Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o czosnku, ale boicie się zapytać. Bo jak to, pytać o czosnek? Przecież jaki jest czosnek, każdy widzi. Główka, ząbki, mocno irytujące obieranie tych ostatnich z łupinek. Zapach, którego nie zwalczy nawet mycie zębów, bo przecież jest wydzielany w dużych ilościach przez skórę. Mniam.
Od Chińczyków można się jednak dużo nauczyć, jeśli o czosnek chodzi.
Po pierwsze: uprawiają nieupierdliwą odmianę jednoząbkową, o której już pisałam.
Po drugie, mają odmianę, która idzie w szczypiorek - zwie się to czosnek bulwiasty (韭菜).
Po trzecie, wcale nie ograniczają spożycia do ząbków.
Czosnek, zwykły, nasz, po chińsku wabi się (大)蒜. I tutaj zaczynają się schody.
W typowym chińskim warzywniaku można kupić:
*蒜頭 - czyli tak jak po polsku - główkę. Czyli cebulkę czosnku.
*青蒜 - "zielony czosnek"
*蒜苗 - "pędy czosnku"
*蒜薹 - "czosnkowa turzyca"
W anglojęzycznych słownikach trzy ostatnie są takie same - tłumaczone jako "shoots" bądź "sprouts", czyli, w przybliżeniu, "pędy". O ile jednak "zielony czosnek" i "pędy czosnku" to faktycznie to samo - łodyżki i listki świeżo wyrosłe z cebulki, o tyle ostatnia wersja to łodyga czosnku wraz z nieotwartym jeszcze pąkiem. To, że są to dwie różne rzeczy, można porównać na zdjęciach.
Tutaj mamy zielony czosnek: (na wierzchu, pod spodem jest czosnek bulwiasty)
Tutaj tę tak zwaną turzycę:
Widać wyraźnie, że jest to coś innego. Różnią się też smakiem - zgodnie z zasadą im dalej od cebulki, tym bardziej rozcieńczony jest smak i zapach. Różnią się też ceną - najdroższe są oczywiście łodyżki z pączkami.
Jeśli chodzi o zastosowanie, cebulka czosnku tak jak u nas jest głównie przyprawą. Pozostałe formy używane są jako warzywo - na przykład smaży się z nimi mięso, przy czym w typowym wydaniu czosnku jest tyle samo, co mięsa, zazwyczaj wieprzowego.
2013-01-17
2013-01-16
kokosowo
ozdoby wykonane ze skorup kokosowych. Tajska wersja jeleni na rykowisku i ciupag z Krupówek. Ale pajączki są urocze...
2013-01-15
Oden おでん 關東煮
Oden おでん to japońskie danie typowo zimowe. Nie będziemy Japończyków urażać mówiąc, że jest to po prostu zupa... No dobrze, jest to zupa - bulion dashi przyprawiony sosem sojowym z milionem ugotowanych w nim dodatków - od jajek, rzodkwi japońskiej, konnyaku (takie cóś z dziwidła), ciasteczek rybnych satsuma age itp. Często przyprawia się ją gorczycą sarepską. Ugotowane elementy można jeść wprost, bądź po umoczeniu w jakimś sosie - najczęściej sojowym. Skład zupy i składników różni się w zależności od regionu - w efekcie danie może być słodkawe bądź pikantne. Różne są też sposoby podania: można składniki wrzucić luzem do zupy, albo najpierw je zaszaszłykować. W wersji japońskiej nieodzownym dosmaczaczem są wodorosty i suszona ryba.
Danie to jest bardzo popularne na Tajwanie, z nieodłącznymi ciasteczkami rybnymi 甜不辣 ("słodkie, nie pikantne"), zarówno na nocnych targach, jak i w moim ukochanym 7-Eleven (wbrew nazwie całodobowym), pod lokalną nazwą 黑輪 bądź 關東煮. Podobno w chińskich 7-Eleven też to można znaleźć, ale w Kunmingu nie ma 7-Eleven, więc nie miałam okazji sprawdzić. Wersja chińska jest wzbogacona o produkty, których przeciętny Japończyk nie weźmie do ust, jak różnego typu pulpeciki czy kostki ściętej krwi wieprzowej/drobiowej. Również w Korei potrawa uległa przeobrażeniom - zupa, w której cosie się gotują, jest bardzo pikantna.
Tak naprawdę składnikiem może być wszystko. Marchewka, grzyby, kapusta, ziemniaki, kawałki parówek, pulpety z różnego rodzaju mięs, raciczki, tofu w najróżniejszych odsłonach, surimi, pędy bambusa - co komu tylko wpadnie do głowy, a konsystencję ma odpowiednią.
W zimie przenośne stragany z tutejszą wersją oden wytaczają się na ulicę. Cóż może być bowiem lepszą przekąską w zimny dzień niż takie gorące kęski, do których spożywania nie trzeba nawet się zatrzymywać czy zdejmować rękawiczek?
Z drugiej strony, danie nietrudne do przyrządzenia w domu. Zupa, kilka patyczków, jakiś dip... Doskonale pasuje do ryżu.
Można na przykład tak:
*surimi
*rzodkiew w grube talarki
*marchew w grube talarki
*pulpeciki z dowolnego mięsa, obtoczone w mące ziemniaczanej (nie mogą się rozciapywać, muszą być zwarte)
*krewetki
*suszone krewetki czy jakieś inne cosie, nadające się do utworzenia smaku zupy rybnej
*dip - na przykład z pasty chilli, sosu sojowego, oleju sezamowego, cebulki, czosnku i soli
1) Ugotować zupę tak, by pachniała i wrzała
2) Wsadzać do niej pyszności ponadziewane na patyczki. Pamiętamy, że szaszłykujemy tylko takie same produkty - czas gotowania krewetek i choćby marchewki znacznie się różni. Po kolei wyciągamy to, co już jest gotowe.
3) Maczamy w dipie, ściągamy na ryż, który już czeka w miseczce.
4) Zajadamy ze smakiem, kończąc obiad wypiciem zupy :)
Pamiętajmy, że gotowane żarcie jest dużo zdrowsze niż smażone :)
Zdjęciem własnego odenu się nie pochwalę. Po co to gotować, skoro od odenów roi się w całym Yunnanie, nawet w tak małym mieście jak Yuxi? Jeśli spożywa się oden na powietrzu, dostaje się jednorazową miseczkę gratis. Wybiera się szaszłyczki, które następnie macza się w dipie oferowanym przez szefa straganu. Częścią yunnańskiego folkloru są michy ze sproszkowanym chilli, którym można obsypać ugotowane szaszłyczki...
Danie to jest bardzo popularne na Tajwanie, z nieodłącznymi ciasteczkami rybnymi 甜不辣 ("słodkie, nie pikantne"), zarówno na nocnych targach, jak i w moim ukochanym 7-Eleven (wbrew nazwie całodobowym), pod lokalną nazwą 黑輪 bądź 關東煮. Podobno w chińskich 7-Eleven też to można znaleźć, ale w Kunmingu nie ma 7-Eleven, więc nie miałam okazji sprawdzić. Wersja chińska jest wzbogacona o produkty, których przeciętny Japończyk nie weźmie do ust, jak różnego typu pulpeciki czy kostki ściętej krwi wieprzowej/drobiowej. Również w Korei potrawa uległa przeobrażeniom - zupa, w której cosie się gotują, jest bardzo pikantna.
Tak naprawdę składnikiem może być wszystko. Marchewka, grzyby, kapusta, ziemniaki, kawałki parówek, pulpety z różnego rodzaju mięs, raciczki, tofu w najróżniejszych odsłonach, surimi, pędy bambusa - co komu tylko wpadnie do głowy, a konsystencję ma odpowiednią.
W zimie przenośne stragany z tutejszą wersją oden wytaczają się na ulicę. Cóż może być bowiem lepszą przekąską w zimny dzień niż takie gorące kęski, do których spożywania nie trzeba nawet się zatrzymywać czy zdejmować rękawiczek?
Z drugiej strony, danie nietrudne do przyrządzenia w domu. Zupa, kilka patyczków, jakiś dip... Doskonale pasuje do ryżu.
Można na przykład tak:
*surimi
*rzodkiew w grube talarki
*marchew w grube talarki
*pulpeciki z dowolnego mięsa, obtoczone w mące ziemniaczanej (nie mogą się rozciapywać, muszą być zwarte)
*krewetki
*suszone krewetki czy jakieś inne cosie, nadające się do utworzenia smaku zupy rybnej
*dip - na przykład z pasty chilli, sosu sojowego, oleju sezamowego, cebulki, czosnku i soli
1) Ugotować zupę tak, by pachniała i wrzała
2) Wsadzać do niej pyszności ponadziewane na patyczki. Pamiętamy, że szaszłykujemy tylko takie same produkty - czas gotowania krewetek i choćby marchewki znacznie się różni. Po kolei wyciągamy to, co już jest gotowe.
3) Maczamy w dipie, ściągamy na ryż, który już czeka w miseczce.
4) Zajadamy ze smakiem, kończąc obiad wypiciem zupy :)
Pamiętajmy, że gotowane żarcie jest dużo zdrowsze niż smażone :)
Zdjęciem własnego odenu się nie pochwalę. Po co to gotować, skoro od odenów roi się w całym Yunnanie, nawet w tak małym mieście jak Yuxi? Jeśli spożywa się oden na powietrzu, dostaje się jednorazową miseczkę gratis. Wybiera się szaszłyczki, które następnie macza się w dipie oferowanym przez szefa straganu. Częścią yunnańskiego folkloru są michy ze sproszkowanym chilli, którym można obsypać ugotowane szaszłyczki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)