2008-11-04

口語考試 ustne egzaminy

Podobno powinnam je lubić, bo jestem gadułą. I w zasadzie lubię, choć wolę gadać, gdy nikt mnie nie ocenia. A przynajmniej nie stoi nade mną z notesikiem, w którym wypisuje moje błędy...
Mialam dwa ustne. U zaawansowanych i u średniozaawansowanych. Oczywiście, ten z zaawansowanych był prostszy - 5 zdań do ułożenia, temat wolny to opis ulubionego filmu itd. Nawet czytanka do głośnego czytania była prostsza. O rytuale przejścia w tradycji indiańskiej (niestety, nie podano dokładnie, o których Indian chodzi...). Ten dla średnozaawansowanych miał trudną czytankę - do tego stopnia trudną, że nie pamiętam treści, bo musiałam się skupić na słówkach... A, nie, pamiętam - coś o jedzeniu i brudnych rękach. Ale wielu słówek nie znałam (to chyba niedobrze o mnie świadczy). Potem 15 zdań - pięciu nie umiałam ułożyć wcale, bo nie pamietałam, o co chodzi z tą gramatyką. No i temat wolny - czy uważasz, że kobieta nie powinna umieć zarabiać zbyt dużo pieniędzy? Co to, u diabła, za temat? Grrr.
Przede mną jeszcze dwa egzaminy - czwartek i piątek... Buuu... Chyba nie będę zbyt dużo sypiać...

2008-11-02

ucze sie... 正在唸書...

Naprawde sie ucze. Od rana. Ale kolo poludnia zadzwonili i mnie wyciagneli - na moja wlasna ulice, coby blisko bylo. Restauracja, w ktorej jeszcze nie jadlam. Raczej wypasna - drewniane rzezbione krzesla, mozna placic karta i tak dalej. No i wlasnie tutaj nastepuje najdziwniejsza sprawa - mimo iz knajpa w zasadzie jest droga, a mysmy popuscili pasow i obzarli sie jak swinki - wypadlo po 22 kuaje od lebka - czyli okolo siedem zlotych... Jest to o tyle dziwne, ze zamowilismy sporo miesa - i to nie byle jakiego: kroliczyna, wolowina w czerwonym sosie, swinskie nerki w sosie gongbao, a oprocz tego baklazany i tofu. Mnie najbardziej przypadlo do gustu... no, kto zgadnie? Brawo! Nereczki - palce lizac! Smak potrawy wzbogacily grzybki mu er - polska nazwa to ucho bzowe, znaczeniowo zblizona do chinskiej :)
Ling Ling, wiem, ze Ty nie. Ale moze ktos z moich przyjaciol lubi podroby? serduszka drobiowe? Watrobki? Flaki? Ja lubie. Lubie coraz bardziej. W Polsce to sa potrawy ludzi biednych. Tutaj to najdrozsze dania - a to dlatego, ze po pierwsze na przyklad swinia ma duzo mniejsza watrobe niz dupe, wiec z jednej swini mozna miec duzo mniej podrobow niz miesa, a po drugie wedlug zalecen medycyny chinskiej, jedzenie zwierzecych podrobow dobrze wplywa na kondycje naszych wlasnych flakow :D Po trzecie - zadna sztuka przyrzadzic dobrego kotleta z poledwicy. Ale przyrzadzic dobrze nerki, watrobki itp - to zadanie dla prawdziwego mistrza kuchni...
Kocham jesc, mowilam juz? I zaczne robic zdjecia poszczegolnym knajpom na mojej wlasnej ulicy - wystarczy tego na nastepnych pare miesiecy codziennych wpisow... ;)
我真的努力學習啊. 不過有的時候還是必須吃飯, 對不對? 要不然頭腦不會工作啊...那, 今天我的朋友們待我去一家離我家很近的餐廳. 看不出來時好餐廳, 外邊不太好看. 但是裡面就是高級餐廳喔...
我們吃了很多東西: 醬爆茄子, 宮爆腰花, 豆腐青菜缽, 兔子肉, 紅燒牛肉... 什麼都非常好吃. 但我發現了我是個奇怪的波蘭女孩... 在波蘭很多人都不敢吃內臟. 在波蘭這些東西很便宜, 很多人買它們不是自己吃, 是給小狗小貓吃. 這就是中國跟波蘭大大的區別. 華人大概認為內臟是最好吃的, 最高檔的肉, 對不對? 我是波蘭人, 但是我完全同意中國人的觀點 :) 我喜歡腰花, 我喜歡肝臟, 我喜歡心臟. 我真是個奇怪的波蘭人... 我的同屋一聽到我吃了這樣的東西, 就想吐 ;) 因為兔子, 很多波蘭人覺得它們太可愛, 都不想吃. 我覺得呢... 怎麼講才對...那些動物不是我的朋友, 所以我可以吃. 自己的小貓小狗我當然不會吃. 但是嘛...別的都可以... 到現在我沒碰到不可以吃的東西 :D 喔, 我知道我不想吃什麼: 我不想吃三叫...

2008-11-01

jazz 爵士

Dzisiaj wreszcie przydało mi się muzykologiczne wykształcenie. Mianowicie: potrafiłam wytłumaczyć Chińczykowi, że jest fanem jazzu. Podałam wiele, wiele przejawów jazzu i zdecydowaliśmy, że ta muzyka, którą on lubi to właśnie jazz. Do tej pory nie zwracał uwagi na wokalistę/instrumentalistę/gatunek, po prostu jak lubił to słuchał, a jak nie to wyrzucał. Ale nie da się pomylić - i ta gitara, i fortepian, i wokal, i bas - wszystko jazzowe.
W nagrodę dostałam kolację - wypaśną. Oczywiście - jak prawie zawsze w Kunmingu - im bardziej obskurnie knajpa wygląda, tym lepiej tam karmią. I wilec wodny, i kurczak (bez kości! hurra!), i bakłażany, i jelita na gorącym półmisku - wszystko było wyborne. Zwłaszcza jelita przepyszne - jadłam pierwszy raz w życiu w takiej formie i na pewno to powtórzę. Konsystencją przypominają trochę ośmiornicę, ale są delikatniejsze.
Nie robiłam zdjęć - mimo iż chętnie bym pokazała te specjały na blogu. Po prostu nie mogłam zacząć cykać zdjęć i udowadniać tym samym, jak bardzo jestem obcokrajowcem. Powoli bowiem zyskuję tutejszą świadomość - przejmuję się pogodą, zbiorami, polityką, wydarzeniami kulturalnymi. Jestem tutejsza. Bez sensu cykać zdjęcia, prawda? Zdjęcia cykają turyści, a nie lokalsi...
Kurza melodia, ciężko to wyjaśnić... Ale po prostu nie myślę nawet o zabieraniu aparatu, gdy idę na obiad.
Aha. I kocham, kocham głos Zhao Penga (to ten jedyny w Chinach bas, który śpiewa piosenki o miłości tak, że nie pozwala mi się skoncentrować na niczym innym... Pisałam już o nim kiedyś ;)).
I uwielbiam brzmienie zhengu 古筝, ostatnio zwłaszcza w wykonaniu Tong Li 童麗, która śpiewa i gra. Jej możliwości wokalne są hmmm ubogie, ale ma coś słodkiego w samym tonie głosu... Pewnie dlatego tak lubię 望春風 w jej wykonaniu...