blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2022-01-04

白沙壁画 malarstwo ścienne z Baisha

Już wtedy, gdy dynastia Ming władała Chinami, a Yunnan był jeszcze zamieszały głównie przez nie-Hanów, lud Naxi uznał, że o ile papier czy materiał mogą spłonąć, o tyle ściana jest całkiem trwałym materiałem. Dlatego przez następnych circa trzysta lat rzeczy ważne, czyli wizerunki bóstw i - mówiąc szerzej - obrazy religijne malowali Naxi na ścianach. Dawniej tych malunków były tu tysiące. Do dziś dotrwało kilkaset, przy czym lwia część znajduje się w Baisha. Poza tematami stricte religijnymi znajdziemy tu piękne rośliny czy zwierzęta, doskonale ukazujące malarski kunszt twórców. Kim oni byli? Och, to ciekawostka na skalę światową: ich dzieła pokazują bardzo różnorodne wpływy - tu element mocno chiński, tam tybetański drobiazg, jeszcze gdzieś indziej bajska forma, a wszystko okraszone mocno naxijskimi elementami sztuki dongba. Nie są ani całkowicie buddyjskie, ani tybetańskie, ani taoistyczne. Łączą tyle kultur, religii i stylów w sztuce, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pooglądać je można w kompleksie, który dla ułatwienia nazywa się właśnie baishańskimi malunkami. Niby są to świątynie, ale... Hmmm. Zobaczcie sami.

Tam było KOMPLETNIE PUSTO. Wspominałam już, że Baisha powoli zmienia się w Lijiang: coraz więcej sklepów oferuje pamiątki, stroje ludowe czy też po prostu kawę i miejsce do spania dla przyjezdnych, coraz mniej tubylców wędruje po starych ulicach. Świątynia stała się wydmuszką; jest pięknie położona i zadbana, ale - już nie żyje. 

 W środku oczywiście nie wolno robić zdjęć. Jest to o tyle rozczarowujące, że w tym ogromnym centrum malarstwa ściennego nie są dostępne żadne reprodukcje, ani w formie pocztówek, ani w formie albumu. Będąc na miejscu, można się im dobrze przyjrzeć - ale tylko ogromnym reprodukcjom na płótnie, a nie oryginałom. Te drugie schowane są w ciemnych salach, do których dostać się można (być może chwilowo?) tylko jeśli burkliwy strażnik będzie miał akurat dobry humor. Nie bardzo jest co oglądać, szczerze mówiąc. Renowacja jest prowadzona niechlujnie, bez pomysłu i chyba bez fachowej wiedzy. Wygląda to dużo gorzej niż w Shaxi

Cóż. Połaziłam. Poczytałam trochę o przedstawionych bóstwach, tak innych od tych, do których przywykłam. Pozachwycałam się jesienią w przyświątynnym ogrodzie... Ale wrócić tam chyba nie mam po co. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.