2021-11-14

Chryzantemy

Dziś kolejny wiersz o chryzantemach.

Yuan Zhen 元稹, Chryzantemy 菊花

秋丛绕舍似陶家, 

Jesienny gąszcz oplata dom jak u Tao, 

遍绕篱边日渐斜。 

Okrążasz zarośnięty płot i nawet nie wiesz, kiedy słońce zaczyna się chylić ku zachodowi. 

不是花中偏爱菊, 

Nie dlatego, że tak ukochałeś sobie akurat chryzantemy, 

此花开尽更无花。 

a dlatego, że po nich nie będzie już nic. 

Znów odwołanie do Tao Yuanminga - cóż, za Tangów po prostu wypadało go znać. Ciekawa jest za to ambiwalencja poety - niby chwali te piękne, gęste chryzantemy, na które gapi się godzinami, aż zacznie słonko zachodzić, ale tak naprawdę ich nie znosi - bo to ostatnie kwiaty, po których innych już nie będzie. Będzie tylko mrok i zimno. Byle do wiosny! Ach, jak ja go rozumiem! I to mimo że w Kunmingu akurat zimą kwiatów nie brakuje (na balkonie właśnie mi dojrzewają pąki kamelii i azalii). Jak widać, chryzantemy źle się kojarzą nie tylko Polakom...

2021-11-13

Myriopteron 翅果藤

Czasem nudzą mi się już zwykłe warzywa, które można spotkać na każdym kunmińskim targu - wiecie: lotosy, bylica, tułacz pstry, paprotki, liście złocieni itd. Wtedy idę zazwyczaj do jakiejś knajpy z Simao, gdzie karmią dzikim żarciem, rosnącym w górach. A potem dwa tygodnie spędzam na riserczu, żeby dowiedzieć się, co tak naprawdę zjadłam... Tym razem trafiłam na cudeńko, którego nigdy jeszcze nie widziałam nawet w przelocie. Wygląda, jakby był ozdobą zrobioną z papieru, a nie prawdziwą rośliną.
Kelner, zapytany o nazwę, powiedział, że to "dzika przepękla". Tak się to nazywa u nich na wsi, ale z prawdziwą przepęklą łączy to warzywo tylko gorzki smak. Dlatego po powrocie do domu grzebię w internetach, które w końcu dają upragnioną odpowiedź: to myriopteron, roślina z rodziny toinowtych, występujących głównie w tropikach i subtropikach Azji, daleki kuzyn przepięknej plumerii. Po chińsku zowie się pnączem skrzydłowocu 翅果藤. Rodzina ta słynie z tego, że wielu jej przedstawicieli jest trujących bądź leczniczych, a czasem - jedno i drugie naraz. Akurat o naszym myriopteronie nikt nie mówi jak o truciźnie, ale pewnie nie należy przesadzać z ilością. W południowo-zachodnim Yunnanie jada się go głównie w sałatkach albo smażony. My spróbowaliśmy wersji smażonej z czosnkiem i słodką papryką:
Zjadłam sporo, bo - wbrew moim obawom - warzywo nie było tak gorzkie, że aż gębę wykręca. Powiedziałabym nawet, że zdarzały się (z rzadka) przebłyski dziwacznej słodyczy. Dlatego nie zdziwił mnie wyszperany artykuł, twierdzący, że ta roślina to jeden z naturalnych słodzików. Może nie przesadzałabym z tym dwadzieścia razy słodszy od cukru, ale być może uda się kiedyś wyhodować odmianę, która nie zawiera tego wszystkiego, co gorzkie...

2021-11-11

Chaofeng 嘲風

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Opowiadałam Wam już o "dachowcach", czyli magicznych stworzeniach pilnujących chińskich dachów. Mamy smokoryby wieńczące kalenice, dziewięć bestii na budynkach cesarskich i świątyniach i tak dalej. Jednym z takich stworzeń jest najbardziej charakterystyczna koza na dachu. Taka z rogami.
Powiedzcie, błagam, że widzicie rogi! Wiecie, ta bestia najbardziej wewnętrzna. No rogi, jak babcię kocham! Tylko, że chaofeng ma jeszcze skrzydła. A "rogi" to tak naprawdę czub na łbie feniksa. Fenghuanga znaczy. Bowiem chaofeng jest mieszańcem smoczofeniksowym, a przynajmniej smoczoptasim... Trochę lepiej to widać na chaofengu wolnostojącym:

Tutaj, skubany, rogów nie ma... Ech. 

Tak to moja koza okazała się być mitycznym ptasiogadzim bękartem. Chaofeng lubi ryzyko i pakuje się w kłopoty, z których jednak wychodzi cało i zdrowo. Dlatego kiedy zdobi cztery rogi dachów, odstrasza wszelkie zło, zarówno ze strony demonów, jak i zwykłych katastrof naturalnych. Łatwo go pomylić ze smokorybą chiwen. I, jak mogliście zobaczyć, z kozą...  

Tutaj poczytacie o niezwykłej japońskiej hybrydzie.