2024-07-31
Ni Xialian 倪夏莲
2021-09-28
Emma Raducanu
Emma Raducanu wygrała US Open! Cóż za siła! Szybkość! Jakie wspaniałe pomysły! No i ta odwaga - ona się rzadko broni, wciąż jest w ofensywie.
Ach, mieć znów osiemnaście lat i siłę, by ganiać po tenisowym korcie i łupać w piłkę!...
Cóż. Badminton lepszy dla mnie. Ale z przyjemnością obejrzałam ten mecz, z niewielkim tylko opóźnieniem i oczywiście kibicowałam Emmie, która jest chińsko-rumuńską mieszanką i oprócz tego, że świetnie gra, to jeszcze jest śliczna. Zazwyczaj zresztą jej azjatyckie dziedzictwo wydaje się być schowane gdzieś głęboko; z czeluści internetu wydobyłam kilka zaledwie fotek cokolwiek bardziej skośnych.
Dodaję sobie Emmę do zakładki ewentualnych inspiracji dla Tajfuniątka. Oczywiście gdy wyrośnie już ona z Elsy z Frozen, Kung Fu Pandy i Wojowniczych Żółwi Ninja...
2021-09-27
Willie Wong 黃顯護
Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.
Czytając Wielki Mur Lucy Wu trafiłam na wzmiankę o nietuzinkowej postaci.
Willie Wong (黃顯護 [黄显护] Huáng Xiǎnhù), żyjący w latach 1927–2005, był amerykańskich koszykarzem urodzonym i wychowanym w Chinatown w San Francisco. Był wybitnym koszykarzem, choć miał zaledwie 165 centymetrów wzrostu. W latach czterdziestych był tak popularny, że miał ksywkę "Woo Woo" Wong, ponieważ fani zawsze tak krzyczeli, gdy zdobył punkt, a zdarzało się to bardzo często. Początkowo grał w drużynie złożonej z samych Chińczyków - Chinese All-Stars, później przemianowanej na Chinese Saints. Gdy drużyna zaczęła wygrywać (oczywiście dzięki Williemu), zaczął chłopak robić karierę - został zwerbowany przez Uniwersytet San Francisco i zyskał miano "sportowego cudu". By uczcić sportowe osiągnięcia zwykłego chłopaka z Chinatown, chiński plac zabaw, na którym Willie uczył się grać w kosza, został przechrzczony na Plac Zabaw Williego "Woo Woo" Wonga. Został odnowiony i zaopatrzony w przyrządy w formie smoka i feniksa.
W książce, o której wspomniałam na początku, Willie pojawił się jako wielka inspiracja dziewczyny kochającej koszykówkę. Nie dziwię się wcale. Robienie kariery w sporcie dla wysokich i to w dodatku w tamtych czasach, gdy niebiałym było dużo ciężej - Willie naprawdę musiał być wybitny...
Tutaj poczytacie o pierwszym niebiałym zawodniku NBA.2018-06-29
piłkarskie ciasteczko
2014-05-06
Sława
Jeśli chcecie wiedzieć, o czym piosenka opowiada, zapraszam tutaj.
3) Muzyka poważna.
5) Aktor
2010-09-18
oswajania czesc kolejna
Moje studia to "nauczanie chinskiego dla barbarzyncow", czyli: jak prowadzic zajecia z jezyka, ktory dla studentow nie jest jezykiem ojczystym. Sa to studia magisterskie i wlasnie dlatego trafili tu najprzerozniejsi ludzie. W mojej klasie jest naprzyklad 40letni Koreanczyk ozeniony z Chinka, Tajowie i Wietnamczycy, ktorzy skonczyli tu licencjat, stypendysci z rozmaitych stron itp. Oprocz tego jest jeszcze klasa tubylcow - ucza sie w zalozeniu tego samego, bo sa na tym samym roku i na tym samym kierunku, ale poniewaz sa Chinczykami i nasze zajecia bylyby dla nich nudne, maja swoja wlasna chinska klase. Okazji do spotkania i poznania sie nie mamy zadnej - nie ma ani jednych zajec laczonych, co uposledza obie grupy, ale z polityka uczelniana sprzeczac sie nie bede.
Na czas calej tej akcji telewizyjnej, kiedy grupka laowaiow musiala kursowac miedzy uczelnia i telewizja, nie puscili nas samopas, a chinskim zwyczajem przyporzadkowali nam dwoch chinskich studentow do opieki. Poznalam sie z nimi, polubilam i sadzilam, ze na tym sie to skonczy, bo przeciez nadal nie mamy zadnej okazji sie spotkac. Tymczasem wlasnie dzis jeden uratowal moj humor, a drugi - honor.
Czulam sie fatalnie. Mniejsza o powody - w kazdym razie, kiedy sie zwloklam z lozka, bylo juz prawie poludnie, a mnie sie nawet nie chcialo pojsc nigdzie na obiad, wiec wyladowalam w stolowce. Nie, zeby byla jakas wypasna, ale jest tanio, blisko i calkiem smacznie, wiec niech im bedzie. Wpadlam na malego Zhanga (ten chudy), zagail, dosiadlam sie do niego i jego kolegow, zaprosili mnie na meczyk badmintona. Dziesiatka ludzi, granie na zmiane, pogaduchy. Nic w stylu: alez TY dobrze po chinsku mowisz. Po prostu gadanie o sporcie, o szkole, o facetach i kobietach :) Bylo zaczepiscie, bardzo mi brakowalo sportu zbiorowego i wlasnie takich ludzi od rozmow o niczym i od smiechu :) Humor zostal uratowany.
Wracam z boiska badmintonowego (chyba przy kazdej uczelni w Chinach jest ich duzo; Chinczycy uwielbiaja badmintona! I ja tez zaczynam lubic), marze o kapieli. Caly dzien slonce przygrzewalo, wiec powinna byc ciepla woda. Guzik! Nie ma. Zrezygnowana przekrecam drugi kurek. Dupa. Dzika plaza, pustynia. Zero wody, nawet do splukania kibla, a co dopiero do porzadnego umycia spoconego, smierdzacego, europejskiego ciala. A ja jeszcze wieczorem mam plany... Ratunku! Dzwonie do drugiego (maly, gruby), A-Penga i mowie:"wczoraj twierdziles, ze jesli bede miala jakikolwiek problem, mam do Ciebie dzwonic. Wiec dzwonie. W naszym akademiku nie ma wody". Przychodz - mowi. A chwile potem - wiesz, my mieszkamy w meskim dormitorium, wiec Cie nie wpuszcza, zaraz do Ciebie zadzwonie, na pewno cos wymysle. Chwile pozniej umawia sie ze mna na kampusie. Przyszedl z obstawa i mnie zaprowadzil do uczelnianej lazni publicznej. Drogie cholerstwo - 4,5 yuana (okolo 2 zl), ale za to woda ani czas nie sa racjonowane. Hurra! Idziemy, idziemy, a mocno zarumieniony A-Peng prosi - prosze, nie mow nikomu na uczelni, ze poszlas ze mna do lazni....
Zaczyna mi juz byc dobrze ^.^




