blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-09-25

Most Jiaosan 交三桥

Dziś blogerzy językowo-kulturowi w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata piszą o czarnych wołgach, ufoludkach i upiorach wychodzących z telewizorów. O legendach miejskich znaczy. Jako, że Chińczycy to naród dość zabobonny, a w dodatku fałszywe informacje rozprzestrzeniają się tu z prędkością światła, zwłaszcza te wywołujące dreszczyk grozy - i ja bez trudu znalazłam przykład. Nie jakieś nudne "jeśli zakochana para wejdzie razem na Zachodnie Góry, to się rozstanie", choć jest to bodaj najczęściej powtarzana przez młodzież bzdura legenda miejska Kunmingu. Dziś mam dla Was prawdziwie piękny smaczek.
Jest otóż w obrębie centrum Most Jiaosan czyli, w wolnym tłumaczeniu, Most Wymiany Trójki. Do nazwy zaraz wrócimy, bo też ciekawa. Przez ten most przejeżdżają wszystkie karawany w mieście, bez względu na to, czy im po drodze - przecież współczesny Kunming jest dość duży, a i cmentarzy w nim kilka, więc nie zawsze trasa przez nasz most jest najwygodniejsza. Dlaczego więc wszystkie karawany jadą akurat tamtędy?
źródło
W dawnym Kunmingu most ten zwał się trochę inaczej: Most Jiaosang 交丧桥 czyli dosłownie Most Wymiany Pogrzebu, a dokładniej: most wymiany konduktu pogrzebowego. Kiedy bowiem procesja pogrzebowa dotarła do tego mostu, ciężar przetransportowania nieboszczyka w pobliskie góry, gdzie znajdował się ówczesny kunmiński cmentarz, brali na siebie zawodowcy. Ponoć w tym miejscu nakładały się też trzy światy: niebo reprezentowane przez bogów i nieśmiertelnych, świat ludzi oraz ziemia reprezentowana przez duchy i inne złe siły. Chcąc odesłać duszę zmarłego, by nie błąkała się po naszym, ludzkim świecie, trzeba było przejść przez nasz most. Dlatego też panicznie obawiano się awarii samochodu czy, w dawnych czasach, lektyki przed przejściem przez Most Wymiany. Oznaczała ona, że duch nie ma najmniejszego zamiaru odchodzić...
Wracając do nazwy: ponieważ Chińczycy są przesądni, niechętnie wymawiają słowa związane z chorobami czy śmiercią. A że pogrzeb sang 丧 i cyfra trzy san 三 jest w dialekcie kunmińskim wymawiana identycznie (dla kunmińczyków zbitka "ng", czyli spółgłoska nosowa tylnojęzykowo-miękkopodniebienna, nie istnieje), chętnie zastąpiono pogrzeb trójką, by nazwa była mniej złowieszcza.
Okolice tego mostu działają chyba kunmińczykom na wyobraźnię, ponieważ doszukałam się i drugiej legendy na jego temat. Od zawsze chętnie budowały tu swe siedziby rozmaite banki. Dlaczego? Zgodnie z fengshui miasta, ta jego część to żywioł metalu. A skoro żywioł metalu, to znaczy, że żadna związana z forsą instytucja tutaj nie splajtuje. Faktycznie, dziś w okolicy są siedziby bodaj z sześciu banków oraz paru towarzystw ubezpieczeniowych i na razie nic nie zapowiada ich upadku ;)
Linki do wpisów pozostałych blogerów znajdziecie poniżej:
Irlandia: W Krainie Deszczowców - Irlandzkie legendy miejskie
Japonia: japonia-info.pl - Japońskie urban legends, cz. 3
Kirgistan: Enesaj.pl - Miejskie legendy od Stambułu do Barnaułu
Norwegia: Norwegolozka.com – Tajemniczy gość z Północy
Rosja: Daj Słowo - Tajemnice energii, czyli moskiewskie legendy miejskie
Szwajcaria: Szwajcarskie Blabliblu - Szwajcarskie legendy miejskie
Szwecja: Szwecjoblog - Szwedzkie legendy miejskie przyprawiające o dreszcze
Wielka Brytania: Język angielski dla każdego - Miejskie legendy w Anglii
Jeśli podoba Wam się akcja i chcielibyście do nas dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

2017-09-23

wołowina z pigwowcem

W jednej z moich ukochanych kunmińskich knajp, mieszącej się w dawnej księgarni założonej przez Li Gongpu, mam jedno jedyne danie, które ZAWSZE MUSZĘ zamówić. Obojętnie, ile dań poza tym wyląduje na stole, jakaś nieznana siła każe mi domówić jeszcze to. No, nie całkiem nieznana ta siła: po prostu łakomstwo.

Składniki:
  • chuda wołowina drobno pokrojona
  • drobno pokrojony pigwowiec
  • wąskie ostre papryki, czerwona i zielona, pokrojone w krążki
  • sól
  • mąka ziemniaczana
  • sos sojowy
Wykonanie:
  1. Wołowinę polać odrobiną sosu sojowego, posypać odrobiną mąki ziemniaczanej i dobrze wymieszać. Zostawić na minimum kwadrans. W tym czasie przygotować pigwowiec i paprykę.
  2. Rozgrzać tłuszcz, obsmażyć wołowinę i szybko dodać pigwowiec oraz paprykę; smażyć, aż wołowina będzie gotowa - nie wysmażona na rzemień, ale już nie surowa.
  3. Ewentualnie dosolić do smaku.
W polskiej tradycji z pigwowca można zrobić co najwyżej konfitury bądź nalewkę. W Yunnanie chętnie zakwasza się nim rosół na kurczaku oraz południowoyunnańskie dania mięsne. Jest bardzo twardy i kwaśnocierpki, dlatego niektórzy przed smażeniem go krótko obgotowują i odsączają; ja jednak uważam, że pozbawia go to charakteru, więc ten krok omijam.

2017-09-21

kariota parząca 董棕

Kiedyś, dawno temu, podczas zwiedzania Świątyni Yuantong, przyjaciółka zapytała mnie, co to za dziwaczne palmy:
Ponieważ botanik ze mnie jak z koziej d... trąbka, oczywiście nie umiałam udzielić odpowiedzi. Przyjaciółka spojrzała na mnie z wyrzutem i stwierdziła, że sądziła, że się lepiej znam na tym, co rośnie w Kunmingu.
Teraz już mam wytłumaczenie: kariota parząca, bo właśnie tak się nazywa ta dziwaczna palma, nie powinna rosnąć w Kunmingu, a raczej w Indiach i na Sri Lance. Jednak parędziesiąt lat temu Kunming zaczęto wysadzać co bardziej odpornymi na zimno gatunkami palm - i większość się przyjęła, choć rzadko owocują i raczej nie osiągają dużych gabarytów.
Kolejny gatunek zielska odhaczony. Zazwyczaj jednak przedstawiam zielska kulinarne. Hmmm... Właściwie tym razem nie czynię wyjątku, skoro młode pędy karioty można spożywać w sałatce, ze rdzenia pnia sporządza się mączkę sago, a z soku spuszczanego z pnia wyrabia się cukier, alkohol i ocet. :D