Podobno powinnam je lubić, bo jestem gadułą. I w zasadzie lubię, choć wolę gadać, gdy nikt mnie nie ocenia. A przynajmniej nie stoi nade mną z notesikiem, w którym wypisuje moje błędy...
Mialam dwa ustne. U zaawansowanych i u średniozaawansowanych. Oczywiście, ten z zaawansowanych był prostszy - 5 zdań do ułożenia, temat wolny to opis ulubionego filmu itd. Nawet czytanka do głośnego czytania była prostsza. O rytuale przejścia w tradycji indiańskiej (niestety, nie podano dokładnie, o których Indian chodzi...). Ten dla średnozaawansowanych miał trudną czytankę - do tego stopnia trudną, że nie pamiętam treści, bo musiałam się skupić na słówkach... A, nie, pamiętam - coś o jedzeniu i brudnych rękach. Ale wielu słówek nie znałam (to chyba niedobrze o mnie świadczy). Potem 15 zdań - pięciu nie umiałam ułożyć wcale, bo nie pamietałam, o co chodzi z tą gramatyką. No i temat wolny - czy uważasz, że kobieta nie powinna umieć zarabiać zbyt dużo pieniędzy? Co to, u diabła, za temat? Grrr.
Przede mną jeszcze dwa egzaminy - czwartek i piątek... Buuu... Chyba nie będę zbyt dużo sypiać...