2025-03-31

Yunnańska kiszona kapusta 云南酸腌菜

Rzadko przyrządzam ją w domu, bo jest dostępna na każdym targu, jednak ostatnio koleżanka pytała o przepis, więc się dzielę:

Składniki
  • 2 kg kapusty sarepskiej (lub dowolnej innej - to oczywiście zmieni nieco właściwości kiszonki, ale i tak będzie pyszna) 
  • 60 g soli 
  • 40 g brązowego cukru 
  • 5 g mielonego pieprzu syczuańskiego 
  • 5 g mielonego anyżu gwiazdkowego 
  • łyżka drobno posiekanego/startego świeżego imbiru 
  • trzy kopiaste łyżki chilli w proszku (jeśli mamy wybór, wybierzmy nie ten najostrzejszy, a ten najbardziej aromatyczny) 
  • dwie łyżki wódki 
  • ewentualnie: korzenie czosnku łodygowego, marchewka w słupki itd. 
Wykonanie
  1. Obsuszyć kapustę; nie na wiór, ale do zwiędnięcia. 
  2. Kapustę wymyć, wycisnąć (to ją pozbawi goryczki) i odcieknąć. 
  3. Kapustę i ewentualnie inne dodatki posiekać i zasypać solą. Solidnie wymieszać. 
  4. Po pół godzinie odcisnąć i wymieszać solidnie z przyprawami. Ponieważ będziemy mieszać z chilli, warto założyć rękawice. 
  5. Tanzi lub dowolne inne naczynie do kiszenia po umyciu przepłukać wódką (im więcej procent, tym lepiej). 
  6. Zapakować kapustę na przynajmniej dwa tygodnie. 
  7. Po tym czasie jest gotowa do jedzenia; jeśli nie chcemy, by kisła dalej, trzeba przenieść ją do zimnej piwnicy bądź lodówki. 
Tu zamiast mielonych przemysłowo, drobnych jak proszek płatków chilli, wykorzystane zostały płatki utłuczone metodą chałupniczą :)

Tutaj kiszonka w wykonaniu mojej ulubionej yunnańskiej kucharki. Pod koniec pojawia się też przepis na jedną z naszych ulubionych potraw wykorzystujących ową kiszonkę:
 

2025-03-30

Rozmowa na Obczyźnie

Wczoraj miałam ogromną przyjemność rozmawiać ze wspaniałą Niką o wszystkim: o herbacie, życiu, miłości, chińskim, wsparciu innych kobiet... Zapraszamy!

2025-03-29

真武观 Świątynia Czarnego Wojownika w Heijing

Czyli świątynka najważniejszego taoistycznego bóstwa położona na stoku tej samej góry, na której mieści się też świątynia zen.
Najważniejszy jest oczywiście pawilon Nefrytowego Cesarza
Ach, zostać zhuangyuanam i podróżować na smoku! 
Niechże Shouxing przyniesie Wam długowieczność!

Świątynka bardzo niestety zaniedbana, ale widać, że żywa - wciąż przychodzą tu mieszkańcy miasteczka, by złożyć ofiarę i przypodobać się taoistycznym bóstwom.

2025-03-27

zupa fistaszkowa 花生汤

Choć na całym świecie można znaleźć przykłady rozmaitych zup fistaszkowych, czytając o nich utwierdzam się w przekonaniu, że różnią się od zupy fistaszkowej południowego Yunnanu, a dokładniej regionów Pu'er i Lincang. Jest ona tam traktowana jak podstawa dowolnego posiłku - od śniadań z ich makaronem ryżowym 米干 w zupie fistaszkowej po zupy warzywne, czyli zupa fistaszkowa plus zielenina (w tej roli na przykład rozmaite kapustowate, ale również pędy groszku czy dyni czy dzikie zioła tamtejszych pagórków). Jest absurdalnie prosta w przygotowaniu, a przy tym smaczna i pożywna. W domu robię ją stosunkowo rzadko, bo nigdy nie pamiętam o namoczeniu fistaszków, a to krok, którego niestety nie można pominąć bez szkody dla smaku.

Składniki
  • miseczka fistaszków 
  • ewentualnie łyżka ryżu 
  • pęk zieleniny* 
  • odrobina tłuszczu 
  • szczypta soli i pieprzu 
Wykonanie
  1. Fistaszki bez skorupek namoczyć - przynajmniej parę godzin, a można całą noc. Po wymoczeniu łatwiej będzie z nich zdjąć skórkę. Ze skórką też się da zrobić tę zupę, ale i kolor, i smak na tym trochę stracą. Jeśli chcemy trochę zagęścić zupę, możemy dodać łyżkę ryżu - namaczamy go wraz z fistaszkami. 
  2. Fistaszki odcedzić i zblendować z litrem wody. 
  3. Przygotować zieleninę - tylko najdelikatniejsze części, same młode liście/pędy 
  4. W garnku rozgrzać odrobinkę tłuszczu i dolać zmiksowany płyn fistaszkowy. Zagotować. 
  5. Dodać zieleninę, wmieszać w płyn pałeczkami lub łyżką i na średnim lub małym ogniu obgotować. Zupa fistaszkowa lubi przywierać, więc warto często mieszać, a także zdać się na raczej mały ogień. Nie trzeba gotować długo - zielenina jest przecież młodziutka. 
  6. Po jakichś pięciu minutach doprawić solą i pieprzem, wymieszać, zgasić ogień.
Tajfuniątko uwielbia tę zupę do stopnia, w którym wyjada ją chochlą prosto z wazy.

Poniżej filmik pokazujący nietradycyjną, ale wyglądającą pysznie wersję miganów i misienów w zupie fistaszkowej (do zastąpienia dowolnym innym makaronem):  

*pęk drobnych liści, łodyg i kwiatów roślin kapustowatych lub posiekanej kapusty, pędy groszku czy dyni, szpinak - cokolwiek świeżego i zielonego, co lubicie w formie ugotowanej.

2025-03-25

profesja 行

Jak wszyscy wiedzą, jednym z chińskich słów związanym z określoną profesją jest 行 háng, część słowa 行業 [行业] hángyè czyli handlu, profesji, przemysłu i biznesu w jednym. Najłatwiej można 行 háng znaleźć w chińskiej nazwie banku: 銀行 [银行] yínháng, dosłownie: srebrny biznes czy też w firmie handlowej: 商行 shāngháng. Ciekawostką jest firma "samochodowa" 車行 [车行] chēháng, która może oznaczać w zasadzie każdą firmę jakkolwiek związaną z samochodami, od kupna/sprzedaży poprzez wynajem i taksówki aż po garaże. W słownikach znajdziemy także 戎行 róngháng czyli profesje związane z wojskiem (nazwa wzięła się od słowa 戎 róng, które dawnymi czasy oznaczało wszelaką broń). W dawnych czasach widywało się także tabliczki 洋行 yángháng oznaczające firmy zagraniczne oraz 粮行 liángháng czyli firmy sprzedające zboże, a także 牙行 yáháng czyli pośredników handlowych. Dziś rzadko się jednak widuje inne "hangi". Jedynymi czterema wyjątkami, z którymi się spotkałam, są sklepy z instrumentami muzycznymi 琴行
monopolowe 酒行 


bardzo specyficzne dla Yunnanu sklepy specjalizujące się w herbacie 茶行. 


oraz komisy 寄售行.
Skoro już wiemy, że hang jest związany z zawodem, nie będą dla Was zaskoczeniem i inne wyrazy korzystające z tego znaczenia: 
  • 同行 tóngháng - kolega po fachu. Dosł. ta sama profesja 
  • 内行 nèiháng - ekspert, profesjonalista, osoba doświadczona. Dosł. wewnątrz profesji 
  • 外行 wàiháng - amator, laik. Dosł. na zewnątrz profesji 
  • 改行 gǎiháng lub 轉行 [转行] zhuǎnháng - zmienić profesję

2025-03-23

Ośmiu Nieśmiertelnych przeprawia się przez morze 八仙过海

Ośmiu Nieśmiertelnych to jedne z najważniejszych postaci taoizmu. Dotyczą ich dziesiątki (jeśli nie setki) legend. Jedną z najbardziej znanych jest ta o ich przeprawie przez morze.
Dnia pewnego Ósemka ucztowała w Pawilonie Penglai. Gdy byli już lekko wstawieni, Li Żelazna Laska zaproponował nagle wycieczkę przez morze. Postanowili przy tym, że każde przeprawi się przez morze na swój unikalny sposób, korzystając z własnej magii czy sprytu zamiast na chmurach będących ich zwykłym środkiem transportu. 
Pierwszy ruszył Zhongli Quan - rzucił na spienione fale swój słynny wachlarz, a potem siebie plecami na tę nietypową deskę surfingową i popłynął w stronę drugiego brzegu. 
Za jego przykładem poszła He Xian'gu czyli nieśmiertelna panna He - wrzuciła swój kwiat lotosu do wodya wtedy ukazała się ścieżka z tysięcy czerwonych promieni, po których wyprostowana jak struna panna He popłynęła na kwiecie lotosu do drugiego brzegu. 
Za nimi podążył Lü Dongbin. Rzucił do wody bambusowy flet xiao i fala za falą przepłynął całe morze.
Zhang Guolao uśmiechnął się i rzekł: mam lepszy sposób. Wyciągnął kartkę papieru i złożył z niej osiołka. Ten zaś, gdy tylko wszystkimi czterema kopytkami dotknął ziemi, podniósł łeb i zaryczał, po czym z Zhangiem na grzbiecie zaczął skakać przez fale. 
Cao Guojiu przepłynął morze na swym słynnym nefrytowym hu
Po nich ruszył Li - oczywiście na swej żelaznej lasce, która wbrew prawom fizyki unosiła się na wodzie jak łódka. 
Han Xiangzi też dał sobie radę przy pomocy instrumentu muzycznego, tym razem fletu dizi
Siódemka dotarła już na drugi brzeg, a Lan Caihe ani widu, ani słychu. Początkowo widać było, jak płynie w swoim kwietnym koszyczku, ale po drodze stracili go z oczu. Gdzie się podział? Okazało się, że przeprawiając się przez morze niechcący je wzburzyli do takiego stopnia, że zaniepokoili syna Ao Guanga, Smoczego Króla Wschodniego Morza. Ten zaś wysłał krewetkowo-krabową armię, by pochwycili ociągającego się w podróży Lan Caihe wraz z jego koszyczkiem. Nie mogąc nigdzie znaleźć kolegi, Lü Dongbin krzyknął groźnie w stronę morza: "Posłuchaj mnie dobrze, Smoczy Królu! Wypuść czem prędzej Lan Caihe, albo przekonasz się, z kim masz do czynienia!". Usłyszawszy to, Smoczy Książę zapałał gniewem i wynurzył się z odmętów, obsypując oponenta rzeką bluzgów. Wtedy jednak Lü Dongbin dobył swego magicznego miecza i tak rąbnął księcia, że ten od razu poszedł na dno. Lü nie odpuścił; wziął swą ogniową tykwę i zmienił Wschodnie Morze w morze ognia. Mało tego! Cao Guojiu machnął swym nefrytowym berłem/pałką hu i przerażone fale się przed nim rozstąpiły. A to już naprawdę przeraziło Smoczego Króla. Wezwał na pomoc braci z pozostałych mórz i gotowali się na walkę na śmierć i życie. Wtedy jednak pojawiła się Awalokiteśwara - Widząca Dźwięki (ciekawe, co buddyjska bogini robi w taoistycznej legendzie?...) i zaprowadziła między nimi pokój, przekonując przy okazji Ao Guanga, by wypuścił Lan Caihe. Ośmiu Nieśmiertelnych pożegnało się z boginią i bezpiecznie dotarli na brzeg. A na drugim brzegu mieli wziąć udział w słynnym Brzoskwiniowym Przyjęciu Królowej Matki Zachodu... Ale to już zupełnie inna historia. 

Po tej legendzie pozostały w języku chińskim dwa powiedzenia: 
  • 八仙過海,各顯神通 [八仙过海,各显神通] bāxiānguòhǎi, gèxiǎnshéntōng - Ośmiu Nieśmiertelnych przeprawia się przez morze, każdy pokazując inną magię. Czyli każda osoba w grupie korzysta z takich talentów i umiejętności, jakie ma, by osiągnąć ten sam cel. Jak u Kapitana Planety albo awendżersów. Można na przykład wykorzystać wtedy, kiedy inni się czepiają, gdy robisz coś po swojemu. 
  • 蝦兵蟹將 [虾兵蟹将] xiābīngxièjiàng - krewetkowi żołnierze krabowi generałowie - bezużyteczna armia

2025-03-21

Pagoda Literatury w Heijingu 黑井文笔塔

Istnieje w Chinach i Wietnamie specjalny typ budowli, rodzaj pagody niezwiązanej z buddyzmem. Zwać się może Pagodą Pism 文笔塔, Pagodą Czubka Literatury 文峰塔, Pagodą Światła Literatury 文光塔 albo po prostu Pagodą Wenchanga (czyli któregoś z Bóstw Literatury) 文昌塔. Zasady ich budowy były związane z fengshui. Mogły być bardziej lub mniej lokalne, to znaczy poprawiać fengshui stolic, prowincji, województw, powiatów czy wiosek. Jak poprawiać? Otóż jeśli ktoś z danego miejsca ścinał się na egzaminach mimo - wydawałoby się - dobrego przygotowania, należało na jakimś pagórku  wybudować pagodę tak, by jej szczyt stał się najwyższym punktem w okolicy. Jeśli nie było w okolicy pagórków, mogła też stać na płaskim, ale musiała być odpowiednio wysoka. Dzięki temu fengshui zmieniało się tak, że lokalsi zaczynali dobrze zdawać cesarskie egzaminy. 
Wąskie i wysokie na podobieństwo pędzla do kaligrafii, były te pagody zazwyczaj budowane z kamienia. Mogły mieć od trzech aż do kilkunastu metrów wysokości. Przy bardzo sprzyjających warunkach w ogóle nie trzeba było budować pagody: wystarczył szczyt w odpowiednim kształcie, nazwany Szczytem Pism 文笔峰, by zapewnić szczęście w egzaminach. Na te największe można się wspiąć - ponieważ powstawały na najwyższych pagórkach, widok bywa ładny. Te mniejsze nie są puste w środku, nie mają schodów i nie nadają się do zwiedzania; czasem przed pagodą znajduje się posążek któregoś z pięciu Wenchangów wraz z kadzielnicą na trociczki. W miejscach, w których utrzymała się wiara w Wenchanga, nadal pielgrzymują do nich uczniowie i studenci, próbujący sobie wymodlić powodzenie w egzaminach, tak jak w innych miejscach chadzają do regularnych świątyń ku czci Wenchanga 文昌阁 bądź Kuixinga 魁星楼. 
Jako, że Północ czci Konfucjusza, a Południe Wenchanga, Pagody Literatury są najbardziej popularne na południu. Z dzisiejszej perspektywy pokazują nie tylko aspiracje miejscowej ludności - chcemy zdać egzaminy cesarskie, budujemy pagodę! - ale również jej... bogactwo. Cóż, tylko zamożne wioski albo wioski będące małą ojczyzną choć jednej rodziny, której się naprawdę powiodło, mogły sobie pozwolić na zbudowanie takiej pagody. Dlatego częściej spotyka się Pagody Literatury należące do województwa czy całego powiatu niż do jednej wioski - ich stawianie bywało dofinansowywane przez lokalne władze.
Jako, że Heijing był wyjątkowo zamożnym miasteczkiem, też sobie machnęli taką pagodę. Spacer do niej i z powrotem zajął nam około trzech godzin w ostatni dzień wycieczki. Właściwie to nie spacer, a normalna, regularna wspinaczka.
Uwielbiam Heijing m.in. za to, jak dobrze są tu oznaczone szlaki turystyczne.
Pierwszy kawałek drogi był jednocześnie fragmentem dawnego Szlaku Końsko-Herbacianego
widoki zapierały dech w piersiach
O, już widać z daleka naszą pagodę!
Nasza pagoda powstała za panowania cesarza Qianlonga czyli w połowie XVIII wieku. Co ciekawe, całkiem wbrew tradycji nie znajduje się na szczycie góry, a mniej więcej w jej połowie, na wysokości 1904 m.n.p.m. Trzynastu jinshi jednak nie przeszkodziło to w awansie społecznym, czyli fengshui nie zostało naruszone. 
Była to pierwsza Pagoda Literatury odwiedzona przeze mnie z Tajfuniątkiem. Postanowiłyśmy odnaleźć inne yunnańskie miejsca kultu Wenchanga, wychodząc z założenia, że Panu Bogu świeczkę i Wenchangowi ogarek - wszystko, co się da zrobić, żeby Tajfuniątku dobrze szły egzaminy. Jak na razie działa - testy na koniec pierwszego półrocza poszły może nie wybitnie, ale zadowalająco ;)

2025-03-19

Bóg Literatury


Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z 
japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Czytając Alchemię słowa Parandowskiego, trafiłam na taki fragment:
Chińskiego boga literatury przedstawiają w postaci wąsatego mentora z podniesionym do góry wskazującym palcem, jakby przestrzegał i karcił.
Hmmmm. Wąsata/brodata jest większość, ale wskazującego palca, gotowego do przestrzegania i karcenia jakoś nie kojarzyłam, więc z ciekawości zaczęłam szukać, o którego to boga chodzi, bo Chiny z ich fantastyczną i szalenie długą literacką tradycją dorobiły się więcej niż jednego boga literatury.
Może Wenquxing 文曲星, dosłownie Gwiazda Literatury? On dba o tych, którzy weszli na ścieżkę pisarskiej kariery, a także o tych, którzy przygotowują się do egzaminów. Ba, jeśli ktoś umiał w literaturę, a przy tym zajmował wysoką pozycję na cesarskim dworze, uchodził za wcielenie Wenquxinga. Jego pomoc i opieka są wartościowe przede wszystkim dla pisarzy z powołania - pozwala im pisać tworzyć lepszą literaturę. Obecnie jednak najczęściej jest czczony przez uczniów, którzy chcą osiągnąć sukces: dostać się do lepszej szkoły czy zająć wyższą pozycję społeczną. Patrzę na jego wizerunki. Trzymający zwój, głaszczący się po brodzie, trzymający pędzel. Czasem z zarostem, czasem gładziutki jak niemowlę. Wskazującego palca brak. Raczej nie on, ale nie traćmy ducha, bo mamy jeszcze inne bóstwa. 
Jest też przecież Wenchang 文昌. Jest o nim trochę w polskiej wiki, więc nie będę wszystkiego przytaczać - poczytajcie sami. Bóg literatury i piśmiennictwa, specjalizujący się w osiąganiu sławy i bogactwa. Czasem stoi, czasem siedzi na chmurze, ale jego atrybutem jest berło, a nie wskazujący palec. To nie on. 
Nie bójmy się jednak, mamy więcej bóstw... które też są Wenchangami. Tu bowiem musimy spuścić zasłonę miłosierdzia na polską wersję wikipedii i zerknąć do chińskiej, z której dowiemy się, że Wenchangów 文昌 czyli taoistycznych bóstw literatury jest łącznie pięciu (五文昌 lub 五文昌夫子 albo 五文昌帝君). Są to bóstwa związane ogólnie z nauką. Każdy z nich zajmuje się szeroko pojętym 文 (stąd Wenchang 文昌), czyli wszystkim tym, co uczony/wykształcony człowiek wiedzieć powinien. Nie jest to tylko literatura, ale też kultura i język. Tym pięciu bóstwom oddawali cześć nie tylko uczniowie, ale i uczeni. 
Pierwszym z nich jest nasz "podstawowy" Wenchang - 文昌帝君 czyli Monarcha Wenchang. Zgodnie z jedną z legend, był to oficer Zhang Yu, który za czasów dynastii Jin oddał życie za ojczyznę. Pochodził z regionu Zitong w dzisiejszym Syczuanie i początkowo był lokalnym bóstwem ochronnym, dopiero później stwierdzono, że do literatury i egzaminów też się nada. 
Drugim jest Kuixing. To do niego modlą się przed egzaminami. Jedną nogą depcze rybią głowę, a w dłoni ma pędzel, chyba najbardziej "ruchliwy" z Wenchangów, jednak i on nie podnosi wskazującego palca, więc to nie on. 
Trzecim jest Bóg-W-Cynobrowej-Szacie 朱衣神君, ponoć na pierwszy rzut oka wie, jakie są mocne i słabe strony każdego dzieła literackiego. Czasem się go utożsamia z neokonfucjanistą Zhu Xi, tylko ze względu na cynobrowe nazwisko tegoż. Słynny kaligraf Ouyang Xiu ujrzał ponoć kiedyś naszego Boga-W-Cynobrowej-Szacie i jedyne o czym marzył, to o tym, by skinął on z aprobatą głową nad jego pracami. Nigdy go nie spotkałam w żadnej świątyni, więc szybko poszukałam posągów; niestety, żaden nie unosił palca, za to niektóre uosobienia zamiast czerwonych szat miały czerwoną twarz. Ciekawe.
Czwartym okazał się być, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, znany Wam już dobrze Guan Yu. W tym wcieleniu zowie się Bogiem-Wyważenia-Literatury 文衡圣帝 i opiekuje się inkarnacjami czy też wcieleniami Boga-W-Cynobrowej-Szacie. 
Piątym i ostatnim też jest znane nam już skąd inąd bóstwo Lü Dongbin, jeden z Ośmiu Nieśmiertelnych. Na co dzień patron wojowników i fryzjerów, w tym wcieleniu zowie się Bogiem-Wiary-W-Błogosławieństwo 孚佑帝君 lub Bogiem-Czystego-Słońca 纯阳帝君. Wieść gminna niesie, że opiekował się podchodzącymi do egzaminów cesarskich; kiedyś nawet ukazał się we śnie jednemu, który byłby zaspał na egzamin, ale dzięki naszemu Nieśmiertelnemu zdążył. Ponoć dawnymi czasy uczniowie spali pod jego posągami w nadziei, że ukaże im się we śnie, co by świadczyło o jego opiece w czasie egzaminów. U niego też nie znajdziemy palca wskazującego, za to często na jego podobiznach widać ułożenie dłoni w V tak jak to robią chińskie nastolatki pozując do zdjęć. 
Oprócz tego mamy dwa bóstwa pomocnicze. 
Po pierwsze Cangjie, czyli legendarny twórca chińskich znaków. Do niego zwracają się gryzipiórki, a także dzieci, które nie opanowały jeszcze znaków i uczniowie, którzy chcą się podciągnąć z kaligrafii. Jednak tego łatwo poznać po dwóch parach oczu, więc nie o niego chodzi. 
No i w końcu Fucek. Konfucjusz znaczy. On też, jako wielki myśliciel i nauczyciel, jest w taoiźmie czczony jako opiekun ludzi nauki. Zresztą podpowiada nam i podstawowa nazwa Świątyni Konfucjusza - Świątynia Literatury 文庙. Najczęściej jest przedstawiany ze złożonymi dłońmi, czasem ukrytymi w rękawach. Jednak w końcu udało mi się znaleźć jego podobiznę z wystającym palcem wskazującym. Krzaczaste brwi, wąsiska, broda, wyraźna diastema (ciekawe, czy seplenił?)... ale ogólnie rzecz biorąc taki Konfucjusz szczególnie groźny się nie wydaje. Może i przestrzega, ale karceniem zajmą się ci, którzy zmuszą całe społeczeństwo do reguł, które ten bałwan filozof polityk wymyślił. 

Po przejrzeniu ośmiu bóstw literatury znaleźliśmy więc tego z opisu Parandowskiego. Muszę jednak powiedzieć, że jako typowa miłośniczka kultury chińskiego Południa, zdecydowanie wolałabym, żeby moim wykształceniem opiekował się inny bóg. W Chinach istnieje bowiem powiedzenie "Północ Konfucjusza, Południe Wenchanga" (北孔子、南文昌), które najlepiej obrazuje w jakich regionach jaki kult najszerzej się rozprzestrzenił. A który z Wenchangów tak konkretnie i w jaki sposób ma się nami opiekować? O tym już następnym razem.

Tutaj poczytacie o japońskim bóstwie literatury.

2025-03-17

香山寺 Świątynia Pachnącej Góry

Ta buddyjska świątynia znajduje się na tym samym pagórku, co Smocze Sanktuarium. Zbudowana została w połowie XVI wieku i w czasach świetności liczyła ponad 30 kaplic. Cóż jednak z tego, skoro dziś jest zamknięta na cztery spusty? Można tylko przeczytać na tablicy pamiątkowej o lepszych czasach i zerknąć na przyświątynny ogródek kwietno-warzywny z maleńkim pawilonem...   
Warto jednak do owego pawilonu podejść i przeczytać informacje zawarte na tablicy pamiątkowej. Otóż trzydzieści lat temu kilku kunmińczyków heijińskiego pochodzenia postanowiło zorganizować "zwiedzanie Heijingu przez Heijińczyków" i zebrali na ten cel niemałe fundusze. Niektórzy, będąc ludźmi pióra, stworzyli artykuły do ogólnoyunnańskich gazet, pozwalając Heijingowi strzepnąć kurz zapomnienia i stanąć w nowym blasku. Można rzec, że dopiero wtedy miasteczko dostało kopniaka motywującego do stania się atrakcją turystyczną i do przypomnienia sobie i innym swej bogatej historii. Ci właśnie ludzie postanowili część zdobytych wówczas środków przeznaczyć na stworzenie ogródka i pawilonu dla mieszkańców miasteczka - i dla turystów przy okazji też. 
Szkoda, że świątynia została zniszczona bezpowrotnie. Cieszy mnie jednak, że przynajmniej niektórzy z tutejszych postawili sobie za punkt honoru pokazanie Heijingu światu.

2025-03-15

wiśnie na kampusie Yundy w Chenggong

Tak samo, jak w roku ubiegłym, niemal jednocześnie zakwitły mikrojabłonie i wiśnie. Ponieważ w tygodniu wszyscy jesteśmy okropnie zajęci, a w weekendy wszystkie wiśniowe miejscówki są oblegane zarówno przez tubylców, jak i przez turystów, postanowiłam zabrać rodzinę tam, gdzie tłumów na pewno nie będzie - czyli do mnie do pracy. Gdy ZB skończył już dręczyć swego ucznia, tuż po obfitym brunchu, spakowaliśmy się więc do mojego pracowego autokaru i w wielkiej wygodzie (autokar był pustawy, boć to niedziela) pojechaliśmy na wycieczkę. Wysiedliśmy tuż za bramą uniwersytecką, ponieważ właśnie tu zaczyna się śliczna alejka wiśniowa:
Alejka prowadzi krętą dróżką do pawilonu na szczycie pagórka, z którego rozpościera się uroczy widok na jezioro:
Och, jaka wolność, pustka i cisza! W życiu nie byłam w tak pustym chińskim parku. Wiem - technicznie rzecz biorąc to nie park a kampus, jednak zaaranżowany jest tak, że można spacerować dobrą godzinę nie natykając się na żadną salę wykładową. Tajfuniątko było przeszczęśliwe - turlała się po stokach, szalała wokół jeziora, biegała ile wlezie... ZB niespokojnie wodził za nią wzrokiem, jednak ja spędziłam popołudnie z przyjemną lekturą, w piknikowej atmosferze i przy idealnej pogodzie. Tak to ja mogłabym tam jeździć codziennie! 
W drodze na kolację odkryliśmy też starodrzew najsłynniejszych chenggońskich perłowych gruszek:
To było bardzo przyjemne popołudnie. Tajfuniątko już zapowiedziało, że musimy tam jeździć w każdy ładny weekend, bo jeszcze tyyyyle do odkrycia!...