blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-01-21

winter is coming

Jak wiecie, zabrałam ZB na Święta do Polski. White Christmas mu chciałam pokazać, żeby poczuł klimat. Wiecie również, że po pierwsze Kunming pożegnał nas śnieżycą stulecia, a po drugie Polska przywitała nas nijaką wiosenką. Oczywiście, natychmiast pojawiły się sugestie, żebyśmy wrócili na Wielkanoc, bo wtedy zapewne śnieg będzie... Grrr. Nie wiecie jednak, że Kunming przywitał mnie... czym? no, kto zgadnie? Tak!! Ta pani w czerwonym, dobra odpowiedź! Śniegiem!!!
***
Te trzy gwiazdki to wyraz mojej frustracji. Bo wiecie, zimowa zima w Polsce byłaby naprawdę przyjemniejsza niż tutaj. Wprawdzie dzięki brakowi ogrzewania z każdym rokiem poprawia mi się odporność na zarazy wszelakie, ale przyjemne to to nie jest. No i za każdym razem przeżywam szok cywilizacyjny. Bo przyzwyczaić się można, a jakże! Tylko muszę sobie cały czas przypominać pewne rzeczy.
Po pierwsze: nie iść nago do łazienki. Ten luksus mieszkania bez dodatkowych osób jest luksusem tylko w lecie. W zimie najchętniej na pierwszą piżamę założyłabym drugą piżamę, trzecią, czwartą... A potem ewentualnie wstałabym z łóżka, tylko po to, żeby sobie zaparzyć kawę...
Po drugie: stanowcze nie kanapkom. W zimnym mieszkaniu, przy wizji wyjścia na jeszcze zimniejsze zimno, zimne śniadanie nie wchodzi w grę. Nie i już. Oczywiście, można się ratować jajecznicą, ale... po co? Przecież kilka kroków od domu są sprzedawane parzące w palce bułki na parze, smażone ryże, czy mój ukochany wybór - rosołki z "czapeczką" z mięsa i warzyw. Po zjedzeniu solidnej michy rosołku z kluchami i mięsem, kunmińska zima przestaje być straszna, a dłonie są ciepłe nawet bez rękawiczek.
Po trzecie: ponieważ chińskie pralki piorą w zimnej wodzie, trzeba pamiętać o tym, żeby proszek najpierw rozpuścić w ciepłej albo w ogóle użyć płynu do prania. Inaczej rzeczy pozostaną tak samo brudne, plus będą oszronione proszkiem, i to nierówno...
Po czwarte: nigdy, ale to przenigdy nie zdejmować kurtki po powrocie do domu. W domu jest prawie tak samo zimno, jak na zewnątrz. Zdejmujemy czapkę, szalik i rękawiczki, a z kurtką czekamy, aż wymyślimy, co na siebie założyć zamiast niej...
Po piąte: nie robić herbaty na zapas, tylko tyle, ile zdołamy wypić. Bo i tak zaraz ostygnie, grrr. Zamiast litrów herbaty, przygotować sobie dużo gorącej wody w termosie. Bo po szóste, to termos jest w Kunmingu naszym najlepszym zimowym przyjacielem...
Po siódme: przed kąpielą włączyć elektryczne prześcieradło, dzięki któremu gorący człowiek spod prysznica nie zdąży zlodowacieć, a już może się dogrzać w łóżeczku. Oczywiście, przed spaniem trzeba wyłączyć :( Prześcieradło, nie człowieka.
I wprawdzie do zimy w pojęciu Starków w Kunmingu raczej daleko, ale za to nikt nie może mi zarzucić zaniechania przygotowań ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.