blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2022-01-22

Wąwóz Skaczącego Tygrysa III 虎跳峡

Po wypoczynku u Tiny nie chciało nam się dłużej siedzieć na kawie. Niestety, wszechobecny pył i hałas uczyniły to miejsce mało sympatycznym. Zostawiliśmy więc tylko bagaże i ruszyliśmy do rzeki. Ta część trasy jest bardzo ucywilizowana - drabiny, łańcuchy, kosze na śmieci, sklepiki z wodą. Można nawet wynająć lektykę, jeśli się komuś nie chce męczyć nóżek. Umarłabym chyba ze strachu, gdyby mnie ktoś znosił w lektyce... Niestety, bilet wstępu nie obejmuje już tych wszystkich atrakcji, a to oznacza, że przy każdym straganie zostaniemy naciągnięci na kolejnych kilkanaście yuanów. Dopiero później dowiedziałam się, dlaczego. Otóż tę ścieżkę utrzymują w jakim-takim stanie okoliczni wieśniacy. To oni tu sprzątają po hordach turystów, dbają o to, żeby dróżka była przechodnia i tak dalej. Robią to na własny koszt. Za to właśnie trzeba zapłacić. 

Wspomniałam o hordach turystów. Tak, te autokary wypchane po brzegi turystami podjeżdżają właśnie tutaj i tutaj robią szybką wycieczkę do tygrysiego głazu. Dlatego tutaj już często napotykaliśmy ludzi, ku mojemu wielkiemu żalowi.

Ten odcinek to tzw. środkowy skok tygrysa i tutaj właśnie kończy się typowy treking. Jeśli jednak ktoś ma wyjątkowo dużo czasu i samozaparcia, może iść dalej, w stronę dolnego skoku tygrysa, Orzechowej Doliny i na przykład po to, by zrobić treking zboczem gór Haba. My jednak wsiadłyśmy już w autokar i ruszyłyśmy w stronę Lijiangu, do którego dotarłyśmy akurat na kolację.
I to już koniec mojej lijiańskiej przygody. Odpoczęłam od ZB i Tajfuniątka, pooddychałam innym powietrzem, troszkę więcej kumam, jeśli chodzi o kulturę i historię Naxi, a podczas samego trekingu uśmiech niemal nie schodził mi z twarzy. Trochę gorzej wypadła wycieczka pod względem hmmm międzyludzkim, no ale - po pierwsze, nie można mieć wszystkiego, a po drugie - po raz kolejny dowiodło to faktu, że najlepiej poznaje się drugiego człowieka właśnie w trakcie podróży. I choć utrata złudzeń bywa bolesna, to jednak warto wiedzieć, jak jest naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.