest w srodku. Mowie. Chwila zastanowienia. "A ile kosztuje bilet?". Odpowiadam. Milczenie. "Nie, nie chcemy, idzmy dalej".
Prowadze Kanonicza, Grodzka, dochodzimy do kosciola Mariackiego. Opowiadam o oltarzu, historia zoltej cizemki itp. Pytanie: kupic bilety i wejdziemy poogladac? Chwila zastanowienia. "Nie, idzmy dalej". I tak w kolo Macieju... W koncu, indagowani, mowia, ze te bilety to drogie sa. Ze kto to widzial, bo u nich w *** wszystkie wazne obiekty to darmowe.
Skapitulowalam; przeciez, mimo mrozu siarczystego, mozemy swobodnie lazic po centrum i opowiadac o Bramie Florianskiej.
Pora obiadowa. Chce ich zabrac na jakis smaczny polski obiad. Zobaczyli ceny. Skonczylismy na kebabie (swoja droga, kebab strasznie podrozal!).

Jutro Wieliczka. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Moze odmowia wejscia ze wzgledu na cene biletow???

Thursday, October 8, 2009

wspomnienie lata







Bo dzis tez tak cieplo i slonecznie...



Monday, October 5, 2009

szczescie

nie jest mozliwe.

Sunday, October 4, 2009

......

chora jestem. Zadna nowosc, wiem. Ale tym razem jest do kitu, bo zaczelam juz dorosle zycie, a gorzej zawalac obowiazki niz po prostu zwagarowac z lekcji. I tak siedze, zaopiekowana przez Arcyprzebrzydle Wspollokatorki, pokasluje, pokichuje, generalna dupa.
Nie tak mialo byc.
A jeszcze dzis wlasnie jest Swieto Srodka Jesieni. Powinnam przegryzac ciasteczko ksiezycowe, lukajac na ksiezyc i myslec o bliskich-dalekich. Myslec sie nawet udaje, czasami nawet nie placze, ale ksiezyca na niebie brak i ciasteczek niet. Cholera by to wszystko wziela...

No dobrze. Z tych nielicznych pozytywow, ktore mi sie wydarzyly - Instytut Konfujusza mnie chce, kilku uczniow mnie chce i na razie nie musze szukac w Krakowie mieszkania. To dobrze, bo szukanie jest frustrujace. Zostaje w Krakowie - blisko do domu i do Przyjaciol; Planty, Wawel i Blonia; znajome miejsca, znajome twarze. Nie lubie podrozowac. Nie lubie nic zmieniac. Trwanie jest lepsze niz gonitwa.

Wbrew wszystkiemu, to nie samotnosc jest najgorsza. Niepewnosc wygrywa kazde starcie. Mieszkanie jedno- czy dwuosobowe? Wyjechac czy szukac dalej? A co, jesli...

Wlasnie tego czasu nienawidze, wlasnie ten czas chce skrocic, wlasnie dlatego popedzam MPBL ile wlezie. Zobaczymy...