Skoro już jesteśmy przy herbacie (a jakoś ostatnio znów mam na nią trochę czasu), z okazji Międzynarodowego Dnia Kolorów przypomniałam sobie o herbacie, która niby jest zielona, ale przy okazji jest też purpurowa. Kiedyś miałam okazję jej spróbować w czasie warsztatów herbacianych, które prowadziłam dla Instytutu Konfucjusza w Krakowie. Jedna z kursantek poczęstowała mnie nią, zaparzyłyśmy ją wspólnie i zastanawiałyśmy się, co to w końcu za herbata.
Nie znałam jej wówczas; dopiero wiele lat później spotkałam się z nią po raz kolejny i przy okazji mogłam się dowiedzieć, co to za dziwo.
W 1985 roku pracownicy Instytutu Badań nad Herbatą w Yunnanie (云南省茶叶科学研究所) na ogromnej plantacji (ponad 13 hektarów) obejmującej ponad 600 tysięcy wielkolistnych krzewów herbacianych, odkryli jedno drzewko, którego pąki listków, liście i łodyżki były purpurowe. Z pozyskanych świeżych liści wyprodukowano zieloną herbatę. Susz miał barwę purpurową, a napar też połyskiwał tym kolorem. Herbata pięknie pachniała, miała głęboki smak. Postanowiono nadać jej nazwę 紫娟茶, co dosłownie oznacza Purpurową Piękność-Pełną-Gracji Herbatę. Od tego czasu coraz więcej plantacji szuka drzewek z błędem genetycznym, który nadaje herbacie tak piękną barwę i je hołubi; obecnie znane są herbaty tego typu z Xishuangbanna, Honghe, Baosha i innych części Yunnanu.
Oczywiście zaczęto badać, skąd ta barwa. Odkryto w liściach nie tylko podejrzewaną przeze mnie cyjanidynę, często odpowiedzialną za fiolety i czerwienie w roślinach, ale również pelargonidynę (tę od truskawek), delfinidynę (tę od bakłażanów i granatów), peonidynę (tę od peonii, ale też od fioletowych batatów), malwidynę (tę ze skórek winogron i borówek) itd. Oczywiście, barwa liści się zmienia - na początku roku jest czerwonawa, by od maja do października czarować głęboką purpurą, a w zimie stracić powab i prezentować mdły fiolet. Ale to tylko nowe pędy, ponieważ stare, ponadroczne liście wracają do barwy ciemnozielonej. Z tego też względu, nie mogąc ogołocić krzewu ze wszystkich liści, po roku zaczynamy mieć dwubarwne krzewy herbaciane. Są tak piękne, że niektórzy sadzą je nie w celach zarobkowych (choć herbaty fioletowe, jako bardzo rzadkie, są drogie), a po prostu z przyczyn estetycznych.
Smakowo była czymś między zieloną a surowym pu'erem; można ją było parzyć 5-7 razy. Na powyższych zdjęciach nie widać pięknej purpury liści, zapewne dlatego, że do Polski nie trafiają te najlepsze. Jeśli jednak będziecie kiedyś w Yunnanie i zwróci Waszą uwagę purpurowy susz, wiedzcie, że trafiliście na coś wyjątkowego: nowy rodzaj herbaty, młodszej ode mnie, zaledwie czterdziestoletniej. Warto spróbować. Ja przypomniałam sobie o niej niedawno; dostałam paczuszkę prosto z ogródka mojej przyjaciółki, która mówi, że przypadkiem się okazało, że wśród nowo zakupionych krzewów był i taki z fioletowymi liśćmi, ale mają tylko jeden, więc nie produkują tej herbaty na większą skalę, a w ogóle to oni wolą pu'ery, ale ona pamięta, że ja lubię nowości, więc może bym chciała?... Chciałam. Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że moi herbaciani przyjaciele wolą pu'ery od takich cudeniek.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.