Następnym ciekawym zabytkiem Bixi jest rezydencja Li Xiushana. Przyjrzyjcie się uważnie, jaka jest wielka! W ogóle nie ma porównania z zupełnie mimo wszystko zwykłym "jednopieczęciowym" siheyuanem rodziny Yu.
| remont trwa. Miejmy nadzieję, że kiedyś będzie można wejść na następne piętro. |
Kimże był ów Li, że tak cudownie sobie mieszkał?
Otóż Li Xiushan był kapitanem tzw. oddziału tępiącego bandytyzm 剿匪大队长. Zwróćcie uwagę na pierwszy znak: 剿 jiǎo z charakterystycznym nożem 刂 oznacza anihilację, wytępienie, a w dawnych kronikach występował również w znaczeniu wojskowej wyprawy równoznacznej z rzezią. Sama idea oddziału szczytna - mieli pilnować, żeby bandyci się nie panoszyli, nie rabowali, nie napadali na bezbronne wioski ani tym bardziej na tak fajne, bogate miasteczka jak Bixi. Jednak, jak to bywa, lekarstwo okazało się gorsze od choroby. Li Xiushan z kompanami był zbójem jakich mało. W 1946 roku urządził przy wschodniej bramie miasta kasyno i czerpał z niego zyski, doprowadzając miejscową ludność do ruiny: wyprzedawali woły, konie, a nawet pola i ziemię. Jednak Li Xiushanowi mało było przejmowania okolicznych majątków. Postanowił wybudować kamienne mosty, by połączyć Bixi z Mojiangiem i, aby zdobyć na ten szczytny cel środki, zaczął od przechodzących karawan pobierać myto wysokości dziesięciu groszy od końskiego łba. Karawan było sporo, bo to przecież na trasie Szlaku Końsko-Herbacianego, więc zarobił niemało. Jednak nie musiał wydawać forsy na robociznę, bo chłopi pracowali za darmo, przymusowo oczywiście. Mosty wprawdzie nie powstały, ale za to Li zdołał wybudować dla siebie dwupiętrowy dom. Ależ go mieszkańcy nienawidzili i wyklinali - ale tylko po cichu.
Do czasu. Latem tego samego roku nauczyciele z podstawówki w Bixi przy pomocy miejscowej młodzieży napisali kilka anonimowych wiadomości, które przykleili jak gazetę wieczorną na murze przy ośmiokątnej wieży w centrum Bixi. Parę miesięcy później w Dwutygodniku Mojiańskim ukazał się artykuł Trzej tyrani z Bixi, opowiadający o trzech panach Li, którzy byli w Bixi znani z mordów, szantażu, wymuszeń, nielegalnego hazardu i - co najgorsze - wykorzystywania stanowisk do prywatnych celów.
Li Xiushan stwierdził, że autorem na pewno znów są nauczyciele, więc ich zaprosił na bankiet, obsypał stekiem wyzwisk i pobił dyrektora szkoły. Konflikt eskalował; coraz więcej osób mówiło głośno o przewinach Li, coraz wyżej postawieni dowiadywali się o jego bestialstwie i iście mafijnym sposobie życia - skarga i apel zostały złożone do władz powiatu, a jednocześnie pisemko o mówiącym wszystko tytule Dziesięć Zbrodni Li Xiushana trafiło do czterech głównych redakcji gazet w Kunmingu, stowarzyszeń, instytucji i grup nie tylko w stolicy prowincji, ale też wszystkich większych miast regionu.
Reakcja Li Xiushana? Za radą krewnego wysłał opium i srebro do urzędu powiatowego, a następnie wyprawił parę wypasionych bankietów, zapraszając szefów wszystkich instytucji i grup oraz lokalną "artystokrację". W ich trakcie szczerzył oszczerstwa na temat ludności Bixi i prosił gości o "wymierzenie sprawiedliwości".
Czy to mogło być skuteczne? Cóż. Kuomintangowski naczelnik powiatu bezpośrednio po otrzymaniu skarg deklarował surową rozprawę z Li. Jednak opium, srebro i bankiety zmieniły jego postawę. Niedługo zwołał spotkanie mediacyjne i po wysłuchaniu obu stron sporu zadecydował, że za pobicie, kasyno i resztę przestępstw, na które było za dużo świadków, Li musi zapłacić grzywnę; powinien również ukończyć budowę mostów. Jednak wymuszanie, morderstwa, nielegalna wycinka drzew itd. są nie do udowodnienia, więc Li nie będzie za nie sądzony. Obłaskawieni przez Li urzędnicy i wykształciuchy chwalili werdykt, choć poszkodowani protestowali. Naczelnik powiatu nakazał podpisanie ugody i tak się to skończyło. Po tej skardze niektórzy nauczyciele i część młodzieży osobiście przekonali się, że urzędnicy rządu Kuomintangu są powszechnie skorumpowani. Dla pieniędzy gotowi byli porzucić wszelką sprawiedliwość i prawo.
W tym momencie kończy się normalna historia jakich wiele o lokalnym tyranie i walce z niesprawiedliwością, a zaczyna laurka dla Sami-Wiecie-Kogo, jak to pomogli zjednoczyć mieszkańców i walczyć z nieprawością. Bo, jak wiadomo, nieprawość to urzędnicy Kuomintangu, li i jedynie. Po pokonaniu Li jego rezydencja została zmieniona w coś w rodzaju muzeum pokazujące walkę o sprawiedliwość społeczną itd. My jednak zwiedzaliśmy dla samej przyjemności zobaczenia, jak mieszkali sto lat temu w Bixi naprawdę bogaci ludzie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.