blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-11-25

Sędzia Di

W 80 blogów dookoła świata zmrozi Wam dzisiaj krew. Takie przynajmniej jest założenie, skoro tym razem piszemy o kryminałach z danego kraju. Zgodnie z tradycją wysyłam Was na koniec wpisów do linków innych blogerów. Sama ostrzę zęby - dopiero całkiem niedawno polubiłam kryminały i chętnie zdobędę parę nowych tytułów ;) 

Dawno, dawno temu, w średniowieczu, albo i jeszcze dawniej, każdy dzień targowy był okazją nie tylko do zrobienia zakupów i osiągania zysków materialnych; był również pożywką dla ducha. To w czasie targów występowali akrobaci, muzycy, a także gawędziarze, którzy wędrowali od miasteczka do miasteczka z szerokim asortymentem opowiastek. Jednym z częstych bohaterów takich opowiastek był sędzia Di. Żeby było śmieszniej, w przeciwieństwie do Sherlocka Holmesa czy innego księdza Browna, akurat sędzia Di istniał naprawdę. 
źródło
Di Renjie żył za czasów dynastii Tang, złotego okresu historii Chin. Był to znany z nieposzlakowanej opinii urzędnik państwowy - a u chińskich urzędników nieposzlakowana opinia była i jest rzadsza od jednorożców. Nic więc dziwnego, że z czasem postać Di zaczęła żyć własnym życiem. Di mógł trafić do każdej opowieści, w której potrzebna była taka kryształowa postać, wspaniale rozwiązująca zawikłane problemy różnej natury i iście salomonowymi wyrokami łagodząca spory. Czegóż ten Di nie potrafił! Zawsze odkrywał, co się tak naprawdę zdarzyło i kto jest winny, a kto nie; czasem dzięki własnemu rozumowi, czasem dzięki pomocy rozbudowanego chińskiego panteonu. Potem zaś wymierzał karę - nie było tu miejsca na łagodność i danie szansy poprawy; ofiara otrzymywała zadośćuczynienie, a przestępca był karany. Surowość była przez Chińczyków traktowana jako jeszcze jedna zaleta, druga twarz bezstronności i nieprzekupności.  W tych klasycznych opowieściach, najpierw przekazywanych ustnie, a później zapisywanych, nasz sędzia był zawsze idealny, a czarne charaktery - na wskroś złe. W zależności od czasów i miejsca, w których opowieść powstawała, czarny charakter pochodził z różnych klas społecznych, był Tatarem albo Mongołem, taoistą bądź buddystą - pełen przekrój.
I tak sobie żył nasz surowy i dość nieludzki sędzia w ustach ludu przez wieki całe, aż tu nagle odkrył go Robert van Gulik.
źródło
Van Gulik, syn lekarza pracującego na Dalekim Wschodzie, od dziecka interesował się szeroko pojętą kulturą Wschodu. W dodatku był tytanem pracy. Poza pracą sinologiczną oraz służbą dyplomatyczną zawsze znajdował czas na coś jeszcze - czy była to gra w go, czy nauka gry na guqinie, czy... tłumaczenie XVIII-wiecznej chińskiej powieści kryminalnej o sędzim Di.
Później już nie tylko tłumaczył. Znając dogłębnie tajniki starej chińskiej kultury, pisał piękne powieści, wykorzystujące tę wiedzę do ostatniej kropelki. Choć autor był Europejczykiem, dla mnie te powieści są kwintesencją chińskości. W czasach van Gulika chińscy intelektualiści podniecali się głównie "myślą zachodnią"; na opowieści ludowe - w których przecież zawsze mieszka duch narodu! - patrzyli raczej z rozbawieniem, albo i z pogardą. Van Gulik zaś wziął ze starej popkultury chińskiej wszystko, co najlepsze, wzbogacił o trochę europejskości (nasz sędzia Di zmienił się u tego autora w postać bardziej ludzką, popełniającą błędy i "normalną". Całe szczęście przestał być również ksenofobem ;) ) i... to był strzał w dziesiątkę. Tło jest realistyczne, postacie żywe, chińskie tradycje i chińska literatura, z której czerpał pełnymi garściami, przybliżone laikom.
Z punktu widzenia sinologa można się w tych książkach przyczepić do wielu rzeczy. Przede wszystkim - van Gulik jest jednak tylko obcokrajowcem; pewnych realiów po prostu nie znał. Po drugie - pisał o tangowskim urzędniku, ale jego wiedza o Chinach to była głównie wiedza o Chinach ostatnich paru wieków, a nie zamierzchłej przeszłości. Ale dla laika, albo po prostu pasjonata szeroko pojętej "chińszczyzny" te książki w łatwy i przystępny sposób otwierają nowy świat.
Oczywiście - sędzia Di zainspirował nie tylko naszego Holendra. Sami Chińczycy też w końcu poszli po rozum do głowy i zaczęli korzystać z tej kopalni wspaniałych opowieści. Jeden z moich najukochańszych hongkońskich reżyserów, Hark Tsui, wziął sędziego Di na warsztat już dwa razy. W 2010 roku w roli tytułowej obsadził zresztą najprzystojniejszego Chińczyka wszech czasów, mojego pięknego Andy'ego Lau!
Wracając do książek: jest ich kilkanaście, więc starczą Wam na kilka przyjemnych zimowych wieczorów. Ja jeszcze nie zdołałam przeczytać wszystkich. Może po tym wpisie jakiś Święty Mikołaj zasponsoruje mi wszystkie brakujące tomy?...
Linkownia:
Austria: Viennese breakfast - 15 austriackich kryminałów
Francja: Francuskie i inne notatki Niki - Od Navarro do Renoir
Kirgistan/Uzbekistan: Kirgiski.pl - “Wschodnia spuścizna”, czyli uzbecki kryminał po rosyjsku; Enesaj.pl - “Wschodnia spuścizna” Andrieja Anisimowa - fragment powieści
Niemcy: Niemiecki w Domu - Niemiecki serial kryminalny
Szwecja: Szwecjoblog - Palcem po mapie szwedzkich kryminałów
Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym - Filmowy Stambuł w trzech odsłonach
USA: Specyfika Języka - TOP 10 amerykańskich seriali kryminalnych do nauki angielskiego

Jeśli chcielibyście do nas dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

6 komentarzy:

  1. Seria "Sędzia Di" Van Gulika'a to po Pearl S. Buck najcudowniejsze źródło tła społecznego dawnych Chin, którego żadna najlepsza książka historyczna nie jest w stanie przekazać.
    Pochwalę się :-)))) - mam wszystkie dzięki kiedyś "przewietrzaniu" magazynów PIW.

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, a ja właśnie niedawno czytałam artykuł, którego bohaterem był Sędzia Di, bo wpadł mi w ręce jakiś numer Focusa Historia sprzed kilku miesięcy. Fajna historia, szkoda że u nas brak takiej kultowej postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam, że w Polsce takie artykuły można przeczytać!

      Usuń
  3. A ja o nim nigdy nie slyszalam i przyznam, ze po lekturze twego wpisu postac ta wydala mi sie pasjonujaca. Moze kiedys uda mi sie przeczytac ktoras opowiesc o nim:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Ci się uda, podziel się wrażeniami :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.