blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-03-16

Nie ma drugiego takiego kraju jak Chiny!

Im dłużej piszę blog, tym bardziej się nim cieszę. Nie tylko dlatego, że ocalam od zapomnienia przygódki i zadziwienia, ale przede wszystkim dlatego, że istniejecie. Tak, Wy. Moi czytelnicy, którzy uświadamiają mi braki i błędy, którzy mogą czasem skorzystać z tego, co piszę, a także są nieustającym źródłem inspiracji. W tym miejscu pragnę Wam podziękować, przy czym akurat dzisiaj najcieplejsze podziękowania przesyłam Kiarze, od której dowiedziałam się o istnieniu tej książki:
"Dalekie Strony albo opisanie Azji i Australii z anegdotami i ilustracjami" to książka napisana przez Panią Pastorową Mortimer, która, jak większość pozbawionych potomstwa kobiet, najlepiej się znała na tym, jak i czego dzieci uczyć. A uczyła wielu rzeczy: angielskiego i łaciny przy pomocy prototypu dzisiejszych plansz do nauczania, wiedzy o świecie, a przede wszystkim tego, że jeśli nie będą grzeczne, pójdą do piekła - wierzyła święcie, że tylko strach przed mękami piekielnymi powstrzyma dzieci od czynienia zła.
Wiedzy o świecie nauczała osobliwie: brała garść stereotypów, okraszała je wewnętrznymi przekonaniami i pisała książkę. Książek było kilka, więc opisanych miejsc - sporo. Dzięki inicjatywie "projekt Gutenberg" zaczytuję się teraz oryginałami z połowy XIX wieku i pękam ze śmiechu, a czasem nawet ronię łzy. Kiara w komentarzach do jednego z moich wpisów umieściła własne tłumaczenie tekstów na temat Chin. Pokusiłam się o własną impresję na temat tekstu (tłumaczeniem bym tego nie nazwała...), dziękując jednocześnie Kiarze raz jeszcze za to, że podzieliła się ze mną... z nami tą książką. W pierwszym rzucie: wstęp i ustęp o jedzeniu.
CHINY

Nie ma na świecie drugiego takiego kraju jak Chiny. Jakże są różne od Persji, gdzie żyje tak mało ludzi, podczas gdy Chiny są zatłoczone mieszkańcami! Jakże są różne od Anglii, gdzie żyją ludzie uczeni w Piśmie, podczas gdy Chiny pełne są bożków. Są Chiny krajem pogańskim, jednakże nie dzikim, bo ludzie są cisi, porządni i pracowici. Dziecku byłoby ciężko sobie wyobrazić, jak wielu ludzi mieszka w Chinach. Gdybyś siedział przed zegarem i gdyby wszyscy Chińczycy przemaszerowali przed tobą gęsiego i gdybyś liczył każdego z nich z upływem każdej sekundy, i gdybyś nie ustawał w liczeniu dzień i noc - jak myślisz, jak długo by trwało, zanim policzyłbyś wszystkich Chińczyków? Dwanaście lat. Och, jak wielka liczba ludzi musi być w Chinach! Razem około trzystu sześćdziesięciu milionów! Gdyby zebrać razem wszystkich ludzi świata, co trzeci byłby Chińczykiem. Jak smutne jest, jeśli pomyślimy, że ten ogromny naród nie zna Boga ani jego cudownego Syna!
W Chinach jest zbyt wielu ludzi, dlatego nie starcza dla nich jedzenia, wielu z nich przymiera głodem.

JEDZENIE

Biedni mają do jedzenia tylko ryż, a do picia tylko wodę; tylko od czasu do czasu mieszają odrobinę wieprzowiny bądź solonej ryby ze swym ryżem. Każde mięso jest uważane za tak samo dobre; nawet posiekane szczury i węże czy mielone z dżdżownic. Mięso kotów i psów jest uważane za tak samo smaczne jak wieprzowina i kosztuje podobnie.
Raz Anglik wieczerzał z Chińczykiem i chciał wiedzieć, jakie mięso znajduje się na jego talerzu. Nie umiał jednak mówić po chińsku. Jak więc mógł zapytać? Wymyślił sposób. Spojrzał najpierw na talerz, a potem na Chińczyka i powiedział "bee-ee-ee", czyli pytając "czy to jest baranina?". Chińczyk zrozumiał pytanie i natychmiast odpowiedział "bow-wow", czyli "to szczeniak". Chcielibyście wiedzieć, czy Anglik kontynuował posiłek; niestety nie wiem.
Podczas gdy biedni potrzebują żywności, bogaci jedzą zdecydowanie za dużo. Chińska uczta w domu bogacza trwa wiele godzin. Służący wnoszą jedną potrawę za drugą, aż obcy zacznie się zastanawiać, kiedy będzie ostatnia. Jedzenie jest podane w ciekawy sposób; nie na talerzach, a w miseczkach - bo wszystkie mięsa pływają w rosole. Zamiast widelca i noża, każda osoba ma parę pałeczek, które przypominają dziewiarskie druty; nimi się sprytnie łowi pływające kąski i szybko wkłada do ust. Są też porcelanowe łyżki do picia zupy.
Będziecie zaskoczeni słysząc, że Chińczycy uwielbiają jeść ptasie gniazda. Nie myślcie, że jedzą srocze gniazda, zrobione z gliny i patyków, ani nawet małe gniazdka z mchu i gliny; gniazda, które jedzą Chińczycy, są sporządzone z gumy/kleju. Ta guma pochodzi z dziobów ptasich, jest błyszcząca i przezroczysta, a gniazdo szybko przylepia się do skały. Te gniazda są czymś w rodzaju naszej galarety i muszą być wielce pożywne.
Chińczycy nie lubią nic na zimno; podgrzewają wszystek pokarm, nawet ich wina. Bo mają wina, nie z winogron, a z ryżu i piją je, nie w szklankach, a w filiżankach. Jednakże najpopularniejszym napojem jest herbata, jako że Chiny są krajem, w którym herbata wyrasta. Góry porośnięte są krzewami pokrytymi białym kwieciem, trochę podobnym do białych róż. To sadzonki herbaciane. Liście są zrywane; każdy liść jest rolowany palcami i suszony na gorącej żelaznej płycie. Chińczycy nie zatrzymują wszystkich liści herbacianych; wiele pakują do pudeł i wysyłają w odległe miejsca. W Anglii i Rosji imbryki znajdują się w każdym domu.
Niektórzy Chińczycy są tak biedni, że nie mogą kupić nowych liści herbaty, a tylko liście, które są sprzedawane w sklepach. Nie sądzę, by w Anglii biedacy kupowali stare liście herbaty. Niektórzy bardzo biedni Chińczycy używają liści paproci zamiast liści herbaty.
Chińczycy nie przyrządzają herbaty w taki sam sposób, jak my to robimy. Nie mają imbryków, dzbanuszków na mleko czy miseczek na cukier. Wsadzają kilka liści herbaty do filiżanki, zalewają je gorącą wodą, a następnie przykrywają filiżankę do momentu aż herbata będzie gotowa. Zostaniesz poczęstowany filiżanką herbaty za każdym razem, gdy w Chinach idziesz w odwiedziny.

Jeśli chcecie sobie poczytać w oryginale, projekt Gutenberg zaprasza :) A ja obiecuję co jakiś czas wrzucać następne części :)

4 komentarze:

  1. Anonimowy16/3/14 15:40

    Super! Jednak orginal to orginal. Niemiecka wersja jest widocznie skrocona:-)
    A wiesz, ze to Ty mnie inspirujesz? A jesli chodzi o czysciec z poprzedniego watku to ja znow wyczytalam ze nie trzeba go obierac:-)tylko nie wiem czy to prawda skoro ZB sie tak meczyl
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obierać nie trzeba - ale trzeba oczyścić, bo, jak to bulwa, jest "uziemiony" i brudny okropnie. Oczyszczanie to droga przez mękę - może właśnie stąd polska nazwa czyściec? :D

      Usuń
  2. Anonimowy16/3/14 17:25

    Moze w takim razie pomocnym bylby pewien trick. Uzywam go do mycia kurek ktore jak wiadomo sa zapiaszczone na amen:
    Najpierw na sucho szczoteczka czyszcze z najwiekszego brudu. Potem w miske sypie duza garsc maki kartoflanej skrobi, bo jest miekka dolewam wody letniej i w tym myje grzybki. Maka zbiera przy pocieraniu grudki brudu i opada z nimi na dno.
    Moze i do Twojego dziwaka sie nada.:-)
    Kiara

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.