blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-06-04

okra na pikantnie

Bardzo rzadko chodzę do knajp, żeby się po prostu najeść. Najczęściej wizyta w dobrej knajpie kończy się burzą mózgów, jak knajpiane pomysły przenieść na grunt domowy. Jeśli tylko danie nie jest zbyt skomplikowane i nie ma zbyt dużej ilości składników, próbuję je przyrządzić w bardzo niedużym odstępie czasu od knajpianej wizyty, kiedy jeszcze pamiętam smak. Okropny zwyczaj robienia zdjęć jedzeniu wszedł mi już w nawyk. Z tym, że ja to robię nie po to, żeby się poasić na fejsie, a żeby ukraść pomysł kucharzowi...
Czasem tylko i wyłącznie dzięki knajpom poznaję nowe zioła czy warzywa, o sposobach przyrządzenia nawet nie wspominając.
Jednym z takich odkryć jest okra. Sama w sobie to mi nawet nieszczególnie smakowała, gdy się z nią zetknęłam po raz pierwszy. Ale ostatnia wizyta w knajpie Simao (to taki rejon w Yunnanie słynący z pysznej kuchni) udowodniła mi, że da się to śluzowate warzywo przyrządzić tak, by była przepyszna.

Składniki:
  • spora garść okry
  • pomidor
  • czosnek po uważaniu
  • garść suszonej papryki - nie powinna być bardzo ostra, lepiej - intensywnie pachnąca

Wykonanie:
  1. Okrę posiekać w plasterki. Można zblanszować.
  2. Z pomidora zdjąć skórę i posiekać dość drobno.
  3. Czosnek poplasterkować.
  4. Niedbale połamać/poszatkować suszoną paprykę
  5. Na gorący olej wrzucić czosnek i paprykę, jak zapachną - dodać okrę i pomidory. Smażyć mieszając aż do uzyskania pożądanej chrupkości okry.

Pamiętajcie, że okrę można jeść na surowo, pomidory też, więc nie trzeba ich długo smażyć. Smażenie ma na celu poprawę konsystencji okry, a nie zniesurowienie.

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam okrę, a dzięki Tobie dowiedziałam się, jak się nazywa! Bo dla mnie to było do tej pory "to zielone kosmate miękkie coś" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Ja się dowiedziałam, jak się to-to nazywa dopiero od kelnerki ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. A dla mnie to był od zawsze piżman. Podoba mi się jeszcze jego inna nazwa:lady's fingers. Człowiek się całe życie uczy i odkrywa - jak pan Jourdain - że mówi prozą ;))

      Usuń
    4. mnie za mało pachnie piżmem, żeby był piżmianem ;)

      Usuń
  2. Spróbuj kiedyś w wersji wiosenno-polskiej: małe okry gotowane w całości na parze, z koperkiem i odrobiną masła. Mmmm!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. małe okry gotowane w całości na parze plus masło. Kropka.

      Usuń
    2. Z koperkiem. Polskim. Takim, który pachnie koperkiem, a nie koperkiem-i-anyżem ;)

      Usuń
  3. Jak ja dawno nie jadłam okry... Pewnie dlatego, że u nas trochę trudno ją dostać, zwłaszcza świeżą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słyszałam, że w Polsce jest głównie w słoikach. Strasznie się cieszę, że nasze targi są tak dobrze zaopatrzone :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.