2013-02-12

zupa żółwiowa 甲魚湯

A właściwie nawet nie żółwiowa, tylko żółwiakowa - bo właśnie żółwiaki, po chińsku zwane "rybami w skorupach" 甲魚, są dzisiejszym daniem głównym.
W zupie tej jestem zakochana od dawna - dokładnie od pierwszego kunmińskiego wesela, na które poszłam. Żółwiaki nie są tak tanie, żeby je spożywać na co dzień. Dlatego przyrządza się je podczas dużych imprez, takich jak wesele czy wigilia Chińskiego Nowego Roku, by przyniosły szczęście. Jako, że po chińsku zwie się je rybami - yu, pasują fonetycznie do standardowych życzeń dobrobytu: 年年有餘 nian nian you yu. I my na kolację przednoworoczną zafundowaliśmy sobie zupę żółwiakową.
Zupa ta oryginalnie jest daniem kuchni fujiańskiej, charakteryzującej się ukochaniem zup, wydobyciem i podkreśleniem oryginalnego smaku użytych produktów i świeżością. Nasza zupa nie jest wyjątkiem - jest delikatna, mało przyprawiona a długie gotowanie ukazuje bukiet smaku zawartego w żółwiakowym mięsie. W dodatku jest zdrowa :)
Składniki:
*półkilowy żółwiak
*bulwa pochrzynu chińskiego,
*jagody goji.
*przyprawy: cebulka zielona, imbir, sól, trochę alkoholu
Wykonanie:
1) Oprawić żółwiaka, wyjąć wnętrzności, umyć.
2) Obrać pochrzyn ze skórki, poplasterkować.
3) Wsadzić powyższe składniki do dużego gara, najlepiej kamionkowego, ale każdy będzie ok. Zalać sporą ilością wody, dołożyć przyprawy i alkohol.
4) Doprowadzić do wrzenia, a potem pyrkać na małym ogniu, aż mięso będzie odchodzić od skorupy.
Żółwiakowina wspomaga pracę nerek, uzupełnia yin organizmu, pomaga na różne starcze choroby - dlatego jest chętnie spożywana przez ludzi w podeszłym wieku. Jednak i młodym pomoże - częste spożywanie poprawia samoleczenie organizmu, wspomaga układ odpornościowy - no, jest panaceum :) Najlepsze jest to, że właściwie żółwiak w całości jest lekarstwem: od mięsa i skorupy poprzez głowę, krew i warstewkę tłuszczu - ze wszystkiego można czerpać korzyści. Leczy wątrobę, śledzionę, wspomaga pracę szpiku kostnego. Z kolei krew jest dobrym napojem dla cukrzyków, a jajka leczą malarię i dyzenterię.

Nie należy łączyć żółwiaka z brzoskwiniami, miętą, kaczką, chrzanem, kurczakiem, króliczyną, wieprzowiną, selerem, szarłatem i jajkami.

2013-02-11

tykwa w cukrze 冰糖葫蘆

Nie bójcie się, to tylko nazwa. Tak naprawdę to nie tykwa, tylko kwaskowate owoce:
od pigwowca okazałego i głogu przez cząstki mandarynek aż po głożynę pospolitą, truskawki, banany, jabłka i winogrona a nawet orzechy włoskie, ponadziewane na patyczki i obtoczone w karmelolukrze z "kamiennego cukru". Jest to tradycyjna pekińska przekąska, jednak rozpowszechniła się w całych Chinach - o czym najlepiej świadczy jej obecność nawet w Yuxi, z którego pochodzi zdjęcie :) Widać wszystkim Chińczykom przypadł do gustu słodko-kwaśny, miękko-chrupki smak "tykw".
Wszystko zaczęło się jeszcze za czasów dynastii Song, ale największą popularnością zaczęła się cieszyć za Mandżurów - można było tykwy nabyć w herbaciarniach, teatrach, na ulicach, wszędzie, gdzie tylko byli ludzie. Jej fanatycy twierdzą, że nie tylko poprawia apetyt (bzdura, jest za słodka), cerę (bzdura, jest za słodka), ale również poprawia sprawność intelektualną, usuwa zmęczenie i tak dalej.
Tradycyjnie przyrządzano ją z okazji nadejścia Chińskiego Nowego Roku, ale w dzisiejszych czasach pełno jej na ulicach w każdej porze roku.
Najbardziej tradycyjna jest ta głogowa. Z głogu trzeba wydrążyć pestki, nadziać go pastą z fasolki azuki posypaną sezamem, nawlec na szpikulec i obtoczyć w polewie z kamiennego cukru z wodą, usmażonego w proporcjach 1:1. Cukier oczywiście w kilka chwil zastygnie, tworząc chrupiącą i przeraźliwie słodką glazurę. Dziś jednak pełno odmian: czasami owoce ponadziewane są innymi owocami suszonymi albo marmoladą; inne owoce zaś pozostają nienadziane - jak choćby mandarynki czy winogrona. Co do truskawek i bananów - moim zdaniem nie mają sensu: są po prostu za słodkie. O ile kwaskowaty głóg czy pigwowiec doskonale się łączą z cukrową polewą, łamiąc nawzajem swoje smaki, o tyle połączenie dwóch bardzo słodkich składników jest jakieś... nie moje.
A skąd ta przekąska się w ogóle wzięła? Opowieści jest oczywiście wiele, ale mnie najbardziej do gustu przypadła ta:
To było za czasów panowania cesarza Guangzonga (1189–1194). Jego ukochana konkubina zachorowała. Zżółkła na twarzy, okropnie schudła, przestała przyjmować pokarmy. Nadworny lekarz próbował dosłownie wszystkiego - a jednak nawet najdroższe medykamenty nie były w stanie przywrócić konkubinie zdrowia. Zaniepokojony cesarz zaczął błagać lekarzy z różnych stron kraju o próbę wyleczenia ukochanej. W końcu znalazł się jeden wojownik, który, zbadawszy puls konkubiny rzecze: "potrzeba tylko usmażyć głóg w cukrze kamiennym, przed każdym posiłkiem spożyć pięć do dziesięciu sztuk, a w ciągu dwóch tygodni choroba się cofnie". Na początku nikt nie dowierzał, że to w ogóle może coś dać. A jednak - takie przyrządzenie głogu okazało się zbawienne i konkubina w dwa tygodnie wróciła do zdrowia. Medyczne właściwości tej słodkiej a taniej i prostej w przygotowaniu przekąski szybko zostały rozpropagowane wśród ludu. Zaraz też się pojawili uliczni sprzedawcy cudownego leku, nawlekający głóg na patyczki.

Gdybyście chcieli wykonać najprostszą wersję, przygotujcie:
*owoce, np. mandarynki, kwaśne jabłka, winogrona
*cukier (z braku "kamiennego" można zastąpić dowolnym innym)
*wodę
*patyczki
*deskę do krojenia zmoczoną zimną wodą
1)owoce umyjcie i pokrójcie na cząstki mniej więcej tej samej wielkości. Niektórzy nawet skórki obierają, ale ja uważam skórki za jadalne. Jeśli Wasze owocki mają pestki, jak na przykład owoce głogu, to trzeba je wydrążyć, a do środka włożyć farsz - choćby czekoladowy, jeśli tego z fasolek azuki nie chce Wam się przyrządzać.
2)Nawleczcie owoce na patyczki.
3)Na nieprzywierającej patelni przyrządźcie glazurę: na szklankę cukru szklanka wody. Oczywiście, proporcje możecie zmieniać w zależności od osobistych preferencji smakowych. Trzeba najpierw doprowadzić na dużym ogniu do wrzenia, a potem na małym do zmiany koloru. Jeśli używacie cukru "kamiennego", to pamiętajcie, że nie skarmelizuje się on na brązowo, tylko na lekko żółto, więc nie przesadźcie z czasem, bo karmel będzie gorzki, nie słodki. Jak sprawdzić, czy to już? Wsadzić widelec, wyciągnąć go i zobaczyć, czy woda z cukrem spływa z niego bez zmian, czy robi się "lane ciasto" - gęste i łatwo przywierające. Podobno wystarcza dziesięć minut - ale to zależy od ognia, więc ciężko powiedzieć, trzeba obserwować.
4)Przechylcie patelnię tak, żeby łatwo można było zanurzyć "szaszłyki", obtoczcie równo z każdej strony, ale nie przesadzajcie - grubaśna pokrywa cukrowa raczej utrudni spożycie niż poprawi smak.
5)Ułóżcie szaszłyczki na desce. Po kilku minutach glazura zastygnie i można zajadać.
Dlaczego deska powinna być zmoczona zimną wodą? Ułatwi krzepnięcie cukru.
!dobrze wykonana glazura cukrowa nie przylepia się do zębów, jest chrupka.
!po przygotowaniu polewy trzeba się sprężać z maczaniem owoców - na ogniu jej zostawić nie można, bo się przypali, a po zgaszeniu zaraz zacznie zastygać.
!Nie można ich zbyt długo przechowywać, więc najlepiej przygotować tyle, ile dacie radę zjeść od razu.
A tu film instruktażowy:

Wszystkiego najlepszego w roku Węża!

2013-02-10

film chińskonoworoczny

Tak jak europejskie Boże Narodzenie nie może się obyć bez Kevina, Szklanej Pułapki i Grincha, tak Chińczycy w każdą wigilię Chińskiego Nowego Roku oglądają film noworoczny. Tematem przewodnim jest powrót do domu. Jak wiadomo, miliony Chińczyków pracują daleko od rodzinnego domu, a podczas ferii noworocznych MUSZĄ wrócić do rodziny. To, co się wówczas dzieje na dworcach, lotniskach i autostradach, przypomina trochę koniec świata, ale jest gorsze, bo ma się pewność, że za rok będzie jeszcze gorzej. Skaczące ceny, fałszywe bilety lub ich brak - dramat.
O trudnym powrocie do domu, który wiele nauczył głównego bohatera opowiada ten film: Człowiek we frustrującej podróży 人在囧途. Trochę więcej o filmie w anglojęzycznej wiki; ja nie lubię spojlerów. Ale mogę powiedzieć, że pokazanie starcia biznesmena i wieśniaka w długiej podróży do domu jest po prostu piękne, zabawne, wzruszające. Polecam!