Ilosc przepisow na swinska skore jest porazajaca. Piecze sie ja, smazy, dusi. Jadlam wielokrotnie, nie zeby to byl jakis moj wielki przysmak, ale duzo kolezanek czesto jada - bo jedzenie skory dobrze wplywa na wlosy, powstrzymuje oznaki starzenia (miedzy innymi niweluje zmarszczki i nawilza skore), chroni przed rakiem, dobrze wplywa na sciegna i stawy i w ogole jestes lekiem na cale zlo. W takim jednak wydaniu zobaczylam jednak swinska skore po raz pierwszy w Mengzhe. Uprazono ja tak, ze konsystencja i chrupkoscia przypomina flipsy czy inne chrupki. W naszych stronach mozna ja nabyc na wiekszosci targow; spozywa sie je na zimno, umoczone wczesniej w kwasno-ostrym dipie (wszystkie dajskie dipy sa kwasno-ostre ;)). Dip jest zrobiony z dajskiej kiszonej zieleniny, rozpackanej do cna oraz z chilli.
Podobna konsystencje i smak acz inny ksztalt i sposob wykonania modny jest w Tajlandii - dlatego w tajskich knajpach skore swinska podaje sie tak:
czyli w towarzystwie surowych ogorkow i swiezej miety, oraz dipu, ktory najlatwiej opisac jak bardzo pikantny sos pseudobolonski - czyli mielone mieso, pomidory, ale oprocz tego duzo chilli i innych specyfikow. To ostatnie danie jest tak zupelnie absolutnie przepyszne, ze nie da sie mnie odczepic od polmiska, dopoki znajduje sie na nim chociaz odrobinka sosu...
3 comments:
trzeba by kedyś spróbować, choć dzisiaj jestem wypchana po brzegi hinduskim jedzeniem :)
sie mi zrobilo "brrrr..." i nic na to nie poradze :D swionska skora jest dobra na buty i torebki i jak dla mnie moze tak zostac. ALE. jesli ktos lubi/kocha, no to widac... taka karma :))))
pozdrawiam :)
bardzo smaczna karma zreszta ;)
Post a Comment