Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kambodża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kambodża. Pokaż wszystkie posty

2022-01-29

Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę

Jeśli zobaczę jeszcze jeden... trzykropek, to się... porzygam.

Uff. Tak, ulżyło mi. I wiem, że to złośliwe, ale kurczę, piekarz nie robi stołów, szewc nie robi sera, a ktoś, kto nie umie pisać, zatrudnia naprawdę dobrego redaktora, jeśli już koniecznie musi wydać książkę.

Uff raz jeszcze.

No dobra. Formę pominę, ale co z treścią? 

Świetne zdjęcia. Gdyby tekst był równy zdjęciom, byłoby rewelacyjnie. Nie jest. Ale nawet, kiedy odczepię się od formy tekstu, pomysłu i wykonania tekstu i skupię wyłącznie na kwintesencji treści, jest tu coś, co mi szalenie przeszkadza. Otóż autor ocenia turystów, którzy siedzą w hotelowym basenie, zamiast w oceanie, ocenia tych, którzy robią sobie zdjęcia na tle zabytków, tych, którzy jedzą pizzę zamiast lokalne przysmaki i tak dalej. A przecież sam nie wchodzi w nic głębiej, żadna z jego relacji z tubylcami nie trwa dłużej. Jedyne przyjaźnie, jakie nawiązuje w trasie, nawiązuje z innymi obcokrajowcami, twarze i imiona wszystkich ludzi spotkanych po drodze zlewają się w jedno. 

Autor dochodzi do wniosku, że najważniejsza jest droga, nie cel. Że nie da się zabłądzić, jeśli się po prostu jedzie przed siebie, będąc gnanym bólem, smutkiem, a potem po prostu - tęsknotą za Drogą. Czy jednak takie podróżowanie, w którym liczą się tylko przebyte kilometry i ten Wielki Wewnętrzny Rozwój, który jest możliwy ponoć tylko w trakcie samotnej podróży, jest mniej powierzchowne niż all inclusive albo Wielki Wewnętrzny Rozwój na małej wyspie w Tajlandii z selfie na tle świątyni?

Mnie Robert Maciąg nie przekonał.

2019-03-06

różne oblicza tuszu

Wybrałam się niedawno do Muzeum Sztuki, które mieści się w kunmińskim Pałacu Kultury... tfu, w dawnej siedzibie Muzeum Yunnańskiego. Kocham ten budynek, a wystawy okazały się być fascynujące. Dziś o pierwszej z nich: wystawa o tuszu. A dokładniej o tym, jak tusz - czyli tradycyjny chiński środek barwiący - przeniknął do malarstwa innych narodów i co z tego wynikło. W Chinach malarstwo tuszowe i kaligrafia są uważane za skarb narodowy; ciekawe, jak oni zareagowali na bardzo niestandardowe (z chińskiego punktu widzenia) wykorzystanie tego środka ekspresji twórczej. Mnie wiele z tych prac urzekło. Oczywiście, pojawiły się tu również prace Chińczyków.
Daleki szczyt nad zamglonym jeziorem, Xu Li 徐里, Chiny
Cynobrowy bambus tańczy ze szkarłatną orchideą, 郎森 Lang Sen, Chiny
Ptasia rodzina, Dina Chhan, Kambodża
Ryba i czapla, Zhou Jingxin 周京新, Chiny

Poranny szron nad szmaragdowym stawem, Zhang Lichen 张立辰, Chiny
Poetyczne drzewo, Aung Moe Nyo Htoo, Myanmar
Ukryta świątynia, Im Pesey, Kambodża
Wąska droga do nieba, Im Pesey, Kambodża
Życie na Pustyni Thar I, Syed Ali Abbas, Pakistan
Życie na Pustyni Thar II, Syed Ali Abbas, Pakistan
Rodzina, Tin Htay Aung, Mjanma
Razem, Prithvi Shrestha, Nepal
Nieśmiertelna, Sou-Kiman, Kambodża
Amor i Psyche, Sou-Kiman, Kambodża
Sierota, Rajat Subhra Bandopadhyay, Indie
Południe, Duan Huili 殷会利, Chiny
Jedność w różnorodności, Gi Ok Jeon, Korea
Ruch w czasoprzestrzeni, Gi Ok Jeon, Korea
Miłość, Jamal Ahmed, Bangladesz
Współistnienie 7, Choongkamkow, Malezja
Współistnienie 6, Choongkamkow, Malezja
Ostatni śnieg, Noriko Ambe, Japonia
Ostatni śnieg, Noriko Ambe, Japonia
Najbardziej zachwyciła mnie instalacja Noriko Ambe - papier-śnieg, a może wycięte zeń znaki-śnieg? A może te wycięte znaki tylko śnieg brudzą? Czy są nam one potrzebne?...
No i kambodżańscy tancerze, którzy wyglądają tak egzotycznie, a są Erosem i Psyche. Miłość (ta pustka wokół ptaków, tak znacząca!). Ludzie z Pustyni Thar... Długo się zachwycałam tymi obrazami i mam nadzieję, że Wam się też spodobają.

2014-08-09

Limnofila pomarszczona 水香菜

Brzmi jak przekleństwo, prawda? Ty zwiędła ruto, ty limnofilo pomarszczona ty... A przecież limnofile to rewelacyjne żarcie :) Trochę informacji o jej bliskiej kuzynce, limnofili pachnącej, znalazłam nawet na polskich stronach internetowych. Nie są to jednak pełne dane. Po pierwsze: to nieprawda, że jest to przyprawa stosowana głównie w kuchni wietnamskiej. Tak się składa, że i kuchnia khmerska, i tajska, i nasze lokalne południowoyunnańskie kuchnie mniejszościowe chętnie po limnofilę sięgają. Różnić się może sposobem użycia - w Wietnamie i Kambodży doprawia zupy czy ozdabia talerze. Można ją z powodzeniem ususzyć i wówczas doskonale zastępuje trawę cytrynową i kmin/anyż naraz - ma bowiem bardzo bogaty i skomplikowany aromat. Na przykład Dajowie chętnie ją smażą z czosnkiem i chilli.
W takiej właśnie odmianie spróbowałam limnofili po raz pierwszy - i na pewno nie ostatni. Ze względu na bogaty aromat i lekko pikantny smak, Chińczycy nazywają limnofilę wodnym koperkiem, wodnym anyżem czy wodnym pieprzem. Ze względu na to, że roślina dobrze się czuje na nawodnionych polach ryżowych - zwą ją też pachnącą trawą pól ryżowych. Jest wspaniała, aromatyczna, nie potrzebuje dodatkowych przypraw. Oczywiście, w Europie i Stanach uprawiana jest głównie jako roślina akwariowa. Ech...