blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-08-22

Parzenie Wiosny Malachitowego Ślimaczka

Ktoś mnie kiedyś zapytał, jakie są kroki właściwego parzenia zielonej herbaty. Kiedy pracowałam jeszcze w kunmińskiej herbaciarni, musiałam się nauczyć na pamięć poetyckiego opracowania podstawowych gestów tradycyjnej ceremonii herbacianej, chętnie się podzielę. Ponieważ u nas najpopularniejsza była herbata wymieniona w tytule, to właśnie jej parzenie pokażę.
1. 焚香通灵 - Zapalić trociczkę, by porozumieć się z duchami (zapalenie trociczki)
2. 仙子沐浴 - Kąpiel Wróżki (wyparzenie utensyliów)
3. 玉壶含烟 - Dym w Jadeitowym Czajniczku (odczekanie, aż woda trochę ostygnie)
4. 碧螺亮相 - Malachitowyowy Ślimaczek Pozuje (podziwianie liści herbaty na sucho)
5. 雨涨秋池 - Deszcz Rozdyma Jesienne Jezioro (nalanie wody do naczynia)
6. 飞雪沉江 - Płatki Śniegu Topią Się w Rzece (wsypanie herbaty)
7. 春染碧水 - Wiosna Barwi Wodę Malachitowo (podziwianie koloru naparu)
8. 绿云飘香 - Piękny Aromat Dryfującej Zielonej Chmury (wąchanie naparu)
9. 初尝玉液 - Pierwsze Spróbowanie Płynnego Nefrytu (pierwszy łyk herbaty)
10. 再啜琼浆 - Ponowne Sączenie Jadeitowego Serum (drugi łyk herbaty)
11. 三品醒醐 - Trzeci Łyk Budzi Najczystszą Esencję (trzeci łyk - najwspanialszy smak)
12. 神游三山 - Mentalny Spacer Po Trzech Górach (rozsmakowanie się i przywołanie wspomnień)

Ja na przykład zwykle pomijam palenie trociczki, bo wolę wdychać herbaciany aromat. Dym w czajniczku to nic innego, tylko odczekanie, aż woda przestanie intensywnie parować, czyli temperatura opadnie. Parząc herbaty zielone, rzadko się skupiam na podziwianiu koloru naparu, bo, jak to mówi moja Mama, herbata zielona ma kolor kociego moczu, więc nie bardzo jest się czym napawać - faktycznie, napar herbaty zielonej nie jest tak widowiskowy, jak napar puerowy czy z herbaty czarnej.
Oczywiście potem można dobrą zieloną herbatę parzyć jeszcze wielokrotnie, za każdym razem dbając o to, by w czajniczku/kubeczku/gaiwanie/wysokiej szklance liście cały czas były przykryte wodą. Niby można za każdym razem liście dokładnie odcedzać - i robię tak, jeśli parzę ceremonialnie dla paru osób. Jednak gdy piję herbatę sama (a zdarza się to często, bo dobrze zaparzona zielona herbata jest dla ZB zbyt delikatna), zostawiam zawsze zakryte liście, dzięki czemu kolejne parzenia mają dużo bogatszy smak.
Tradycyjnie się tego nie robi, ale ja jeszcze wyciągam liście i patrzę na nie po zaparzeniu. Wtedy widać na przykład bardzo wyraźnie, czy herbata faktycznie składa się z jednego pędu i jednego liścia.
Cóż, nasz biluochun składa się z pojedynczych liści jak i z całych gałązek. Nie spełnia kryteriów. Spójrzcie jednak na delikatne białe "włoski", którymi pokryte jest wnętrze liścia. Świadczą o tym, że herbaty nie zrobiono ze starych, ohydnych liści, tylko z młodziutkich i świeżych. W dodatku nie zniszczyło ich przygotowywanie herbaty - jej prażenie i suszenie. Dlatego właśnie, choć różni się zasadniczo od Prawdziwej Wiosny Malachitowego Ślimaczka, yunnański tani "biluochun" pozostaje jednym z moich ulubieńców herbacianych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.