blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-07-20

乳餅 Rubing - yunnański ser kozi


Rubing czyli ciastko z mleka, a inaczej ser, podobny do naszego bundza, to tradycyjny yunnański wyrób, który większości Yunnańczyków (poza niektórymi dziwnymi Hanami) bardzo smakuje, a dla przebywających tu Europejczyków jest ostatnią deską ratunku, powstrzymującą nas przed rzuceniem się z Zachodnich Gór z powodu tęsknoty za serem. Zwykłe, europejskie sery są tu bowiem dostępne w bardzo niewielkich ilościach i mocno nieprzystępnych cenach tylko w niektórych Carrefourach i w Metro.
Stworzony przez dalijską mniejszość Bai 白族, jest rubing (przez Bajów nazywany yond bap) jednym z podstawowych składników ich wyżywienia, ba, dodawany jest nawet do tradycyjnej bajskiej herbaty! Zrobiony z koziego mleka (choć tak jak u nas, zdarzają się krowie podróbki), koloru białego, ser należący raczej do twardych, niesolony - właściwie z zewnątrz przypomina niektóre rodzaje tofu i przez nie-Yunnanczyków jest z tofu mylony nagminnie. Sposobów przyrządzenia są miliony, a ja chętnie się będę nimi dzielić. Akurat kilka dni temu zanabyłam pół kilo sera za astronomiczną kwotę 15 złotych polskich i się odtąd bawię w kucharza. Najpierw jednak kilka słów na temat historii tego przysmaku.
Historycy gubią się w domysłach i na razie się w nich nie bardzo odnajdują, ale mogło być tak: dawno, dawno temu, gdy banda Mongołów najechała Dali, zostawiła w spadku sporo dzieci o innym wyglądzie, przemiłe krępe koniki i, jako naród dawnych pasterzy, którym głupi wodzowie kazali najeżdżać niewinne miasteczka i łupić, co się dało, pozostawili swoje sposoby wykorzystania i przetwarzania mleka. Podobna legenda dotyczy ewentualnego przekazania tajemnicy przetwórstwa mlecznego dalijczykom przez Tybetańczyków, którzy też hodują bydło i również Dali najeżdżali.
Tradycyjnie ser produkowano, dodając do świeżego mleka rodzaj kwaśnych śliwek. Obecnie pewnie stosuje się zakwaszanie podobne naszemu, stosowanemu w przemysłowej produkcji.
Metod przyrządzania jest wiele, można go jeść na słodko bądź słono, surowo czy też po upieczeniu/usmażeniu/ugotowaniu. Najbardziej popularna metoda to smażenie.

Składniki:
*ser kozi (w Polsce można go doskonale zastąpić jakimkolwiek twardym serem surowym i niesłonym... szukajcie. Może Wam się uda znaleźć :)),
*sól,
*pieprz syczuański (albo i nasz),
*smalec (albo jakikolwiek smaczny tłuszcz do smażenia)
Wykonanie:
1. Kroimy ser na plastry grubości pół centymetra, jeśli są za duże, kroimy na mniejsze - staramy się kroić równo, a nie tak, jak autorka bloga ^.^
2. Rozgrzewamy patelnię, dodajemy tłuszczu, który równomiernie rozprowadzamy i rozgrzewamy, wsadzamy ser, obsmażamy z obu stron na niewielkim ogniu. Staramy się usmażyć równomiernie, żeby kolor był ładny - a nie taki, jak u autorki ;)
3. Kiedy czekamy, aż usmażony ser przestygnie, mieszamy sól z pieprzem w proporcjach, jakie nam się wysypią ;) Pieprz ma być w postaci sypkiej, Kayka, nie całe kuleczki :P Sól z pieprzem służy do maczania sera w.
5. A autorka na przykład miała kaprys godny ciężarnej i spożyła tę słoną potrawę z dżemem porzeczkowym (borówek nie miałam) - prawie jak nasz oscypek z rusztu :D

1 komentarz:

  1. :( :( :( :(
    (a kuleczki tez mozna, jak sie nie da inaczej)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.