blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2022-01-24

siedmiogwiezdna peleryna 七星披肩

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.  

Tym razem nie miałam okazji oglądać z bliska przepięknych strojów naxijskich kobiet, jednak natrafiłam na piękną legendę, która o nich opowiada - a konkretnie o tym, jak to się stało, że kobiety Naxi mają na grzbietach siedem gwiazd. 

Dawno, dawno temu dzisiejszy Lijiang był pięknym jeziorem otoczonym górami i lasami, a także rozległymi pastwiskami. Ludzie żyli u stóp gór, na brzegu jeziora i pracowali w trudzie i znoju - łowili ryby, uprawiali ziemię, hodowali bydło i polowali, by żyć. Jednak razu pewnego zdarzyło się nieszczęście: zjawił się demon suszy i wypuścił na niebo osiem dodatkowych ognistych słońc, by wypaliła ziemię na nic. Z dziewięcioma słońcami nie było łatwo - gdy jedno zachodziło, wschodziło drugie, jak wielka słoneczna karuzela. Nie było już nocy, zawsze był dzień, a w dodatku tych osiem ognistych słońc posyłało na ziemię promienie tak gorące, że nawet kamienie dymiły. Ludzie chowali się po domach i pocili niemiłosiernie, ale nie to było najgorsze. Najgorsze, że już niedługo powysychały wszystkie zboża, drzewa i krzewy wraz z najbardziej niegdyś wartkimi górskimi strumieniami. Już i z jeziora została ledwie błotnista kałuża; niedługo umrą z pragnienia zarówno ludzie, jak i zwierzęta. 

Wtedy Ingu, wioskowa piękność, postanowiła ruszyć het, do morza i błagać Smoczego Króla o pomoc w poskromieniu demona suszy. A że była Ingu nie tylko piękna, ale również dobrze zbudowana, odważna i robotna, we wszystkich mieszkańców wstąpiła nadzieja. Przed wyruszeniem w podróż Ingu złapała, ile tylko mogła, umierające z pragnienia ptactwo wodne i z piór nieszczęsnych ptaków uszyła sobie piękną, kolorową pelerynę, która miała chronić ją przed słońcami. Zarzuciła ją na ramiona i ruszyła w drogę. Przeszła dziewięćdziesiąt dziewięć gór, siedemdziesiąt siedem dolin, przekroczyła trzydzieści trzy rzeki i w końcu stanęła na brzegu morza. Jak jednak znaleźć Króla Smoków? Brodząc w płytkiej wodzie zaśpiewała Ingu rzewną pieśń o tym, jak to przybył demon suszy i stał się przyczyną nieszczęścia nie tylko wszystkich ludzi, ale i całej natury. Chodziła tak Ingu brzegiem morza i śpiewała pieśń, a była ona tak piękna, że nawet fale przestały gniewnie rozbijać się o brzeg i słuchały głosu Ingu. Po jakimś czasie przy boku dziewczyny zjawił się młodzieniec przystojny jak bóg; był to trzeci syn Smoczego Króla, który właśnie dziś wypłynął był z Kryształowego Pałacu pofiglować w morzu. Usłyszawszy jednak piękną pieśń, postanowił sprawdzić, kto tak śpiewa. Zarówno głos, jak i piękno Ingu urzekły go tak, że zapragnął jej pomóc; prawdę rzekłszy nie tylko pomóc, ale również mieć ją na zawsze dla siebie. Podarował jej magiczny pierścień, dzięki któremu mogła oddychać pod wodą i powiódł dziewczę do pałacu na dnie mórz. Smoczego Króla bardzo ucieszyło, że trzeci syn pragnie się ustatkować i w dodatku że znalazł sobie tak piękną dziewczynę. Już-już chciał urządzić wesele, jednak Ingu padła mu do nóg... a może raczej do nóg tronu i znów błagała o pomoc: Smoczy Królu, uratuj mój lud i dopiero wtedy będzie czas na wesele. Smoczy Król od dawna chciał wyrównać rachunki z zaprzysięgłym wrogiem, demonem suszy. Podarował więc trzeciemu synowi Nefrytowy Konkokt Tysiąca Mil i wysłał go, by ten zgładził demona i pomógł ludziom. 

Ingu objęła trzeciego syna za szyję, zamknęła oczy... Świst! I gdy je otworzyła, stała już w rodzinnej wiosce. A trzeci syn nie próżnował: przywołał churzyska i sprowadził deszcz, który nie tyle padał, ile wylewał się jak z chochli na spękaną ziemię. Umierający z pragnienia ludzie wychodzili z domów i pieśnią i tańcem dziękowali smoczemu synowi za łaskawość. Demon suszy prawie spłonął z gniewu; zaraz też wymyślił sposób na pozbycie się trzeciego syna. Niby wyzwał go na pojedynek i wyciągnął ku niemu ogniste łapska, by go pochwycić. Smoczy książę wypluł falę wielkiej wody, celując w przeciwnika, a przerażony demon suszy zwiał ile sił w nogach. Książę pognał za nim, nie wiedząc, że to podstęp i wpadł do głębokiej jamy przygotowanej przez demona. Daremnie próbował się wydostać, wyjścia pilnowały bowiem przywołane przez demona słoń i lew. Ingu, zobaczywszy jak trzeci książę spada do dziury, zebrała się w sobie i, narzuciwszy pelerynę z piór, rzuciła się do walki z demonem. Walczyli dziewięć dni i dziewięć nocy, aż w końcu Ingu, spragniona i wysuszona na wiór, padła na ziemię bez ducha, by już nigdy nie powstać. 

Z dala beznadziejną walkę obserwował dobry wojowniczy duch Sanduo. Zlitował się nad ludźmi i wysłał Śnieżnego Smoka, by ten pokonał demona suszy. A Śnieżny Smok poszybował po niebie i jedno za drugim połknął osiem ognistych słońc. Gdy wychłódły w jego brzuchu, wypluł je z powrotem na ziemię, wszystkie z wyjątkiem jednego, które po wychłodzeniu zostawił na niebie jako księżyc. Gdy już dał radę słońcom, schwytał demona suszy i tak go ścisnął, że nędznik już nigdy nie dał rady wrócić. Dokonawszy tych mężnych czynów, Śnieżny Smok postanowił zostać już między ludźmi i pilnować, by demon suszy nigdy już nie wyściubił nosa ze smoczych splotów i odtąd trzyma smok pieczę nad Lijiangiem i okolicą jako pasmo Gór Nefrytowego Smoka*. 

Wtedy to właśnie do uszu biednego trzeciego syna Smoczego Króla dotarła wieść o śmierci i upadku ukochanej Ingu. Mocą rozpaczy wychynął z jamy i pokonał swych strażników, Słonia i Lwa, którzy także zmienili się w góry**. Dziura, z której wyskoczył, stała się wówczas zdrojem czystym i jasnym. Jego wody to właśnie lijiański Staw Czarnego Smoka. Tak oto trzeci smoczy książę już na zawsze pozostał przy ukochanej Ingu. 

A dobry Sanduo wziął siedem słońc, wyplutych przez Śnieżnego Smoka, zmienił je w okrągłe gwiazdy i inkrustował nimi wzorzystą pelerynę z piór, którą pozostawiła po sobie Ingu. Odtąd kobiety Naxi na pamiątkę dzielnej Ingu, która ocaliła Lijiang i wszystkich tutejszych ludzi, noszą peleryny ozdobione siedmioma gwiazdami. 

Ciekawostką jest, że choć Naxi nazywają to ubranie siedmiogwiezdną peleryną, to Chińczycy Han wybrali dla tego stroju inną nazwę, związaną mocniej z chińską kulturą. O tym jednak kiedy indziej.

*O Górach Nefrytowego Smoka istnieje w okolicy Lijiangu wiele legend, jedną już zresztą kiedyś przytaczałam

**O lijiańskiej Górze Słoniowej już kiedyś pisałam.

Tutaj znajdziecie ciekawostki o rękawach kimona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.