blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2007-08-20

Chińskie walentynki 七夕

Dziś szczęśliwa data: 07.07.07 i w dodatku siódmy dzień tygodnia.
Nie. Nie zwariowałam. Bierzemy pod uwagę chiński kalendarz księżycowy  - i wypada nam właśnie ta śmieszna data. 七夕 czyli Wieczór Siódemkowy to ładna tradycja i romantyczna opowieść (wersji jest oczywiście wiele).
Pasterz 牛郎 natknął się na siedem sióstr - wróżek czy też boginek - kąpiących się w jeziorze. Niepostrzeżenie zwinął im ciuchy (a to łobuz!) i czekał na reakcję. Siostry, gdy się kapnęły, że coś nie teges, wybrały najmłodszą i najładniejszą Prząśniczkę 織女, by wynegocjowała zwrot ubrań. Udało jej się, ale ponieważ Pasterz zobaczył Ją nago, musiała się zgodzić za niego wyjść (ja to bym prędzej w mordę takiemu dała niż za niego wyszła, ale ja jestem wyzwoloną kobietą Zachodu, a nie posłuszną tradycji Chinką...). Tworzyli zgrane małżeństwo, ale bogowie są rasistami - nie spodobało im się małżeństwo boginki ze śmiertelnikiem. Za pomocą spinki do włosów Bogini przecięła niebo, z którego popłynęła rzeka, rozdzielająca kochanków na zawsze. I tak Prząśniczka na jednym brzegu siedzi i przędzie, a na drugim brzegu Pasterz za nią tęskni i opiekuje się ich dwójką dzieci. Raz w roku mają się jednak szansę spotkać. Siódmego dnia siódmego miesiąca księżycowego wszystkie sroki świata tworzą dla nich na niebie most.
Dlaczego jednak ten wieczór jest tak ważny dla mnie? Otóż, jeśli wierzyć legendom, Prząśniczka pomaga w zdobyciu dobrego męża, a o to przecież wcale nie jest tak łatwo! Tonący brzytwy się chwyta, więc ja też się postarałam. Tradycyjnie tego dnia Chinki pokazywały, że się nadają na żonę: wyszywały, gotowały itd., a faceci mogli ocenić ich przydatność ;) Cóż. Szyć nie umiem i nie zamierzam, ale zrobiłam sałatkę owocową żeby ktoś mnie wreszcie, do jasnej cholery, zauważył...
Nie jestem jednak aż tak zdesperowana, żeby efekty pracy zmarnować. Jeśli sałatka nie zniknie tajemniczym sposobem w ciągu godziny na rzecz ewentualnego przyszłego, zjem ją sama. :P

PS. Dziewczyny, to działa!! Ledwo zapisałam ten wpis, dostałam serię SMSów sugerujących, że mnie ktoś jednak zauważył. Nie musiałam się nawet uczyć wyszywać!! Wystarczyło, że jestem piękna :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.