blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-08-25

YMCA

Dzisiejszy wpis jest częścią comiesięcznego projektu blogów językowych i kulturowych W 80 blogów dookoła świata. W tym miesiącu piszemy o przeszłości schowanej w artefaktach, architekturze i ludziach, którzy przeminęli - robocza nazwa projektu to "Było-minęło" i, powiem szczerze, kreatywność, z jaką nasi blogerzy podeszli do tematu, jest bardzo inspirująca.
Od początku wiedziałam, że napiszę o którymś kawałku Starego Kunmingu. Zburzone mury miejskie? Stara zabudowa zastąpiona domami z metalu i szkła? Niestety, w Kunmingu rzeczy i miejsc, które już nie wrócą, jest aż za dużo.
W 1913 roku powstał kunmiński oddział YMCA, mający propagować europejskie nauki i zwyczaje wraz z intensywnym nauczaniem języka angielskiego. A potem... długo, długo nic.
15 września 1931 roku w Kunmingu zaczęto budowę budynku dla YMCA. Budowę skończono, bagatela, w 1933 roku... a już dwa lata później z ulicy Dziesięciu Tysięcy Dzwonów przeniesiono siedzibę na ulicę nowego Dingu. Siedziba ciekawa architektonicznie - chińskie okna i drzwi opatrzono europejskimi framugami; z zewnątrz budynek jest zresztą bardzo europejski. Wnętrze też było europejsko-chińskie - boazeria przeplatana chińskimi drewnianymi przepierzeniami. To pomieszanie wynika zapewne z faktu, że projekt stworzyli wspólnie architekci z Chin, Niemiec, Francji i Anglii. Budynek od samego początku zaopatrzono w czytelnię, bawialnię, stołówkę i sale wykładowe, a także - co w owych czasach było luksusem - w łazienki. Najwyższe piętro zmieniono w akademik dla członków YMCA. Co ciekawe - gdy Latające Tygrysy przybyły do Kunmingu, zanim zorganizowano dla nich baraki przy lotnisku, zamieszkali oni właśnie tutaj. W latach '30 i '40 XX wieku gmach ten tętnił życiem - codziennie odbywały się tu rozmaite lekcje, wykłady i inne potańcówki; dziennie przewijało się tu około 300 ludzi, zarówno Chińczyków, jak i obcokrajowców. Ba! Nawet ówczesny Najważniejszy Człowiek Yunnanu - rządzący prowincją Smocza Chmura przybył ze dwa razy wziąć udział w tutejszych "activities". Jednym z tych wydarzeń była... wystawa znaczków pocztowych. W przeciwieństwie do większości mieszkańców Kunmingu Smocza Chmura pewnie wiedział, co to znaczek pocztowy, więc i wystawa mogła być dlań ciekawa...
Bodaj najsłynniejsze były rozmaite kursy dla chińskiej młodzieży płci obojga. Wysoki poziom nauczania przy jednoczesnym stosunkowo niskim czesnym, fantastycznej stołówce i pomocy materialnej dla ubogich uczniów - ech, nawet nie ma co tego porównywać z ówczesnymi chińskimi szkołami. W dodatku tematyka kursów była wszechstronna: od hobbystycznych typu kurs kuchni europejskiej czy tańca towarzyskiego aż po kurs języka angielskiego czy kurs dla sekretarek. Wśród nauczycieli najbardziej znani byli ci uczący również na Zachodnio-Południowym Połączonym Uniwersytecie, czyli kadra profesorska z Tianjinu i Pekinu. Tu ciekawostka rodzinna - na jednym z kursów kunmińskiego YMCA poznali się dziadkowie ZB. Jego babcia tam właśnie nauczyła się gotować europejskie potrawy. :)
W latach '50-'60 XX wieku znajdował się tu kunmiński "dom kultury" - czyli miejsce, w którym organizowano zajęcia dla dzieci i młodzieży. Zajęcia teatralne, taneczne, śpiew - w każde niedzielne przedpołudnie pod okiem doświadczonych nauczycieli dzieci się uczyły rozmaitych sztuk. Oczywiście gdy tylko zaczęła się Rewolucja Kulturalna, uznano takie miejsce za przeżytek wart zniszczenia. Całe szczęście czerwonogwardziści nie rozebrali budynku; niemniej jednak zniszczyli całkiem sporo. Za tamtych czasów budynek zmieniono w... szpital. Zwykli śmiertelnicy stracili prawo wstępu.
W następnych latach przestano się budynkiem interesować. Ten brak zainteresowania przełożył się na zmianę gmachu w wielki squat - pomieszkiwało tu nawet 200 ludzi naraz! Wprowadzali się przede wszystkim ludzie pozbawieni domów, które wyburzano na drodze Kunmingu do nowoczesności - czyli podczas budowy nowych, wielkich ulic w centrum. Na początku tacy mieszkańcy dostawali coś w rodzaju kart meldunkowych; później zaczęła obowiązywać zasada "kto pierwszy wykopie drzwi, ten zamieszka w pokoju za nimi". Ba, ci, którzy wprowadzili się wcześniej, "wynajmowali" atrakcyjne miejscówki tym, którzy przyszli później. Mieszkała tu cała społeczność czyścicieli butów, sprzedawców z koromysłami i drobnych handlarzy. Brak sensownego wejścia do budynku skutkował tym, że pijane wieprze załatwiały się po bramach i na dziedzińcu.
Od 2002 roku budynek znajduje się na liście zabytków chronionych przez państwo. Cóż jednak z tego? Mieszkańcy nie mieli przecież gdzie pójść. Długo trwało, nim wypleniono stąd nielegalnych mieszkańców.
A dziś? Dziedziniec zastawiony jest parasolami, królują tu małe knajpki... które na nieszczęście bardzo szybko upadają z racji obłędnie wysokiego czynszu. Na zewnątrz jest trochę lepiej, ale studia fotograficzne i salony sukien ślubnych też nie są wymarzoną zawartością tego wspaniałego budynku. Okoliczne stare drewniano-gliniane kunmińskie domy są systematycznie wyburzane. Zresztą, biorąc pod uwagę tempo degradacji tych domostw i fakt, że nikomu nie zależy na ich utrzymaniu choćby w celach turystycznych - może to i lepiej? Te, które jeszcze przetrwały, straszą przechodniów dziurami z każdej strony i wyglądają, jakby się zaraz miały rozsypać.
Dziś w całych Chinach siedzib YMCA jest tylko 10. Biorąc pod uwagę to, że kiedyś ich było 169, jest to malutko. Nic dziwnego, że w Kunmingu takiego nie ma. Została tylko siedziba. Mam nadzieję, że kiedyś znów stanie się ośrodkiem kultury dla kunmińskiej młodzieży.

Więcej zdjęć tutaj.

A tutaj wpisy innych blogerów:
Austria: Viennese breakfast - Było minęło – czasy CK
Finlandia: Suomika - Opisywanie przeszłości po fińsku
Francja: Demain viens avec tes parents - Było minęło - Les Années folles; Francuskie i inne notatki Niki - Było, minęło... Minitel - 30 lat francuskiego protoplasty internetu; FRANG - Było, minęło - 4 najbardziej (nie)zapomniane francuskie wynalazki
Gruzja: Gruzja okiem nieobiektywnym - Była sobie fabryka…
Hiszpania: Hiszpański na luzie - Hiszpańska przeszłość ciągle żywa: pesetas
Japonia: Japonia-info.pl - O-haguro - zwyczaj czernienia zębów
Kirgistan: Enesaj.pl - Dawne nazwy miast Azji Środkowej
Litwa: Na Litwie - 10 miejsc na Litwie, które zmieniły się niemal nie do poznania
Niemcy: Nauka Niemieckiego w Domu - Było, minęło kiedyś w Niemczech; Niemiecka Sofa - Było, minęło…
Norwegia: Norwegolożka: Dawno temu w północnej Norwegii
Rosja: Dagatlumaczy.pl - Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim - Dawne miary rosyjskie
Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym - Było-minęło… tureckie miasta kiedyś i dziś
Wielka Brytania: Angielska Herbata - Jak język angielski wyglądał tysiąc lat temu?; Angielski C2 - Było minęło - służba (Downton Abbey); Angielski dla każdego - 10 historycznych filmów o Wielkiej Brytanii; english-at-tea - Zamki w Wielkiej Brytanii, które muszę zobaczyć
Włochy: Studia, parla, ama - W 80 blogów - był lir, nie ma lira; Italia nel cuore - Co Napoleon ma wspólnego z włoską flagą?
Wielojęzyczne: uLANGUAGES - Jak wyglądała nauka języka w przeszłości?

Jeśli Wam się podobają nasze akcje i chcielibyście dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

2016-08-23

Stacja pomp - muzeum

O pierwszych kunmińskich wodociągach wspominałam już tutaj. Niedawno miałam okazję w końcu wejść do tego muzeum. Muzeum - dumna nazwa jak na dwie maleńkie salki, prawda? Salki obwieszone są zdjęciami ludzi, którzy tu pracowali, dokumentami z czasów, gdy wodociągi te jeszcze pracowały, a jedna z sal to ekspozycja:
Mnie w całym muzeum najbardziej - poza zdjęciami Starego Kunmingu - spodobał się publiczny kran z tamtych lat:
No i znów dołożyłam maleńki fragment do układanki "dlaczego kunmińczycy nienawidzą Japończyków?". W czasie II WŚ oczywiście zbombardowano miejsce, w którym uzdatniano wodę płynącą w wodociągach, niszcząc oczywiście nie tylko sam zakład, ale i domy zwykłych ludzi...

2016-08-21

Moich pierwszych siedem prac

Jestem ostatnio taka zajoasiowana, że nie wiem, co słychać w internetach. Sprawdzam znaczy się fejsa i pocztę, obejrzę przysypiając jakiś serial i tyle. Ale tej gratki nie mogłam przepuścić! Przypomnieć sobie moich pierwszych siedem sposobów zarabiania pieniędzy!!! Cudne ćwiczenie dla pamięci :D Dzięki, Skylar!

#myfirst7jobs

1) Moją pierwszą pracą było dawanie korków z polskiego i matematyki. Niestety, praca ta była zazwyczaj wolontariatem, choć znaleźli się i przyzwoici koledzy/koleżanki, którzy w zamian za wlewanie oleju do głów przynajmniej zaprosili mnie na jakieś ciacho czy coś. Większość uważała za mój psi obowiązek pomaganie im, a dobrego słowa o mnie za plecami nie rzekli. Ta praca nauczyła mnie, że za pracę należy wymagać opłat - nawet jeśli się ją lubi - ponieważ inaczej inni sobie jej nie szanują.

2) Pierwsze pieniądze zarobiłam pakując drożdże winne w proszku. Za wypłatę kupiłam sobie na targu w Kielcach dżinsowe wiązane sandałki na wysokim obcasie, które służyły mi prawie dwadzieścia lat. :)

3) Po maturze pojechałam na kilka dni ze znajomym gitarzystą na jakieś targi roślin doniczkowych czy czegoś takiego do Pszczyny. Robiłam za wokalistkę i konferansjerkę. Zarobiłam niewiele, ale za to dostałam gratis kilka kwiatków doniczkowych ;)

4) Na studiach śpiewałam za pieniądze od pierwszego roku. Bezpłatnie nie śpiewałam, bo potrzebowałam sobie dorobić - na pierwszym roku Rodzice nie śmierdzieli groszem, a mnie po opłaceniu miejsca w pokoju na stancji i biletu miesięcznego zostawało tak niewiele, że na cokolwiek poza tanim jedzeniem musiałam sobie dorobić.

5) Przez całe studia ciężko pracowałam, żeby mieć dobre oceny. Zapłatą było stypendium naukowe. Za nie kupiłam sobie rower, dzięki któremu mogłam później przyoszczędzić na bilecie miesięcznym :D

6) Jako wolontariuszka uwielbiałam pracować w bibliotekach. Przytrafiły mi się dwie: ta na muzykologii oraz parę lat później ta w Instytucie Konfucjusza. Na zawsze pozostanie to praca moich marzeń :)

7) Na Tajwanie zarobiłam raz jako... tańcząca modelka z Europy na otwarciu jakiegoś domu wczasowego czy innego hotelu :D

Podsumowując: miałam zakręconą młodość i rzucałam się na dziwaczne prace jak w największą przygodę - dzięki temu mam co wspominać. Będę kiedyś z rozrzewnieniem opowiadać o tym wszystkim Joasi :)