blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2009-02-05

zarzynanie swini 殺豬

Dla mnie, miastowej, to wielka atrakcja. Wprawdzie nie widzialam samego zabijania, ale bylam przy dzieleniu miesa. Co bardziej drastyczne zdjecia pomijam, bo wiem, ze niektorzy reaguja alergicznie na barbarzynstwo... Ja nie zostane wegetarianka, lubie mieso i fakt, ze najpierw trzeba zabic nie napawa mnie ani obrzydzeniem, ani przerazeniem. A poza tym - naprawde musialam o tym napisac. Dlaczego? Bo zabijanie swini przed nowym rokiem to tradycja. Swinia to bogactwo. Zabicie swini ma zapewnic dobrobyt wszystkim czlonkom rodziny. Poza tym - jak w sylwestra, tak przez caly rok - a przeciez chcemy, zeby zawsze bylo duzo zarcia :)
Kilka rzeczy, na ktore zwrocilam uwage: mistrz ceremonii jako bonus otrzymal mozliwosc wypicia swiezej krwi tuz spod serca:
Reszta krwi zostala zebranai przyrzadzona; podaje sie ja w kostkach, jak tofu, i jest uwazana za przysmak. Poza tym wedle zasad chinskiej medycyny, to co jesz pomaga na to, co boli. Czyli osoby z choroba wiencowa beda pily krew i konsumowaly serce, a kazdy moczymorda bedzie sie zazeral watrobka.
Widok psa lizacego ziemie czerwona od krwi nikogo nie moze ani zdziwic, ani przerazic. Za to zerujace w resztkach kury byly dla mnie nie do przejscia...
Oczywiscie, nic nie moze sie zmarnowac. Kilka dni pozniej moglismy juz sprobowac kielbas, czyli miesa, jajek i przypraw wepchnietych w oczyszczone wczesniej flaki :P
Cala swinia zostala rozparcelowana po blizszej i dalszej rodzinie. My otrzymalismy taki kawalek:
A reszta zostala zapakowana do koszykow i porozwozona :)

Godzine pozniej juz jedlismy wieprzowine. Nie potrzebowala zadnych przypraw; obojetnie, czy gotowana, czy smazona, czy pieczona - wystarczyla odrobina soli. Smak swiezego miesa... To jak mi smakowalo niech bedzie dowodem na to, ze jestem drapieznikiem. Nie zycze sobie ewolucji. Chce miesa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.