2011-01-18

korespondent pokojowy ;)

Droga do Wietnamu zabrała mi dwa dni i połowę poczucia humoru (jak człowiek jest zmęczony, to nawet śmiać się nie umie). Wylądowałam (jak to ja) na końcu świata, w malutkiej wiosce (tak malutkiej, że wszyscy się do mnie uśmiechają, bo jestem biała, a Mały Wnuk ma spuchnięte usta od ciągłego powtarzania, że nie, nie jestem jego żoną), w domu, który jest otwarty w każdym znaczeniu tego słowa: ludzie są gościnni, drzwi pootwierane na oścież, a poza tym kuchnia zaczyna się w ogrodzie (ma tylko dwie i pół ściany). Mieszkańcy tego domu żyją z uprawy kawy i pieprzu; kawy w sezonie zbierają kilka ton. W ogrodzie rosną papaje i banany, sąsiedzi uprawiają orchidee, a wszystko rośnie cudownie, bo to dawna wulkaniczna ziemia.
Jak to powiedzieć... 
Powrót do Chin po pobycie tutaj będzie chyba trudniejszy niż mi się wydawało. Zostałam zaakceptowana bez reszty; zostały porobione względem mnie plany (wiesz, jak będziesz uczyć moją córkę angielskiego, to my Cię nauczymy wietnamskiego); jestem bez przerwy czymś karmiona i piję kawę, która jeszcze pamięta, jak wisiała na drzewie przed domem. Przed chwilą zeżarłam papaję prosto z drzewa... I nie bardzo chce mi się wyjść oglądać cokolwiek ;)
Ciąg dalszy nastąpi ^.^

2011-01-15

zwykła mowa 普通話

Sylwester. Mały bar w centrum Szanghaju. Zaledwie kilka osób: poza Tajwańczykiem, chińskim zwolennikiem Guomindangu, Koreańczykiem i mną przyplątał się był jeszcze Chińczyk z Kantonu. Jako, że w Kantonie nie mówi się w "mowie zwykłej" - 普通話, tylko po kantońsku, jego "mowa zwykła" była co najmniej równie niezwykła i urocza jak moja. Nam to oczywiście zupełnie nie przeszkadzało w komunikacji, ale reszta się strasznie śmiała z naszych absurdalnych tonów i nieprawdopodobnej intonacji.
Siedzimy, cieszymy się, że mimo wszystko się nawzajem rozumiemy, pijemy kolejnego drinka i stwierdzamy: nie jesteśmy (w domyśle: w przeciwieństwie do reszty) zwykłymi ludźmi, więc nie musimy mówić w zwykłej mowie...
過年在上海的一家小酒吧認識了一個廣東人. 他的普通話跟我的差不多, 洋腔洋調, 但是我們能夠溝通, 所以高興懷了. 雖然大家會笑我們 (我們倆都會講英文, 也許我們的英文比普通話還是要好一點, 但是我們儘量講普通話), 但是我們還是聊得非常開心. 聊著喝酒, 氣氛挺好, 估計我們比其他人都快樂得多. 最後我們互相安慰: 我們不是普通人, 不會說普通話也正常!

2011-01-08

Jingde 旌德

Jest to nazwa "województwa" w Anhui. Ja mieszkam tu w ogromnym mieście: rzeka, góry, dwie równoległe ulice, rynek i kilka uliczek łączących te miejsca. Mają szpital, pocztę, supermarket bez żadnych produktów nieregionalnych. Taka wiocha, że jestem jedyną białą, a żebym się nie czuła samotnie, mówią, że kilka lat temu był tu jeden Murzyn, uczył angielskiego :D Jak mówię po chińsku to się nie dziwią, bo przecież wszyscy mówią po chińsku. Jak mówię, że jestem Ujgurką z Xinjiangu to wierzą, bo w zasadzie Xinjiang jest dla nich tak samo egzotyczny jak Polska. Ale wszyscy są mili, a ja rozkoszuję się rewelacyjnym masażem, spokojem, zdziwionymi spojrzeniami dzieci (mamo, mamo, a ta pani jest biała!)
Specjalnie dla Was kilka fotek:
Lokalna podróbka McDonalda, którego w tym ekhm mieście nie uświadczysz :D

Na pierwszym planie rzeźnik, a te śmieszne regały w tle to chińska specyfika: wypożyczalnia książek. Nie mylić z biblioteką - biblioteki są publiczne i bezpłatne, a to jest prywatne i płatne (cena zależy od "wyczytania" danego egzemplarza i od chodliwości tytułu; można również kupić te książki za kilka kuajów).

Jedna z dwóch głównych ulic Jingde: po lewej, przed czerwonymi miskami, niemal wtopione w kocie łby mocno świeże ryby - przed chwilą wypatroszone.

Druga główna ulica; DIY wieszak na ubranie z suszącym się mięsem zamiast ubrania.

Specjalnie dla Kayki: ryneczek z palmami przysypanymi świeżą warstewką śniegu...