2022-09-12

Park Smoczego Źródła w Yimen 易门龙泉森林公园

Myszkując między yimeńskimi jeziorkami doszliśmy w końcu do Parku Narodowego w Yimen. Liczy on sobie trochę ponad sześćset hektarów i jest chyba jednym z moich najukochańszych parków. Jest tam starodrzew, cisza, świątynki i krystalicznie czysta woda. Jest miejsce do zabawy i biegania dla Tajfuniątka, ale są również spokojne zakątki dla mnie do czytania. No i jak tam wspaniale pachnie lasem! To dzięki temu, że władze miasta i prowincji w 1992 roku, gdy zakładały ten park, doszły do wniosku, że zamiast przycinać i karczować, żeby dostosować ten skrawek ziemi do wizji tradycyjnego chińskiego parku, można jednak zostawić, co się da. I wprawdzie po tangowskich świątyniach było tu już tylko wspomnienie, jednak to, co się udało ocalić lub odbudować na wzór qingowski - istnieje nadal. Dlatego znajdziemy tu scenę, na której drugiego dnia drugiego miesiąca księżycowego odbywają się przedstawienia ku czci smoka, a także smoczą świątynię - tak jak w dawnych czasach, co rok trzeba u smoka wybłagać regularne deszcze, dobre zbiory i bezpieczeństwo dla ludu. Sam Yang Shen zwiedzał jaskinię, z której wypływa Smocze Źródło i tutejsze świątynie; napisał nawet trzy wiersze na ten temat. Sam Wu Sangui ponoć poił tu konia. Smocze Źródło wraz z otaczającym je lasem jest pierwszym i najważniejszym z Ośmiu Widoków Yimen (jeśli dam radę dowiedzieć się czegokolwiek o pozostałych, dam znać). Jak dobrze, że można się jeszcze nim cieszyć! Stront pięknie barwi wodę, sprawiając, że widoki faktycznie zapierają dech w piersiach. 

Najważniejszym zabytkiem, który się tu znajduje, jest bez wątpienia taoistyczna Wielka Świątynia Smoczego Źródła, zbudowana za Qianlonga. Niestety, obecnie nie można jej zwiedzać, ale piękny drewniany budynek robi wrażenie. Tuż obok znajduje się grota, z której tryska Smocze Źródło, a jeszcze parę kroków dalej znajduje się wspomniana scena, odbudowana w 1853 roku, na której po dziś dzień odbywają się przedstawienia dla smoka. Żeby było ciekawie, w tym samym parku znajdują się też świątynki buddyjskie, ze Świątynią Ukrytego Smoka 龙隐寺 na czele. Jednak najbardziej rozpoznawalny jest nowy wprawdzie, bo zbudowany w 1995 roku, ale szalenie charakterystyczny pawilon-korytarz (长廊 chángláng) długi na prawie pięćset metrów, pozwalający na cieszenie się bliskością wody oraz dający miły cień w skwarne dni.

Wielka Świątynia Smoczego Źródła
Grota, z której wypływa Smocze Źródło
Scena
Czas na piknik!
Nie ma to jak lusterko odstraszające duchy...

Połaziliśmy, ponacieszaliśmy się świeżym powietrzem i ciszą, zrobiliśmy sobie piknik... i ZB dostał SMSa, że mamy wracać do Kunmingu, bo nazajutrz musi iść do pracy. To nic, że szef dwa dni wcześniej klepnął mu papiery z prośbą o wyjazd na kilka dni z Kunmingu... 

Ech. No ale - lepszy rydz niż nic, prawda? Jeszcze tam kiedyś wrócimy, na pewno!

2022-09-10

Święto Środka Jesieni

W związku z wybuchem pandemii w Kunmingu (kilka nowych zachorowań), tegoroczne obchody Święta Środka Jesieni zostały sprowadzone do zera. Żadnych wyjść, bo wszystko pozamykane; ciężko nawet zaplanować elegancki posiłek, ponieważ targi pozamykano już kilka dni temu, a ja nie dałam rady wygrać ze staruszkami, wyrywającymi nam warzywa z rąk (pokolenie hunweibinów nie ma sobie równych...). Mamy zapasy, chwała Księżycowemu Królikowi, ale świątecznego szaleństwa nie będzie. Do Szmaragdowego Jeziora nie pójdziemy, ponieważ wymagane jest badanie covidowe z ostatnich 24 godzin, a przy punktach badań są takie kolejki, że nie stalibyśmy tam nawet, gdyby nie lało jak z cebra. Ech. 

Na pocieszenie dwa okołojesienne drobiażdżki:

Jest wszystko, co trzeba: księżyc, lampiony, życzenia, pawilon do podziwiania księżyca, królik, kwiaty, a także - oczywiście! - gaiwan z herbatą, bo to witryna herbaciarni.
kalamburek: too zostało zastąpione podobnie wymawianym chińskim znakiem 兔 = tu. Co biorąc pod uwagę to, jak bardzo królik jest w Chinach związany z księżycem, nadaje całości bardzo lokalnego kolorytu.
Mimo wszystko - wesołego Święta Środka Jesieni!

2022-09-08

w tym samym kierunku

Przychodzę do znajomego sklepu za rogiem odebrać internetowe zakupy. Uśmiechnięta ekspedientka macha do mnie kiełbasą i mówi: 

- Patrz, to z Twoich stron! 

Patrzę na etykietkę.

- To nie z moich stron, tylko z Rosji.

- No ale to w tamtym kierunku!...

Wyciągam z moich zakupów wodorosty do robienia sushi.

- Patrz, to z Twoich stron!

- Ale to jest z Japonii!

- To przecież w tym samym kierunku...

Ekspedientka nerwowym uśmiechem pokrywa zmieszanie; zorientowała się, że mieszanie Polski z Rosją jest takim samym faux pas, jak mieszanie Chin z Japonią. 

Małe kroczki są zawsze najważniejsze. Wiem, że nie zmienię świata, ani nawet Chińczyków w swej masie. Ale niechby chociaż wiedzieli ci, którzy mają ze mną niemal codziennie do czynienia.