blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-09-25

huoguo grzybowe z Yimen 易門的野生菌火鍋

Z okazji braku okazji (to są najlepsze okazje!) pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę do Yimen. O samym mieście i wycieczce jeszcze napiszę, ale najważniejsza była, jest i będzie kwestia kulinarna. Bo widzicie, tutaj każde miejsce specjalizuje się w jakimś żarciu. Yimen specjalizuje się w grzybach. W ogóle Yunnan jest grzybowy - rośnie tu osiemset gatunków grzybów, z czego przynajmniej część jest endemiczna. Grzyby są częstym podarkiem dla nieyunnańskich gości, a ja właśnie dziś znowu gotuję grzybową na prawdziwkach...
Wracając do rzeczy: grzyby. Jakie? Po pierwsze: niehodowlane. To bardzo ważna rzecz, bo Chińczycy w większości jedzą hodowlane. Cóż, z tym jest problem. Część jest znana, część nawet występuje w Polsce, a większość ma łacińskie nazwy. Jednak niektóre występują tylko w Yunnanie, a w dodatku mają lokalne nazwy, których nawet w internecie się nie da spokojnie wyguglać... Tak jest na przykład z ulubionym przez nas "grzybem miedzianozielonym" - 銅綠菌. Inne zaś mają się dobrze i w Polsce - z tym, że nigdy ich w Polsce nie jadłam. Tak jest choćby z przepysznym, jak sama nazwa wskazuje, mleczajem smacznym czy z kępkowcem jasnobrązowym. Inne zaś od zawsze uwielbiam, jak kurki. A jeszcze inne w Polsce występują, ale w zasadzie się ich nie jada, że niby niesmaczne, jak jest z "czarną tygrysią łapą", czyli z sarniakiem dachówkowatym. Są też bliscy krewni naszych grzybów, jak dwupierścieniak z rodziny gąskowatych.
Tych właśnie sześć rodzajów grzybów zamówiliśmy, by wrzucić je do gorącego kociołka. Gorący kociołek zaś był wypełniony gęsim rosołem, doprawionym jagodami kolcowoju chińskiego oraz żożobą.
Po kwadransie można już było jeść grzyby, bo w większości są to odmiany, które i na surowo nie szkodzą, a te, które potrzebują obróbki termicznej pokrojono na tak cienkie plasterki, że po kwadransie były już dawno ugotowane. Najlepiej jednak zostawić część grzybów, by się powoli gotowały - smak i zapach takiej zupy grzybowej jest wprost olśniewający!...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.