Przez Kunming przechodzi fala upałów. Może nawet nie przechodzi, a chce zamieszkać na stałe. Znów zaczyna brakować wody, nocami temperatura SPADA do 25 stopni, by za dnia podskoczyć znów o dziesięć.
To lubię!
Żadnych zbędnych ubrań, trzy razy dziennie zimny prysznic, dużo lodu - tak to można żyć! Uwielbiam upał.
Dla kunmińczyków, chlubiących się, że żyją w Mieście Wiecznej Wiosny, takie upały to żadna przyjemność. Wieczna Wiosna, nie lato! To nie miały być upały, a przyjemne ciepełko, czasem słońce, czasem deszcz, hola! A już dla marzących o białej cerze dziewcząt takie słońce to katastrofa przecież!
W internetach zaczęły krążyć rysuneczki, przedstawiające to, jak się czują atakowani przez słońce tubylcy. Jedne przedstawiają ludziki pozatykane na patyczkach do grilla, inne - małe kotki zdychające z gorąca przed wentylatorem. Ja zakochałam się w tym:
Kukurydza A, ze złośliwym uśmieszkiem: gorąco na zewnątrz?
Kukurydza B, zpopcornowana: zamknij się!
2015-06-03
2015-06-02
radosne cukierki IX
Wbrew opisowi na pudełku, cukierków było więcej, bodaj sześć, ale tylko dwa stricte ślubne. Reszta była niedobra, więc zjadł je ZB. Dla niego liczy się przede wszystkim to, że w środku jest cukier...
2015-06-01
wończa
Spełniłam marzenie życia: na parapecie hoduję wończę, czyli pachnącą najpiękniej w świecie słodką oliwkę - osmanthus fragrans. Zostawili nam ją w spadku poprzedni właściciele mieszkania; jak wszystko, co nam zostawili, była zabiedzona i na oko nadawała się tylko do kosza. Odratowałam ją, troskliwie podlewałam, podawałam suplementy diety (znaczy, specjalne nawozy) i do niej mówiłam czułemi słowy. Tak samo zresztą postąpiłam i z granatem i z jeszcze jednym tajemniczym drzewem, o którym kiedy indziej. Wszystkie uratowałam, granat nawet owocuje!
Odratowałam, przyszła wiosna, a ja czekam na pięknie pachnące kwiecie. I czekam. I czekam. Pojawiają się pojedyncze drobne kwiatki, ale ja się spodziewałam kilogramów, a nie jakiegoś drobiazgu! Co mi się wydawało, że coś urosło, to się okazywało, że nie ma. Fatamorgana czy cóś?
Aż pewnego dnia z czytania książki na łóżku (nigdy się nie oduczę) wyrwał mnie dziwaczny dźwięk - ni to chrobotanie, ni to trzaśnięcie. Zerknęłam - i aż zaniemówiłam. Mowę mi odebrało. Na mojej cudnej wończy siedziała tłusta wiewióra i obżerała się moimi pięknymi kwiatuszkami!!! Co za bezczelność!
Puknęłam w szybę, żeby tłuściocha przestraszyć. Gryzoń spojrzał na mnie z głębokim lekceważeniem, z kiścią wończy wystającą z pyska i powoli zebrał swój gruby tyłek z mojego ogródka.
Zdążyłam cyknąć tylko te dwie foty:
Teraz już wiem, dlaczego znikają mi najpiękniejsze okazy. Spieszmy się kochać wończę, tak szybko zostaje zjedzona przez ohydne wiewiórki...
Odratowałam, przyszła wiosna, a ja czekam na pięknie pachnące kwiecie. I czekam. I czekam. Pojawiają się pojedyncze drobne kwiatki, ale ja się spodziewałam kilogramów, a nie jakiegoś drobiazgu! Co mi się wydawało, że coś urosło, to się okazywało, że nie ma. Fatamorgana czy cóś?
Aż pewnego dnia z czytania książki na łóżku (nigdy się nie oduczę) wyrwał mnie dziwaczny dźwięk - ni to chrobotanie, ni to trzaśnięcie. Zerknęłam - i aż zaniemówiłam. Mowę mi odebrało. Na mojej cudnej wończy siedziała tłusta wiewióra i obżerała się moimi pięknymi kwiatuszkami!!! Co za bezczelność!
Puknęłam w szybę, żeby tłuściocha przestraszyć. Gryzoń spojrzał na mnie z głębokim lekceważeniem, z kiścią wończy wystającą z pyska i powoli zebrał swój gruby tyłek z mojego ogródka.
Zdążyłam cyknąć tylko te dwie foty:
Teraz już wiem, dlaczego znikają mi najpiękniejsze okazy. Spieszmy się kochać wończę, tak szybko zostaje zjedzona przez ohydne wiewiórki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
