blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-05-11

targowisko próżności

Urodzona w 82 roku, 163 cm wzrostu, pracuje w Kunmingu, poszukuje pana powyżej 170 cm wzrostu, w wieku 33-36 lat, z własnym mieszkaniem. I przeznaczeniem. Przeznaczenie jest bardzo ważne, choć trochę mniej ważne niż wzrost, wiek i mieszkanie.
Pan Li, 1985, wykształcenie zawodowe, sensowne zarobki, samochód i mieszkanie to oczywista oczywistość, wymaga, by dziewczyna była miła, posłuszna i żeby dobrze opiekowała się domem.
Jedynak '81, całkiem wysoki (175 cm), pochodzi z rodziny medyków, a sam pracuje i uczy się również na medyka. Członek partii, bez nałogów, nie tyka papierosów ani alkoholu. Lubi koszykówkę, psy i gitarę. Był krótko żonaty; już rozwiedziony, bez potomstwa. Ma samochód i mieszkanie. Szuka dziewczyny powyżej 160 cm. Wzrostu znaczy. Innych wymagań nie ma. Tylko ręczny dopisek - tylko poważne propozycje. Czyli - nie szuka dziewczyny, tylko żony.
Przez jeden weekend w miesiącu Szmaragdowozielone Jezioro zmienia się w targ bydła matrymonialny. Ogłoszenia są wszędzie - odbijane na murach, przyklejane, dzierżone przez zaniepokojone matki i ojców. Pojawiają się też liczne reklamy biur matrymonialnych. Czasem ważniejsze od ogłoszenia na murze jest poznanie się osobiste przyszłych kumów. Ech, bo ta moja córka... Ładna, mądra, pracowita, ale szczęścia w życiu nie ma... Co też pani mówi?! To zupełnie jak mój syn - taki dobry chłopiec, nie pali, nie pije, ale nieśmiałe to-to i samotne w tym swoim wielkim, nowym mieszkaniu...
Odpowiadając na pytania - nie uczestniczyłam czynnie. Ale zdarzyło mi się raz, dawno, dawno temu, umówić się nad Jeziorem z chłopcem, którego podówczas lubiłam. Przyszłam wcześniej; dziwiłam się wprawdzie, co tu nagle tak tłoczno, ale nie bardzo wiedziałam, o co chodzi i też nie bardzo mnie to w ogóle interesowało. Wyciągnęłam książkę i powtarzałam krzaczki do testu; po pięciu minutach byłam otoczona przez panie w kwiecie wieku, zachwalające swój towar. Bardzo były zdesperowane, żeby się handryczyć o barbarzyńską białaskę...
Uratowało mnie tylko pojawienie się Onego; panie prychały pół minuty, a potem otoczyły jak sępy kolejną ofiarę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.