blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-05-05

Pechoin 百雀羚

Szanghaj, początek lat '30 XX w. Jedno z najbardziej "modnych" miast świata. Czegoż tu nie było! Tutejsze Chiny bardzo różniły się od przaśnych Chin każdego innego miasta. Panie wystrojone w jedwabne qipao, w gustownych kapelusikach, dobranych uważnie do pięknego obuwia; modni mężczyźni w garniturach zamiast trącących już wówczas myszką tradycyjnych szat.
Nic dziwnego, że to właśnie tutaj pojawiła się jedna z najstarszych i najlepszych firm kosmetycznych w caluteńkich Chinach. Techniki nauczyli się od Niemców, ale stworzyli własne, dostosowane do rynku chińskiego, produkty. Ich reklamy skupiają się na "tradycyjnym azjatyckim pięknie", jednak z czasem zgrabnie weszli na rynek międzynarodowy. Obecnie współpracują między innymi z Disneyem i Astro Boyem - wspólnie wydają serie kosmetyków dla dzieci. Głównymi produktami pozostają jednak te "ochronne" - maseczki, kremy do twarzy i rąk, szminki ochronne itp. Choć oferują również szeroką gamę produktów służących do makijażu, mycia włosów itp., to właśnie kremy i maseczki są chyba najpopularniejsze. I to nie tylko w Chinach! Swego czasu cała Azja Południowo-Wschodnia upiększała się kremami tej firmy. Dziś jest modna wśród co zamożniejszych Chinek - znana ze wspierania chińskich marek żona Xi Jingpinga - Peng Liyuan - daje kosmetyki tej firmy w prezencie. Twarzą marki jest obecnie moja ulubiona Karen Mok.
Dlaczego jednak w ogóle o nich piszę?
Jestem kobietą po trzydziestce i muszę wreszcie zacząć o siebie dbać. Pierwszym trudnym krokiem na tej drodze było kupno kremu pod oczy właśnie tej firmy. Krem jest złożony głównie z ziołowych ekstraktów: z różańca górskiego, serdecznika chińskiego, kwiatów wiciokrzewu japońskiego, lakownicy, chińskiej szałwii itd. Nie uczula mnie! A o to wcale niełatwo. Jakichś spektakularnych efektów na razie nie widać, ale dam mu czas. Ma miłą dla skóry konsystencję, tylko trzeba uważać, żeby go sobie do oka nie władować, bo szczypie. Aplikator podaje maleńki ilości, ale ja zawsze wszystkim sobie trafię w oko...
Tutaj ich strona, niestety tylko po chińsku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.