2026-02-11

Makka Pakka 玛卡·巴卡

Jeśli macie małe dzieci, być może słyszeliście o brytyjskim serialu telewizyjnym przeznaczonym dla dzieci tak małych, że w ogóle jeszcze nie powinny oglądać telewizji, pt. Dobranocny Ogród. Jeśli nie słyszeliście, nie przejmujcie się zbytnio - niewiele straciliście. No chyba, że faktycznie macie malutkie dzieci, dla których potrzebujecie nieagresywnych, ciepłych w odbiorze bajeczek, to wtedy będzie jak znalazł:
   
Ja sama nigdy nie dowiedziałabym się, że coś takiego istnieje, gdyby nie fakt, że zakończenie tej prostej bajeczki zostało wchłonięte przez chiński potoczny język. Każdy odcinek serialu kończy się bowiem pożegnaniem z bohaterem Makką Pakką. Po chińsku przetłumaczone zostało na 晚安,玛卡巴卡!  (wǎnān mǎkǎ bākǎ) i bodaj wszyscy Chińczycy wiedzą, że po "maka baka" idzie się spać. Co ciekawe, choć bajeczka ta ma już prawie dwadzieścia lat, dopiero w 2021 roku pożegnanie zrobiło tak wielką karierę, pewnie za sprawą TikToka i innych mediów społecznościowych. Często można natknąć się na przykład na filmiki o usypianiu malutkich dzieci - zawsze towarzyszyć im będzie podkład dźwiękowy 晚安,玛卡巴卡!jak na przykład tutaj
U nas w domu funkcjonuje dobranoc, pchły na noc, ale też dobranoc, mandarynka (bo ZB nie był w stanie opanować pcheł, a mandarynkę potrafi powiedzieć i to z soczystym r!) no i maka baka też istnieje, choć nikt poza mną nawet nie wie, skąd to powiedzonko trafiło do chińskiego. No ale nie każdy ma fioła na punkcie potocznej chińszczyzny...

2026-02-09

豆腐肠 Kiełbasa z tofu

Kiełbasa z tofu to tradycyjny produkt mięsny zachodniego Yunnanu, ponoć wynaleziony przez Yi, ale powszechny również w rejonach rzadko przez nich zamieszkanych. Typowymi składnikami są białe tofu, krew wieprzowa, zmielony boczek i przyprawy (sól, alkohol, imbir, zmielone nasiona kopru, czarny kardamion itd.) wsadzone do jelita wieprzowego. Ponieważ jest to produkt niewędzony, jadany zazwyczaj na świeżo, najłatwiej się na niego natknąć zimą bądź wczesną wiosną. O ile sama technika przygotowywania kiełbas pewnie nie bardzo się różni od polskiej, o tyle etap przygotowywania jelita do nadziewania jest dość ciekawy: najpierw moczy się je w ciepłej przegotowanej wodzie, potem "pierze" i przepłukuje, a potem obsypuje mąką kukurydzianą wymieszaną z liśćmi cytrusowymi i nacią rzodkwi i szoruje na sucho. Później czyści się je solą i dopiero wówczas uznaje za pozbawione zapaszku i nadające się do zrobienia kiełbasy. Po wypchaniu jelit farszem wiesza się kiełbasy do wyschnięcia na cały miesiąc! Nie można powiesić bezpośrednio w miejscu słonecznym, bo sfermentują i się zepsują; nie można ich też powiesić w miejscu zbyt zimnym i wilgotnym, bo spleśnieją. Przed spożyciem należy je umyć, a potem smażyć, piec, gotować lub gotować na parze.
Najbardziej popularne są w Lijiangu, Chuxiongu, Dali, Baoshan, Dehongu, Nujiangu, Diqingu i Lincangu. Oczywiście w różnych regionach różnią się smakiem, kolorem, zapachem... Nasze ulubione to kiełbasy z tofu z regionu Pu'er, o pięknej złotej barwie:
Na tym półmisku smażone w głębokim tłuszczu z suszonym chilli, obok zwykłej kiełbasy i smażonych jelit, oczywiście podane z mączką chilli do maczania.

2026-02-07

kwiaty moreli 梅花

Wybrałyśmy się z koleżanką do niezastąpionego parku przy Stawie Czarnego Smoka, by podziwiać kwiaty śliwy. To znaczy kwiaty moreli, ale ponieważ na całym świecie są znane jako kwiaty śliwy... Nie zawsze upieram się przy morelach, choć wikipedia jest jednoznaczna pod tym względem. Anglojęzyczni są sprytni: wymyślili sobie śliwę, a gdy okazało się, że to jednak morela, dodali po prostu "chińska" - i od razu wiadomo, że Chińczycy są dziwni, a nie oni, nadający niewłaściwe nazwy ;)  A oczywiście w języku polskim funkcjonuje jako morela "japońska", jak dziesiątki innych roślin ewidentnie pochodzących z Chin, a w Polsce traktowanych jak wynalazek japoński. Grrr. 
Do meritum: do parku tego przesadzono setki drzewek pochodzących z Morelowego Zaułka w centrum miasta i cały czas dosadza się nowe. Dzięki temu powstał tu kojący ciało i duszę morelowy ogród, który od połowy stycznia aż do marca obłędnie pachnie, wspaniale wygląda i jest idealnym miejscem wczesnowiosennych przechadzek. Rokrocznie odbywa się tu Święto Morelowych Kwiatów - dlatego warto się tu wybrać w dzień powszedni, kiedy jest choć trochę mniej ludzi.



















Kiedy patrzę na kwitnące morele, przypomina mi się słynne powiedzonko przypisywane tangowskiemu mistrzowi buddyzmu chan Huangbo Xiyun
不是一番寒彻骨, 
Gdyby nie ten mróz, który przenika aż do szpiku kości 
怎得梅花扑鼻香 
Jak miałbyś zaznać kwiatu moreli wonnej słodkości? 

Czyli: konieczne są te wszystkie trudności, by zaznać piękna, dobra, sukcesu - jak zwał tak zwał. Wszystko, przez co w życiu przechodzimy, jest Drogą. A droga nie może być łatwa. Nie bez kozery właśnie temu mistrzowi, bodaj najbardziej taoistycznemu ze wszystkich buddystów, przypisuje się akurat to powiedzenie...
To, że przypominam sobie właśnie to powiedzenie, zapewne związane jest z dość kryzysową sytuacją, która nas dopadła: Tajfuniątko dopadło atypowe zapalenie płuc. Przez tę atypowość odkryliśmy, że to nie zwykły kaszel, tylko coś poważniejszego, dopiero po trzech tygodniach, gdy przyplątało się zakażenie krzyżowe. W związku z tym niemal zamieszkaliśmy w szpitalu, łącząc opiekę nad małą z własnymi obowiązkami. Całe szczęście ja mam już przerwę śródsemestralną, ale ZB nadal pracuje. A w dodatku szpital zaczął się... w trakcie pierwszej od tuzina lat wizyty Taty. Nie chcąc, by Tato miał styczność ze szpitalem, a jednocześnie pragnąc spędzić z Nim jak najwięcej czasu, dokonywaliśmy z ZB cudów graniczących z teleportacją ;)
Ale teraz przychodzi powoli czas na wonną słodkość kwiecia moreli: wczoraj wyprawiłam zdrowego i zadowolonego z pobytu Tatę do domu, a Tajfuniątko może już przespać prawie całą noc bez kaszlu. Po tygodniu mrozu przenikającego nas aż do szpiku kości możemy odetchnąć z ulgą. 
Czego i Wam życzę.

2026-02-05

na przykład kasztany 举个栗子

Ładna nazwa dla straganu z pieczonymi kasztanami:
举个例子 jǔgèlìzi tłumaczy się jako "na przykład", ale dosłownie oznacza "podnieść przykład". Tu wykorzystano homofonię przykładu i kasztana (栗子 lìzi). Podnieś kasztana! I go zjedz, póki gorący, oczywiście.

2026-02-03

Rozłożnia kolczasta 芡

芡qiàn czyli rozłożnia kolczasta to roślina należąca do rodziny grzybieniowatych, co znajduje odwzorowanie w jednej z jej chińskich nazw: 鸡头莲 lotos kurza głowa. Jest, jak łatwo się domyślić, rośliną wodną, wchodzącą zresztą w skład Ośmiu Wodnych Świeżości - czyli od razu wiemy, że nadaje się do jedzenia. Kiedy roślina jest jeszcze młoda i niedojrzała, jej owoce można gotować w całości (jak robi się to np. w Bangladeszu). Jeśli jednak poczekać, aż roślina dojrzeje, jadalną częścią będą tylko nasiona, zawierające dużo skrobi, ponieważ sam owoc twardnieje i drewnieje. Po chińsku nasiona zwane są 芡实 qiànshí, 芡米 qiànmǐ (ryż rozłożniowy) lub 鸡头米 jītóumǐ (ryż kurza głowa). Dojrzałe nasiona można jeść bezpośrednio, na surowo, po ugotowaniu lub uprażeniu/upieczeniu (ponoć pękają jak popcorn!), można również pędzić na nich wódeczkę. Mieli się je również na mąkę 芡粉, która ma kilka zastosowań - przede wszystkim jednak służy jako zagęstnik do sosów. Zagęszczanie takie wzięło w kuchni chińskiej swą nazwę właśnie od rozłożni: 勾芡 gōuqiàn, które na angielski jest tłumaczone najczęściej jako "to thicken with cornstarch", a obecnie używa dowolnej skrobi - ziemniaczanej, z fasoli złotej, kukurydzianej czy lotosowej, etymologicznie jest związane z naszą dzisiejszą bohaterką. 
Oprócz dużej zawartości skrobi znajdziemy w rozłożni również białka, tłuszcze, wapń, fosfor, żelazo itd. Obecnie najczęściej na bazie rozłożni robi się kleiki, ciasta oraz gęste zupy. Bodaj najbardziej popularne jest ciasto rozłożniowe 芡实糕, składające się z mąki z kleistego ryżu wymieszanej z mąką rozłożniową i cukrem, a następnie ugotowane na parze. Ponoć jego jedzenie jest zdrowe dla śledziony i nerek. Bardzo łatwo jest je zauważyć na targu czy w sklepie ze słodyczami, ponieważ tradycyjnie jest wyrabiane w takiej oto trójkolorowej formie:
Choć nie jestem wielką fanką ciast ryżowych gotowanych na parze, muszę przyznać, że akurat to ciasto było całkiem, całkiem - mam wrażenie, że skrobia rozłożniowa pomogła w poprawieniu konsystencji suchego zazwyczaj ciasta.

2026-02-01

Osiem Widoków Stawu Dziewięciu Smoków 九龙池八景 I

Opowiadając o Rzece Spławiania Koni wspomniałam o Ośmiu Widokach Stawu Dziewięciu Smoków (dawna nazwa Cuihu - Szmaragdowego Jeziora). Po wielu, wielu latach przyszedł wreszcie moment, by Wam o nich opowiedzieć: skąd się wzięły, kto o nich pisał i co to w ogóle za widoki. Zacząć trzeba od przedstawienia autora wierszy o owych ośmiu widokach, Chena Rongchanga 陈荣昌, który był qingowskim uczonym mieszkającym w Kunmingu. 
Chen żył w latach 1860-1935; zajął pierwsze miejsce w prowincjonalnych egzaminach urzędniczych w Yunnanie, a gdy w Pekinie zdobył tytuł jinshi, został członkiem Akademii Hanlin. Był sławnym edukatorem (jeden z jego uczniów to słynny yunnański zhuangyuan Yuan Jiagu), literatem i kaligrafem; przyczynił się do powstania Biblioteki Yunnańskiej oraz świątyni upamiętniającej Qian Nanyuana, najuczciwszego z yunnańskich urzędników. Jeśli chcecie zobaczyć, jak pisał - tablica z inskrypcją jego autorstwa znajduje się w Świątyni Huating w Zachodnich Górach. Zresztą, zarówno w Świątyni Huating, jak i w Świątyni Taihua znajduje się wiele jego kaligrafii. 
Ten oto właśnie człowiek pozostanie na zawsze w pamięci wdzięcznych kunmińczyków jako osoba, która wymyśliła nazwę dla serca Kunmingu, mojego cudownego Szmaragdowego Jeziora czyli Cuihu 翠湖. Dawniej nazywane było ono Morzem Warzyw 菜海子 lub Stawem Dziewięciu Smoków 九龙池. Pierwsza nazwa związana była z faktem, że gdy tylko wiosną staw podsychał (cóż, końcówka pory suchej), mieszkańcy miasta sadzili tam osiem wodnych świeżości, czyli m.in. lotosy i ostrudę mandżurską. A że aż dziewięć źródeł napełniało staw wodą, nazywano też jeziorko Stawem Dziewięciu Smoków. 
 W 1883 roku Chen Rongchang napisał cykl wierszy Osiem Widoków Stawu Dziewięciu Smoków. W jednym z tych ośmiu wierszy po raz pierwszy zmienił nazwę „Morza Warzyw” i „Stawu Dziewięciu Smoków” na Cuihu 翠湖 czyli dosłownie Szmaragdowozielone Jezioro. A jeszcze dokładniej, gdyby wejść w etymologię, jezioro-barwy-piór-zimorodka. Myślę, że pomysł na tę nazwę podrzuciły Chenowi właśnie zimorodki, które po dziś dzień licznie zamieszkują tereny przy Szmaragdowozielonym Jeziorze. 

春树晓莺 

南山已卧归,久不听宫莺。 
 何事二三月,忽闻千万声。 
 春风吹菜海,晓梦入蓬瀛。 
 仿佛朝天去,满身花露清。 

Poranne wilgi na wiosennych drzewach 

Zamieszkawszy w ustroniu "Południowe Szczyty" 
Dawno nie słyszałem dostojnych wilg śpiewu. 
Wiosną nagle ich słychać tysiące - a czemuż? 
Nad Warzywnym Morzem wieje wiatr wiosenny, 
Sen poranny mnie przeniósł do rajów odległych. 
Jakbym zmierzał do niebios, kwietną rosą obmyty. 

To pierwszy z ośmiu widoków opisanych przez Chena. Drugi i trzeci miesiąc księżycowy wspomniane w wierszu to faktycznie czas, gdy bodaj najwięcej ptactwa (w tym wilg) hałasuje na drzewach. I jeszcze dodatkowa ciekawostka: w 1835 roku zongdu Yunnanu i Guizhou Ruan Yuan zbudował południowo-północną groblę przez Jezioro. Specjalnie nazwał północny most Mostem Słuchania Wilg 听莺桥. Obecna wersja mostu jest niestety podróbką z 1934 roku, stojącą ponoć w tym samym miejscu, ale odmienną architektonicznie. Po dziś dzień można tam przyłapać wilgi.

Południowa Góra 南山 w chińskich pismach często nie jest rzeczywistą nazwą geograficzną, a ustronnym miejscem, w którym można osiągnąć spokój, żyć zgodnie z rytmem pór roku, uciec od świata a nawet osiągnąć nieśmiertelność.
Raje odległe to moje tłumaczenie nazw wysp Penglai i Yingzhou, czyli w mitologii chińskiej miejsca bytowania Nieśmiertelnych. 
Może kiedyś uda mi się stworzyć doskonalsze tłumaczenie; na razie musi mi wystarczyć powyższa impresja.

2026-01-30

Urodziny Końskogłowej 马头娘生日

Jako że w Chinach produkcja jedwabiu od tysiącleci stanowiła ważną część gospodarki, na pewno Was nie zdziwi, że znanych jest tu wiele bóstw opiekujących się drzewami morwowymi, jedwabnikami i osobami parającymi się produkcją jedwabiu. Najbardziej znaną jest 蚕女 (Jedwabnikowa Kobieta) zwana również 蚕神 (Jedwabnym Bóstwem), 蚕马神 (Bóstwem Jedwabników i Koni). Zgodnie z imieniem, opiekuje się ona jedwabnikami. Zazwyczaj przedstawia się ją jako boginię jeżdżącą na białym rumaku, jest jednak znany również znacznie ciekawszy wizerunek: kobieta o końskim łbie. Wiąże się z tym ciekawa legenda. 
Zgodnie z Zapiskami z poszukiwań bóstw 搜神记 z czasów dynastii Jin sprawa wyglądała tak: Pewna dziewczyna z Syczuanu tak tęskniła za ojcem przebywającym na dalekiej wyprawie, że dnia pewnego rzekła żartobliwie do białego ogiera: jeśli przyprowadzisz mojego ojca, wyjdę za ciebie za mąż! Ogier potraktował jej słowa poważnie, zarżał, zerwał się z postronka i pocwałował w dal. Po kilku dniach wrócił z ojcem na grzbiecie, stając się bohaterem dla całej rodziny. Jednak on odmawiał jedzenia i picia; ożywiał się tylko, gdy owa dziewoja wchodziła do stajni, a wówczas rżał na jej widok z wyraźną ekscytacją. Chcąc nie chcąc musiała więc ona wyjawić ojcu, co za głupstwo zrobiła wcześniej. Ojciec się tak zdenerwował, że zastrzelił konia z łuku, a potem obdarł go ze skóry, którą następnie wyprawił i powiesił na podwórzu, by wyschła. Pewnego dnia córka bawiła się nieopodal z sąsiadką, a na widok skóry podeszła, kopnęła ją i westchnęła: głupie bydlę, chciałoś człowieka za żonę, a teraz tu leżysz - na co ci to było? A wtedy końska skóra niespodziewanie wzleciała i, otuliwszy dziewczę, odleciała w dal. Po wielu dniach rodzina w końcu znalazła dziewczę na drzewie, nadal ciasno otuloną końską skórą na kształt kokonu, a w dodatku zamiast własnej głowy miała końską. Ów koński pysk wypluwał jedwabne nici. Rodzice byli pogrążeni w smutku, jednak wszyscy w okolicy odkryli, że to drzewo to morwa, a gąsienice żywiące się jej liśćmi potrafią produkować jedwabne nici. Pewnego dnia wokół dziewczyny, zwanej już wówczas Jedwabnikową Dziewczyną, pojawiło się kilkudziesięciu niebiańskich strażników, którzy przemówili do rodziców tymi słowy: Pan Niebios (Shangdi) postanowił nagrodzić waszą córkę za nabożność względem rodziców darując jej nieśmiertelność i zapraszając do niebiańskiego pałacu jako konkubinę. Będzie jej tam dobrze, nie musicie już się o nią martwić - i unieśli ją między obłoki. Odtąd ludzie zaczęli ją czcić jako tę, która podarowała ludzkości jedwab i tajemnicę jego produkcji. Stała się Jedwabnikowym bóstwem, czczonym nie tylko w Syczuanie, ale w całych Chinach południowych. 
Przed ustanowieniem nowych Chin wizerunki Końskogłowej Boginii były często spotykane w kapliczkach dla Jedwabnego Bóstwa. Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że w niektórych regionach czczono inne bóstwa: Cánmǔ 蚕母 - Matkę Jedwabników, będącą żoną Huang Di i noszącą imię Leizu. Znana jest również opowieść o Bóstwie-W-Zielononiebieskiej-Szacie 青衣神, mitycznym władcy i przodku wszystkich ludzi królestwa Shu (historyczna nazwa Syczuanu). 
Wracając jednak do naszej Końskogłowej - rolnicy jedwabni dwunastego dnia miesiąca la (czyli właśnie dzisiaj) obchodzili jej urodziny, czyli składali ofiary. Dziś większość tradycji związanych z tym świętem (takich jak przystajanie koszy na kokony sztucznymi kwiatami i gęsimi piórami) już zanikła, ale w niektórych społecznościach pozostał zwyczaj przyrządzania, ofiarowywania i jedzenia kluseczek ryżowych w kształcie kokonów jedwabników, zwanych 茧圆 jiǎnyuán. Pierwotnie mniej więcej w połowie miesiąca la zaczynało się prace związane z jedwabnikami; najprawdopodobniej urodziny Końskogłowej służyły zapamiętaniu tej daty. W trakcie roku świąt związanych z jedwabnikami było oczywiście więcej - tradycje były związane z każdą częścią jedwabniczego cyklu życiowego - od rytuałów związanych z wykluciem larw przez specjalną tradycję w Święto Czyste i Jasne - jedzenie kokonowych kulek w dwóch kolorach, białym i zielonym, które symbolizują kokon i liście jedzone przez larwy. Po obfitych zbiorach bogini trzeba było ofiarować wino i jedzenie - w niektórych miejscach odbywało się to w czasie Święta Smoczych Łodzi. Oprócz tego istniały dziękczynne sztuki o jedwabnikach - wioski żyjące z jedwabiu zapraszały wędrowne trupy teatralne, by zostały one odegrane w odpowiednim czasie. Istnieje też cała gama rytuałów, która miała odpędzić od jedwabników złe moce włącznie z wieszaniem wizerunków... kotów, które miały odstraszać bardzo szkodzące hodowli myszy.
Żadna z tych tradycji nie jest znana w Kunmingu, który z jedwabiem nigdy nie miał nic wspólnego. Jednak jeśli chcielibyście zjeść kokonowe kluseczki, możecie śmiało przygotować ciasto takie, jak na tangyuany i po prostu uformować je na kształt jedwabników, w kokonach czy bez.

2026-01-27

Magnolia 玉兰

Jak każdej zimy, wybrałam się do Magnoliowej Świątyni, by się nacieszyć kwitnącymi właśnie magnoliami nagimi:
Jak zawsze urzekło mnie ich piękno. Jak zawsze żałuję też, że nie złożyło się tak, by jednocześnie było tu trochę śniegu. Ideałem, do którego tęsknię, jest sytuacja przedstawiona w poniższym wierszu:

阆苑移根巧耐寒, 
Z rajskich sadów przybyła, mrozu się nie lęka 
此花端合雪中看。 
Ona nawet na śniegu naszym oczom piękna. 
羽衣仙女纷纷下, 
Zstępują w szyku driady pierzem przyodziane 
齐戴华阳玉道冠。 
W nefrytowe korony słoneczne przybrane. 
 
To wiersz qingowskiego poety Zha Shenxinga 查慎行 (1650—1727) pod tytułem Kwiat magnolii rozkwitły pośród śniegu 雪中玉兰花盛开. Porównanie magnolii do przybyłych z raju nieśmiertelnych 仙女) przystrojonych koronami obezwładniło mnie swą trafnością. Absolwent Hanlinu nie musi się tego wiersza wstydzić. Ale cóż - w końcu ideałem Zha był nie kto inny, a Su Shi... 
Raj wspomniany w wierszu to Làngyuàn 阆苑 zwany również Lángfēngyuàn 阆风苑, czyli nazwa siedziby Królowej Matki Zachodu na Górze Kunlun. Później przenośnie nazywano tak miejsce zamieszkania dowolnych bóstw czy nieśmiertelnych a nawet cesarzy.
O tak. Magnolie zdecydowanie są driadami - delikatnymi, eleganckimi i tak nieludzko pięknymi...

2026-01-25

撇菜根 korzenie czosnku

Do wielu dań Lincangu i Pu'er dodaje się pewną bardzo charakterystyczną przyprawę czy też warzywo:
Widzicie te białe śmiesznie powykręcane cosie? To właśnie korzonki szerokolistnego czosnku 宽叶韭 (Allium hookeri). Jest to roślina występująca w Indiach, na Sri Lance, w Birmie, Bhutanie i południowozachodnich Chinach - czyli właśnie u nas. Ich najważniejszą częścią są właśnie grubaśne (jak na czosnek) korzonki i szerokie, długie liście. Jest chętnie uprawianym warzywem w Południowej i Południowo-Wschodniej Azji. Jada się głównie korzonki (liście też można, ale po co? korzonki są lepsze), nie tylko jako przyprawę, dodawaną do dań smażonych czy zup, ale również w sałatkach oraz ukiszone. Zaostrzają apetyt i doskonale nadają się na przekąskę pomiędzy daniami głównymi. 
Kiszone najczęściej przyrządza się z dodatkiem płatków chilli, solą, cukrem i odrobiną octu oraz sosu sojowego. Kiszenie sprawia, że ich naturalna goryczka zostaje "naprawiona", a smak jest bogatszy. Po ukiszeniu jada się je jako dodatek do bułeczek na parze mantou, do kleiku ryżowego albo po prostu jako przystawkę. Tutaj możecie zerknąć, jak wygląda przygotowanie takiej kiszonki. 
Jest to zdecydowanie warzywo, na które warto zwrócić uwagę podczas wizyty w regionie.

2026-01-23

laka

Kolejne warsztaty w naszym cudownym Muzeum Yunnańskim dotyczyły laki. Zaczęliśmy od wykładu, podczas którego dzieciaki (a także większość dorosłych) zdobyły podstawowe informacje o tej technice i mogliśmy podziwiać eksponaty z różnych miejsc i czasów w ten sposób zdobione. A potem mogliśmy kupić lakowane przedmioty, wykonane przez pracowników muzeum. Biorąc pod uwagę czas potrzebny do nałożenia i wysuszenia kolejnych warstw, a było ich kilkadziesiąt - przygotowania do tych warsztatów zaczęły się ponad pół roku temu. Następnie mieliśmy niepowtarzalną szansę pracy z laką: mogłyśmy ją wypolerować odsłaniając kolejne warstwy i tworząc unikalne dzieła sztuki.
Można było również kupić gotowe eksponaty, ale to byłoby pójście na łatwiznę, nieprawdaż?
warstwy laki przełożone skorupkami jajek - cudny efekt artystyczny, prawda?
To wybrałam ja: herbaciany "lotos" czyli naczynie do prezentacji suszu herbacianego z moim ukochanym Garudą
Tajfuniątko wybrało dla siebie szpilkę do włosów...
...dla babci bransoletkę...
... i jeszcze wisior. Teoretycznie dla mnie, ale wszyscy wiemy, jak jest ;)
Wisior zaczyna pokazywać warstwy
Po trzech godzinach ciężkiej pracy można było wrócić do domu nie tylko z pięknymi ozdobami, ale również ze świadomością, dlaczego prawdziwe lakowane przedmioty są tak niezwykle kosztowne. Ale - warto.