blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-02-25

wyjazd do Chin

Z okazji trzydziestolecia programu stypendialnego Erasmus, blogerzy językowi i kulturowi postanowili napisać erasmusowe wpisy w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata. No i klops! Na Erasmusie nigdy nie byłam. Dawniej bowiem wyjazdy dotyczyły tylko krajów europejskich. Ostatnio się to zmieniło i również Chiny należą do państw partnerskich, ale ja już dawno nie jestem studentką i skorzystać nie zamierzam. O czym więc mogłabym napisać?
Również o wyjazdach. Nieerazmusowych, ale też stypendialnych. Do Chin, oczywiście. Dlaczego warto rzucić wszystko i przyjechać? Oczywiście - nie tylko na stypendium, ale dzięki stypendium to nie my za to wszystko płacimy ;)

1. Zanurzenie w języku.
Można być nawet najpilniejszym studentem i cały czas poświęcać na wkuwanie słówek i oglądanie chińskich seriali, ale prawda jest taka, że żywego chińskiego najszybciej nauczymy się w Chinach. Tu mała uwaga: jeśli planujesz zdobywanie szlifów w języku mandaryńskim, przyjrzyj się dobrze, w których częściach Chin nie jest on specjalnie popularny ani powszechny na ulicach.

2. Przygoda życia.
Choć podróżowanie jest coraz łatwiejsze i nawet Chiny nie wydają się już tak egzotyczne, jak parędziesiąt lat temu, z ręką na sercu muszę powiedzieć, że do dziś (a mieszkam tu już ładnych parę lat!) trafiają mi się tu przygody, od których spada mi szczęka. Po prostu tu jest zupełnie inaczej.

3. Wyjście ze strefy komfortu.
Próba życia w kompletnie innym miejscu, bez parasola ochronnego rodziny i przyjaciół, bez znajomości wszystkich kodów kulturowych i językowych - to właśnie wtedy masz szansę rozwoju. To nic, że czasem rozwój ten bywa mocno bolesny i jest opłacony gorzkimi łzami.

4. Ludzie!
Chińczyk w Polsce to zupełnie inny Chińczyk, niż ten w jego własnym kraju. Do dziś się uczę "właściwego" postępowania z tymi tak odmiennymi ludźmi. Kiedy jeszcze byłam na stypendium, czasem ich zupełnie odmienna logika doprowadzała mnie do rozpaczy... albo furii. Ale nic tak dobrze nie wpływa na samoświadomość, jak zrozumienie własnej inności i tego, że ten sam świat jest zupełnie różny, jeśli się go widzi różnymi oczami.

5. Kuchnia :)
Stali bywalcy wiedzą, że uwielbiam chińską kuchnię - ze szczególnym wskazaniem na yunnańską. I kantońską. I szanghajską. No dobra, lubię za dużo, żeby wymieniać wszystkie po kolei. Już noblistka Pearl S. Buck powiedziała, że ludzie zachodu jedzą, by żyć, a Chińczycy żyją, by jeść. Ja tam się pod tym względem chętnie podporządkowałam kulturze chińskiej. Choć może nie powinnam się chwalić tym, że jestem okropnym łasuchem...

Oczywiście, jest masa argumentów przeciw. Niewydolne chińskie szkolnictwo, smog (choć akurat w Kunmingu jest znacznie lepiej niż w Krakowie!) i inne zanieczyszczenia, wszechobecne charkanie na ulicach i palenie papierosów, tłumy Chińczyków, którzy tylko czekają, by Cię oszukać i wykorzystać, niezniszczalne karaluchy w akademikach i zwykłych mieszkaniach, cenzura internetu, kompletne nieprzestrzeganie zasad ruchu drogowego... Jasne. Bywa strasznie. Bywa męcząco. Bywa tak, że nawet upicie się perfumowaną chińską wódką wydaje się dobrą opcją. Codziennie. A jednak... Gdyby tu było tak strasznie, nie zostałabym tu już na stałe, prawda? Czasem właśnie stypendium jest możliwością, by odkryć, czego się naprawdę pragnie. Jak się okazało, ja pragnęłam właśnie Yunnanu, z jego herbatą, niezliczonymi grupami etnicznymi, ludowymi tańcami, opracowanymi kulinarnie chwastami, z jego niespiesznym tempem życia, błękitnym niebem, górskim słońcem i prawie tropikami. Z ludźmi zewsząd, którzy wybierają go na swój dom. Zupełnie jak ja.

A dlaczego warto wyjechać w inne miejsca świata?
Francja: FRANG.pl - Studia we Francji - czy to dobry pomysł?; Demain, viens avec tes parents! - Erasmus; Madou en France - Moje studia we Francji; Blog o Francji, Francuzach i j. francuskim - Francja, Erasmus i ja
Hiszpania: HIszpański na luzie - Gdzie wyjechać na Erasmusa do Hiszpanii?
Kirgistan: Kirgiski.pl - Erasmus w Niemczech a sprawa kirgiska
Szwecja: Szwecjoblog - Czego nauczył mnie Erasmus?

Jeśli podoba się Wam ta akcja i chcielibyście dorzucić swoją cegiełkę, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

2017-02-21

Albicja jedwabista

Ponieważ park przy Szmaragdowozielonym Jeziorze powstał był bardzo dawno temu, zachowało się tu sporo starych drzew. Jednym z nich jest ponad stuletnie drzewo jedwabne czyli albicja jedwabista, daleka kuzynka mimozy. Staruszka ta była mocno zgarbiona już za moim pierwszym pobytem w Kunmingu; teraz otoczono ją płotkiem i żywopłotem, by krnąbrnej młodzieży nie wpadały do głowy niecne pomysły ze wspinaczką itd.
Jest piękna, oczywiście, jak wszystkie stare drzewa. Ale zawsze, gdy widzę, jak o nią się tu dba, zastanawiam się przede wszystkim, dlaczego tak wrażliwi na piękno i historię kunmińczycy nie dbają o zabytki zbudowane ludzką ręką tak samo jak o te, które stworzyła natura?...